sobota, 1 listopada 2014

136. 30 słów kojarzących się z listopadem


Nadszedł listopad (November). Jeden z dwóch ostatnich (en av de to siste) miesięcy w tym roku. Słońce zachodzi już chwilę po godzinie czwartej (klokken fire). Ostatnie wrzosy (røsslynger) przekwitają. W ostatnich dniach Norwegię nawiedziła powódź (en flom). W takie deszczowe dni można by siedzieć godzinami w salonie (ei stue) pod kocem (et teppe) z lampką czerwonego wina (en rødvin). Listopad to dla Norwegów czas w którym wielu się przeprowadza (å flytte) do nowego domu (et nytt hus). Jednak niedziela jest dniem dla rodziny. Nie brakuje czasu na niedzielne wycieczki (søndagsturer). Należy pamiętać, że w Norwegii po zmroku trzeba używać (å bruke) odblasków (en refleks). Nawet jeśli idziemy się przejść (å rusle), pamiętajmy że musimy być widoczni. Czwartek (en torsdag) to już prawie weekend. Wieczór (en kveld) możemy więc zarezerwować sobie na wyprawę do centrum handlowego (et kjøpesenter), żeby zrobić zakupy (å handle). Możemy kupić (å kjøpe) mnóstwo na wyprzedaży (et tilbud) jesiennej, która się właśnie zaczęła. Pilnujmy męża, którego kolega (en kollega) chce wyciągnąć na firmowe wyjście do baru (lønningspils). Trzeba przecież oszczędzić na grudniowe wydatki. Pod koniec miesiąca możemy obchodzić Święto Dziękczynienia (en høsttakkefest), znane w Norwegii bardziej jako obchodzone do roku 1770 Święto Michała (Mikkelsmess). Możemy przygotować proste norweskie potrawy jak kotlety rybne (fiskekaker) w brązowym sosie (i brun saus) czy pyzy (raspeballer) z musem z brukwi (kålrabistappe). Koniec listopada przynosi nam w Bergen dwa niezwykłe wydarzenia. Jednym jest coroczne otwarcie największego na świecie miasta z piernika (Pepperkakebyen), a drugim wejście w czas adwentu i festiwal na cześć zapalenia pierwszej adwentowej świecy (en Lysfest). I chyba coraz bliżej Święta, hmm? 


Dwa poprzednie miesiące znajdziecie w zakładce "Język norweski" u góry strony.

Med vennlig hilsen,
Pati :)

wtorek, 28 października 2014

135. 5 ciekawostek o Bergen, których nie znajdziecie w przewodniku!

Dziś Was zaskoczę. Co wie przeciętny turysta na temat Bergen? Że było stolicą Norwegii, że to drugie co do wielkości miasto kraju, że to brama fiordów, że Bryggen i UNESCO. Jest też grupa ludzi mających jakieś pojęcie o Norwegii i Bergen ogólnie- czytaj: Norwegia jest na północy, graniczy z Grenlandią, do pracy dojeżdżamy psimi zaprzęgami, śpimy w igloo i zawartość nosów mamy cały czas zamarzniętą. Dzisiaj przeczytacie o rzeczach, których nie znajdziecie w żadnym z przewodników turystycznych. A jednak na tyle ciekawych, że takie miejsce powinny w jakichś pozycjach książkowych zająć. 

Co ma wspólnego tajna broń Hitlera, gwizdanie, portugalska potrawa narodowa i gigantyczny królik z przepięknym Bergen? Jeśli chcecie się dowiedzieć, zapraszam niżej.


1. Tajna broń Hitlera.


Okupowane kraje były dla Niemców bazą wypadową dla ich działań wojennych podczas II Wojny Światowej. Port w Bergen - obecnie największa baza Marynarki Wojennej Norwegii był wówczas miejscem stacjonowania niemieckich U-Bootów. Produkcja nowego typu łodzi U-Boot XXI ruszyła z pełną parą w stoczniach w Bremie, Hamburgu i Gdańsku pod koniec wojny. Jeden z takich "cudownych okrętów podwodnych" U 2511, stacjonując w porcie w Bergen był ostatnią nadzieją Hitlera na przedłużenie trwającej wojny. Ów U-Boot, dowodzony przez Adalberta Schnee wypłynął z Bergen w celu przedostania się na Karaiby. Wtedy nadszedł meldunek o częściowej kapitulacji wszystkich niemieckich sił zbrojnych w północnych Niemczech. Okręt musiał zostać zawrócony do Bergen. Ostatnia nadzieja zgasła, a "cudowna broń" nie znalazła swojego wykorzystania.* (na szczęście)

2. Zakaz gwizdania



Czy kiedykolwiek ktoś z Was słyszał, o zakazie gwizdania na ulicach? A czy ktoś z Was wyobrażał sobie, że taki zakaz może dotyczyć miasta w jednym z najbardziej rozwiniętych państw świata? Witajcie w Bergen, gdzie gwizdanie na ulicach może zostać ukarane mandatem. Może, ale nie musi. Dlaczego? Zacznijmy od początku: około roku 1700 (więc dosyć dawno) gwizdanie irytowało kilku z pietystów przebywających w Bergen. (Pietyzm - religia chrześcijańska mająca swoje korzenie w Niemczech, przybyła do Norwegii za czasów hanzy. Wyznanie to słynie z zakazów - od zakazu tańca, gwizdania po grę w karty). Wprowadzono więc "regulację" zakazującą gwizdania na ulicach pod groźbą kary. Zakaz dotyczył całej Norwegii w niedziele (żeby nie obudzić diabła) oraz Bergen - cały czas. Do dziś prawa tego nie zniesiono a policja "teoretycznie" może nałożyć mandat za takie zachowanie. Teoretycznie, bo od ponad 200 lat nie skorzystano z tej możliwości. Mimo tego - warto uważać, kiedy człowiek chce sobie pogwizdać w Bergen. A nóż trafi się nadgorliwy policjant! (Co graniczy z cudem). Dlaczego regulacja ta nadal istnieje w prawie? Bo Bergen lubi zaznaczać swoją odrębność od reszty kraju.*

3. Królik za milion



W jednym miejscu w Bergen znajduje się niezwykły "kawałek" sztuki. Sztuka ta ma ok. 2 metrów wysokości, jest biała, gruba i kosztowała milion koron. Tak, milion koron norweskich. Pięćset tysięcy polskich nowych złotych. Co królika wyróżnia, to że grupka nastolatków doszczętnie go zniszczyła. Na renowację wydano 700 tysięcy koron. Brawo. A po zobaczeniu napisów na zwierzaku można się tylko załamać i smutno krzyknąć "Nasi tu byli!" I w dodatku niewyedukowani.. (to tak a propos napisu HWDP na jednym uchu)

źródło obrazu: bt.no
Figurę odbudowano, postawiono na wysepce między Nesttun a Hop i tak stoi sobie, patrząc na przejeżdżającą co 10 minut Bybanen - szybką miejską kolej. Nie pytajcie mnie, dlaczego ktoś chciał wydać milion na królika i dlaczego postawił go w miejscu, w którym swoje namioty rozbili bezdomni (co sprawia, że odwiedzenie królika wieczorem lub w nocy może się skończyć conajmniej(!) tym, że ktoś nas okradnie). Sztuka jest sztuką. I już. 




4. Jak norweskie danie stało się portugalską potrawą narodową.





Zaraz. Co? Gdzie Portugalia, a gdzie Norwegia ! Ale tak. Tak to właśnie było. Za czasów Hanzy do portu Bergen zawijały statki z różnych stron świata.  W tamtych również czasach Norwegowie musieli radzić sobie jak mogli, wykorzystując do jedzenia to, co dawała natura. A dawała między innymi ryby. Dużo ryb. Na północy bardzo popularny stał się suszony dorsz. Ryby były suszone na powietrzu przez wiele miesięcy po czym służyły do przygotowania potrawy nazywającej się dziś w Norwegii "Bacalao". Składają się na nią między innymi gotowane ziemniaki, cebula i pomidory. (Po hiszpańsku Bacalhau znaczy suszony i solony dorsz i taką też nazwę nosi danie narodowe). Przepis wywodzi się z Kristiansund i to północne miasto uważa się za punkt wyjściowy dla portugalskiej potrawy. Istnieją jednak źródła mówiące o tym, że to w Bergen, poprzez Hanzę właśnie przepis trafił w ręce Portugalczyków. Nauczyli się też oni sztuki suszenia dorszy, ulepszyli przepis i ogłosili swoją narodową potrawą. Dziś Portugalia i Hiszpania, zaraz po Norwegii są jednymi z większych producentów "sztokfisz"
PS. Nie spierajcie się na ten temat z Portugalczykiem, albo z mieszkańcem Bergen. Portugalczyk powie, że to ich pomysł, a Norweg/mieszkaniec Bergen że to oczywiście Portugalia pożyczyła sobie ten przepis. *

5. Suszone dorsze w Bergen.




Możemy znaleźć dziś w Bergen suszone dorsze. O każdej porze dnia i nocy, za darmo. Otwarte dla wszystkich. O czym mowa? O instalacji znajdującej się przy terminalu najsłynniejszego z norweskich promów - Hurtigruten. Prom ten, za niemałą kwotę zabiera w kilkunastodniową podróż wybrzeżem Norwegii, na północ. Na terminalu w Bergen znajduje się instalacja symbolizująca tę piękną wycieczkę, w strony gdzie suszony dorsz ma swoje korzenie. Przyznacie, że te prawdziwe (zdjęcie u góry) wyglądają bardzo podobnie do tych metalowych z Bergen (zdjęcie na dole)?


Mamy też w Bergen m.in. skocznię narciarską i mozaikę ułożoną w 1907 roku z 22 tysięcy małych ceramicznych płytek, ale to historie na następny post. Dajcie znać, czy Wam się podobało i czy wiedzieliście o rzeczach, które opisałam !
Pozdrawiam, Pati

*za: Knoop Guido "Tajemnice XX wieku", wyd. Świat Książki, Warszawa 2009, str. 183-184
*za: http://blogg.natgeotv.com/2014/09/12/vorspielhistorie-visste-du-at-det-er-ulovlig-a-plystre-pa-gaten-i-bergen/
* za: http://en.wikipedia.org/wiki/Bacalhau

sobota, 25 października 2014

134. Jak w Norwegii upamiętnia się zmarłych?

Przyszedł czas na nowy post z serii "W 80 blogów dookoła świata". Tym razem bloggerki i jeden blogger piszący o językach i kulturze, w siódmej już edycji akcji odpowiedzą na pytanie, jak w poszczególnych krajach upamiętnia się zmarłych. Temat został przegłosowany ze względu na zbliżające się w Polsce Święto Zmarłych. Serdecznie zapraszam!
 

1. Religia w Norwegii

Na początku krótki wstęp do tematu. Norwegowie, którzy nie wyrażą formalnego sprzeciwu, z miejsca stają się członkami narodowego kościoła luterańskiego. Nazywa się on Państwowy Kościół Norwegii i liczy ok. 80% wiernych. 
Jest to wyznanie protestanckie, więc tak jak w innych tego typu pastorzy mogą się żenić i zakładać rodziny. Jest tu również możliwe, aby kobiety pełniły funkcję pastora. Według statystyk, najbardziej aktywnymi i konserwatywnymi członkami kościoła są mieszkańcy zachodniej Norwegii.

2. Pogrzeb


å dø - umierać
en begravelse - pogrzeb
en kiste - trumna
en kistebegravelse - pochówek tradycyjny, w trumnie
kremasjon - kremacja
en sorg - smutek, żal
den sørgekledde - żałoba
å kondolere - składać kondolencje
Kondolerer. - Moje kondolencje.
en kirkegård - cmentarz
en gravplass - miejsce pochówku

Pogrzeby w Norwegii różnią się od tych w Polsce. Po pierwsze, formą nabożeństwa. Najczęściej uczestnicy ceremonii dostają przy wejściu kartkę z rozpiską hymnów. Pogrzeb jest jedną z form służby kościoła. Podczas nabożeństwa wyraża się wdzięczność Bogu i symbolicznie przekazuje zmarłego w jego ręce. Kolorem liturgicznym dla pogrzebów jest fiolet, jednak w użyciu są zarówno białe trumny jak i kwiaty. Również inne kolory są podczas tej ceremonii dopuszczalne. 

Nabożeństwo rozpoczyna się preludą, następnie jest kilka słów wstępu i modlitwa. Pastor zazwyczaj opowiada o życiu zmarłego. Co lubił robić, czym się zajmował, w czym był dobry. W tym momencie również zazwyczaj odbywa się zapalanie świec. Podczas ceremonii czytany jest również fragment Biblii. Osoba czytająca nie musi być jednak pastorem a tylko osobą odpowiedzialną za pogrzeb. W trakcie całego wydarzenia kilkakrotnie śpiewane są hymny i pieśni. Ponieważ ma to być forma pożegnania ze zmarłym, często można usłyszeć ulubioną muzykę osoby, która odeszła. Czytałam o pogrzebach podczas których grano największe przeboje Pink Floyd.

3. Tradycje

W Norwegii pogrzeb traktowany jest jako pożegnanie ze zmarłym oraz danie rodzinie szansy na nowy start. Dlatego też po pogrzebie nie ma żałoby podobnej do tej w Polsce. Najbliższa rodzina zmarłego nie ubiera się w czarne/stonowane kolory, również uczestnictwo w zabawach nie jest postrzegane jako brak szacunku dla zmarłego. Nie jest jednak tak, że Norwegowie to bezduszne kreatury, które tylko chcą zakopać zmarłego i żyć dalej swoim beztroskim życiem. Chodzi tu raczej o to, że żałobę noszą w sercu. Wynika to też z samych uwarunkowań kulturowych - Norwegowie nie są typem ludzi, którzy lubią dzielić się swoim życiem z innymi, obcymi ludźmi. 

W dawnych czasach bardzo ważną częścią pogrzebu był transport zmarłego do miejsca pochówku dokonywany przez najbliższą rodzinę. Poniżej namalowany ponad 120 lat temu obraz, którego autorem jest Gunnar Berg, przedstawiający transport zmarłego na Lofotach.

Tu, poniżej transport zmarłego konno w 1923 roku. Podążają za nim mieszkańcy wsi i członkowie rodziny.

Same cmentarze są tu zazwyczaj częścią przykościelną. Rzadko spotyka się specjalnie wydzielone kaplice, pochówek odbywa się na przykościelnej przestrzeni. Same nagrobki różnią się też wyglądem od tych które spotykamy w Polsce. Są to stojące lub leżące tablice z imieniem, nazwiskiem, datą urodzenia i śmierci.



Popularne są tu okrągłe wieńce z kwiatów. Często mają kolory flagi norweskiej, jednak spotyka się również wieńce wielokolorowe. Kolejnym zaskoczeniem jest, że popularne w Polsce chryzantemy - wręcz sztandarowy kwiat Święta Zmarłych - tu w Norwegii są po prostu elementem ozdoby domu. Bardzo ładnym i bardzo drogim elementem ozdoby. Są właściwie niespotykane na pogrzebach, nagrobkach czy cmentarzach. 



Nie istnieje w Norwegii dzień, który pozwalałby upamiętniać zmarłych. Dla każdego jest to sprawa indywidualna kiedy jedzie na cmentarz. Kiedy opowiedziałam mojemu chłopakowi, że w Polsce takim dniem jest 1 listopada, przyznał, że Norwegii takiego dnia brakuje. Że brak jest takiego wyciszającego dnia, który byłby poświęcony tylko osobom zmarłym. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie pierwszy listopada właśnie to oznacza. Spokojny dzień, żeby wspomnieć byłych członków rodziny i spotkać się z tymi żyjącymi aby przeżyć te chwile razem.  

źródło:
http://kirken.no/nb-NO/gravferd/gravferd-i-kirken/gangen-i-seremonien/
http://kirken.no/nb-NO/gravferd/gravferd-i-kirken/planlegginga/
http://kirken.no/nb-NO/gravferd/informasjon-om-gravlegging-kremasjon-gravplasser-og-gravminner1/
http://no.wikipedia.org/wiki/Begravelse
źródło obrazów:
link po kliknięciu w zdjęcie


Linki do reszty blogów piszących dziś na ten temat:















Pozdrawiam, Pati :)

wtorek, 21 października 2014

133. Operasjon Arktis (2014)


W niedzielę wybraliśmy się z Ørjanem do kina, na film pt. "Operasjon Arktis" czyli Operacja Arktyka. Produkcja miała swoją premierę w Norwegii w piątek, 17 października, więc w niedzielę największa sala kinowa w Bergen była zapchana ludźmi po brzegi.


Film powstał na podstawie książki, którą napisał Leif Hamre w 1971 roku. W oryginale, jest to historia trzech chłopców, którzy przypadkowo trafiają na koło podbiegunowe.
Współczesna interpretacja opowiada o trójce rodzeństwa - dwóch dziewczynkach i chłopcu. Trzynastoletnia Ida oraz ośmioletnie bliźniaki Julia i Sindre mieszkają na północy Norwegii, w Bodø. Rodzice pracują w Siłach Powietrznych Królestwa Norwegii, jednak tata jest pilotem śmigłowca aż w Stavanger. W wyniku bójki w szkole 8-letni Sindre przemyka się na lotnisko w Bodø i próbuje ukryć się w helikopterze lecącym do Stavanger. Podczas gdy dwójce młodszych dzieci udaje się wejść do maszyny, starsza dziewczynka próbuje ich stamtąd wyciągnąć. Nikt nie zauważa trzech dodatkowych pasażerów na gapę, ukrytych na tyłach helikoptera. Maszyna startuje, ze zmienionym kierunkiem lotu (o czym niestety nie wiedzą dzieci) i ląduje w nocy na... Svalbardzie. Nieświadomym maluchom udaje się wyślizgnąć z helikoptera i orientują się, że to nie Stavanger. Rankiem orientują się, że prócz małego domku służącego za ośrodek badawczy na wyspie nie mieszka nikt inny. 

Rozpoczyna się ich przygoda, w oczekiwaniu na ratunek. Atakuje ich niedźwiedź polarny, kończą się zapasy jedzenia, dwoje z dzieci wpada do wody w wyniku pękniętego lodu. Piękne krajobrazy i przepiękna historia. W ostatnich momentach na sali kinowej płakały i dzieci i dorośli (w tym ja!)

Obejrzyjcie koniecznie trailer:


Film wart zobaczenia, więc jak tylko pojawi się w polskich kinach lub w sieci - biegnijcie oglądać ! :)
Pozdrawiam serdecznie, Pati



poniedziałek, 20 października 2014

132. Liebster Blog Award

Jako, że zostałam nominowana przez Janusza  do Liebster Blog Award, dziś post będzie trochę oderwany od tematyki bloga. Albo i nie? Moim zadaniem jest odpowiedzieć na otrzymane pytania a później zadać nowe, następnym blogerom. 



1. Skąd czerpiesz motywację do prowadzenia bloga?

Z całej otaczającej norweskiej rzeczywistości. Z mojej zatoki Morza Norweskiego, widocznej powyżej. Na początku blog miał być tylko moim dziennikiem do kontaktu z rodziną. Pisałam, co robiłam, gdzie, z kim i wrzucałam zdjęcia. Z czasem blog zaczął przybierać formę bardziej "poważną" - oprócz przerywników w postaci zdjęć z wycieczek i wypadów zaczęłam umieszczać również posty bardziej wartościowe, traktujące o kulturze i języku tego pięknego kraju. Tematów jest nieskończona liczba, bez konieczności maglowania tych samych rzeczy, które w sieci pojawiły się już miliony razy. Zaskakiwanie czytelnika - to jest najbardziej motywujące.

2. Jaka jest Twoja ulubiona piosenka?

Min favoritt sang? O kurcze, to dopiero zagwozdka. Ulubiona chyba nie istnieje. Jeśli jednak wziąć nie piosenkę, a muzykę to zawsze chętnie wracam do klasyki jak Cztery Pory Roku Vivaldiego czy Peer Gynt norweskiego kompozytora Edvarda Griega. Jestem też zakochana w ścieżkach dźwiękowych Hansa Zimmera. Jeśli chodzi o moje ulubione piosenki do tańca z hula hoop to preferuję Lindsey Stirling i jej grę na skrzypcach. Ps. Tak, do skrzypiec da się tańczyć z hula-hoop! I tu przemycę filmik (hyhy), niestety nie mój, bo nie mam żadnego nowego a w starych nie reprezentuję nic ciekawego bo to początki. Ale o tym powinniście myśleć, kiedy mówię "Tańczę z hula hoop" :

3. Twoja pierwsza myśl po przebudzeniu?

"Kto normalny gra w piłkę nożną w domu, o 7 rano?!" - to tak w odniesieniu do codziennej pobudki, kiedy dzieci na górze grają w piłkę. Dodając do tego norweskie ściany z kartonu - to właśnie pierwsza myśl która przychodzi mi do głowy kiedy hałasy wyrywają mnie ze snu.

4. Wymień trzy miłe rzeczy, jakie Cię dzisiaj spotkały.

- rano zadzwonił do mnie tata i porozmawialiśmy trochę na Skypie
- sms z "Dzień dobry" i życzeniami miłego dnia od mojego chłopaka (codziennie!)
- nauczyłam się nowego tricku

5. Jaką osobę podziwiasz najbardziej? Za co?

Pisałam o tym tu :)

6. Jaki jest Twój największy talent i jak go wykorzystujesz?

Czy ja wiem.. Nie jestem specjalnie utalentowana. Ale jeśli chodzi o coś, co pomaga mi w życiu to zdecydowanie jest to umiejętność uczenia się. Lubię się uczyć, robię to szybko i to zawsze napawa mnie największą dumą. To ogromne ułatwienie, kiedy trzeba się szybko dostosować do otoczenia.

7. Najmilszy komplement, jaki kiedykolwiek usłyszałaś?

Wszystkie, które codziennie słyszę od mojego chłopaka! A najbardziej zaskakujący był komplement na treningu hula hoop, kiedy moje koleżanki Norweżki dowiedziały się, że jestem tu dopiero 14 miesięcy i że nie jestem z Norwegii. Dostałam mnóstwo ciepłych słów od nich. Od razu lepiej się chodzi na te warsztaty, kiedy nie jestem postrzegana jako "ta inna".

8. Twój dom się pali. Możesz wynieść ze sobą tylko jedną rzecz. Co to będzie?

W zależności od tego, jak postępuje ogień odpowiedzi mogą być dwie. Jeśli "dom się pali" oznacza płonącą kuchenkę i pół kuchni to biegnę po gaśnicę (która jest podstawowym elementem wyposażenia każdego norweskiego domu). Jeśli dom się pali i nie ma już co ratować to zabieram prawo jazdy i czołgam się do najbliższego wyjścia. (pamiętajcie, żeby się czołgać, bo dym utrzymuje się w górze - unikniecie utraty przytomności). A dlaczego prawo jazdy? No oczywiście do identyfikacji ewentualnych zwłok. Jeśli np. zabierze mnie pogotowie ratunkowe a po  drodze ambulans będzie miał wypadek, w którym zginę (Oszukać Przeznaczenie part.10) a moje ciało wypadnie gdzieś w krzaki, to chciałabym żeby zidentyfikowano mnie od razu. 

9. Twój pogrzeb. Ktoś z Twojej rodziny albo przyjaciół wygłasza mowę na Twój temat. Co chciałabyś o sobie usłyszeć?

Że będą się beze mnie nudzić ! :)

10. Czy masz jakieś wielkie marzenie, które wciąż nie doczekało się spełnienia?

Operacja wzroku - wciąż aktualny temat. To chyba jedno z moich największych "marzeń".  

11. Na koniec zamiast pytania - zadanie. Zrób dziś coś miłego dla osoby, która się tego nie spodziewa!

Zrobione! :)

Ja zadam sześć pytań:

1. Jeśli mogłabyś pracować jako tester dowolnego przedmiotu, co chciałabyś testować i dlaczego?
2. Samotność w dużym domu na Lofotach czy życie towarzyskie w apartamencie w centrum Oslo?
3. Jeśli mogłabyś wybrać zwierzę, którym będziesz - co by to było? I dlaczego?
4. Wielka Rafa Koralowa czy Zorza polarna?
5. Jeśli miałabyś okazję spędzić miesiąc ze "znaną" osobą -obecnie żyjącą lub nie - kogo by wybrała i dlaczego?
6. Gdybyś mogła być mężczyzną przez jeden dzień - co byś wtedy robiła?

Do odpowiedzi nominuję:
Agatę z www.polkawnorwegii.wordpress.com
Dorotę z www.jawnorwegii.blogspot.no
Martę z www.modernoldies.blogspot.no
Karinę z www.pasioneska.blogspot.no
Martę z www.westernharbour.blogspot.no
Agatę z www.agastrofa.blogspot.no 
oraz każdego, kto tylko ma na to ochotę :)

Powodzenia! :)
Pati

piątek, 17 października 2014

131. Ulubione jesienią - DZIEŃ 5

W ostatnim dniu wyzwania na www.senmai.pl, temat to: ulubione jesienią. Hipp hurra! I dag er det Epledagen ! Czyli, dziś jest Dzień Jabłek ! Norweskie sklepy świętują ogromnymi przecenami ostatnich już tej zimy norweskich jabłek. Poniżej miks zdjęć i polsko-norweskich słów opisujących to, co najbardziej lubię jesienią. Zapraszam!

soloppganger - wschody słońca

 høstfarger - kolory jesieni

kjeks baking - pieczenie ciastek

 sopp - plukking

epler og rockeringer - jabłka i hula hoopy ! (Nic mnie tak nie stawia na nogi po 50 minutach treningu jak jabłko :) ) [Hipp hurra!]

 tegning - rysowanie :) Dzieci zawsze siedzą zaciekawione wokół mnie, pytając co im tym razem narysuję :)

 UNO - spill czyli gra w UNO. Korzystamy z ostatnich promieni słońca siedząc na tarasie i grając w UNO :)

 Lesing - czytanie. Kiedy muszę zostać wieczorem z dziećmi to na mnie spada obowiązek wieczornego czytania im. Tym razem to Jo Nesbø "Doktor Proktor...." :)

Halloween! (chociaż dla mnie to i tak oznacza tylko pieczenie m.in. takich ciastek)

Kosekvelder - czyli miłe wieczory, które spędzamy z moim chłopakiem pod kocem, z kubkiem kawy gdy za oknem temperatura bardzo jesienna :)


Mogłabym wymieniać w nieskończoność bo lubię nawet krople rosy na liściach i odbicie nieba w naszej zatoce, które widzę każdego dnia ale wtedy post zająłby co najmniej kilka metrów długości! I kto by to doczytał do końca :)

Med vennlig hilsen,
Patka ! 

czwartek, 16 października 2014

130. Gdzie można mnie znaleźć - DZIEŃ 4

Przedostatni dzień wyzwania u Uli (www.senmai.pl). Dziś temat to "Gdzie można mnie znaleźć".

Pytając ogólnie, jeśli mnie szukacie - znajdziecie mnie w moim hula hoop.

A teraz bardziej poważnie. Najpierw powiem, gdzie mnie nie ma. Nie jestem bardzo za nowinkami technicznymi. Nie mam niestety Snapchata (Windows 8 go nie obsługuje), nie wiem co to Ask, na Instagram też nie mam co liczyć, bo i tak codziennie bym wrzucała zdjęcia owoców, książek do norweskiego i moich hula hoopów. Toteż nadal zdjęcia gruszek i pomarańczy będę wysyłała mojemu chłopakowi a nie na Instagram. Szczerze, to nie mam pojęcia jak to wszystko działa i póki co mam tyle innych spraw, że jeden dodatkowy program który musiałabym ogarnąć bardzo by nadwyrężył mój plan dnia. 

Mnie, jako Pat i Norway znajdziecie na facebooku, tu:

Mnie, jako osobę możecie śledzić na Pintereście. (chociaż nie wiem, czy przypinam tam na tyle ciekawe rzeczy, żeby można mnie było śledzić) Ale gdyby ktoś potrzebował:

Jestem też na Couchsurfingu, ale obecnie nie mogę nikogo gościć w moim domu. Chętnie natomiast spędzę czas i pokażę Bergen - wystarczy napisać do mnie e-mail lub komentarz. Podobno mam też konto na Google+, ostatnio nawet dodałam tam kilka bajerów jak zdjęcie w tle itp. ale niestety nie mam pojęcia jak to zrobiłam i jak z Google+ korzystać. Wrócę, jak się trochę więcej wyedukuję :)

Med vennlig hilsen,
Pati! :)