czwartek, 18 września 2014

121. DZIEŃ 4 - Pięć ulubionych blogów

Dziś tematem wyzwania u Uli (www.senmai.pl) jest pięć ulubionych blogów. Blogi które tu wymienię są dla mnie inspirujące, niektóre z nich bardzo na mnie wpłynęły bardzo dawno temu. Nie chcę, żeby ktoś poczuł się urażony, jeśli nie znajdzie się na mojej liście ale możecie być pewni/pewne że czytam wszystkie obserwowane przeze mnie blogi z ogromną radością. Cieszę się też, że codziennie mogę odkrywać coś nowego.



Nie wiem, czy stronę Marty i Marcina mogę podporządkować pod kategorię stricte blogową - ale to miejsce, które uwielbiam czytać ze względu na język norweski. Niebanalne podejście do nauki, nowoczesne metody, różnego rodzaju materiały. Mogę powiedzieć, że w dużej mierze to dzięki tej stronie po 13 miesiącach mój norweski osiągnął ten poziom. Dają niezłego kopa i świetnie motywują! 

Kurcze, blog Uli to klasyka sama w sobie. Pamiętam, kiedy zaczęłam ją czytać jakieś 6 lat temu. To z Ulą "zwiedziłam" dobry kawałek świata śliniąc się do monitora na widok zdjęć kulinarnych. To ona zainspirowała mnie do wyruszenia na au-pair, swoimi dwoma latami w Stanach Zjednoczonych. U mnie krajem docelowym była Norwegia ze względu na ten przepiękny język, ale jednak blog Uli jest ogromną inspiracją do podróży i oryginalnego podejścia do życia. Opowiadam o tej stronie wszystkim i zawsze, bo to naprawdę kawał niezłego materiału - przepiękne zdjęcia i świetny styl pisania.

3. Style Digger
Asię też czytam od jakichś 6 lat. Zaczynałam, kiedy jeszcze tematem przewodnim były zdjęcia szafiarskie. To wartościowa dziewczyna i bardzo miło obserowało się całą przemianę bloga - z ubraniowego do tego, jakim jest dzisiaj. Jak ktoś nie lubi czytać, może popatrzeć bo zdjęcia zapierają dech w piersiach. Warto, warto, warto.

4. Szafa Sztywniary
Dla wielu znana jako matka polskich szafiarek. Jestem wierną czytelniczką od 7 lat, czyli od samego początku. Ryfka to świetny styl pisania, dobre zdjęcia. Na blogu m.in. bardzo ciekawe relacje z podróży, a na facebookowym fanpage relacje z zakupu dębowych blatów do kuchni. Normalna dziewczyna, która się nie sprzedała i nie reklamuje Domestosa, żeby tylko zwiększyć ilość wyświetleń. Nie sprzedaje "lajków" a gimnazjalistki nie są głównym źródłem zasilającym stronę w wyświetlenia.

5. Eve w Norwegii
Czytam od bardzo dawna, pamiętam jak Ewa sadziła zioła na balkonie, dostała praktykę w bibliotece czy opisywała swojego chłopaka przewracającego się na oblodzonym podjeździe. Razem z nim na przemian publikują ciekawe wpisy oparte na danych statystycznych. Bardzo ciekawe i rzetelne źródło informacji szczególnie dla ludzi planujących przyjazd do Norwegii.

Pozdrawiam serdecznie,
Pati :)

środa, 17 września 2014

120. DZIEŃ 3 - Moje ukochane hobby.

Dziś dzień trzeci wyzwania ze strony www.senmai.pl
Krótko 3 rzeczy:
1. Norwegia w moim obiektywie - Mine bilder av Norge


2. Hula hoop - En rockering

3. Własnoręcznie robione kartki, broszki, kolczyki, rysunki, wycinanki... :) - Kunst (czyli sztuka)!

Pozdrawiam, Pati :)

wtorek, 16 września 2014

119. 10 rzeczy, których nikt o mnie nie wie.

Dołączyłam do wyzwania na www.senmai.pl i przez 5 dni będę wrzucać jeden post na wybrany temat. Ponieważ dołączyłam dzień później to zaczynam od tematu nr 2, którym jest ten podany w tytule posta. 

Nie zapominam o języku norweskim, bo dla Was to okazja na nauczenie się norweskich liczebników porządkowych.

FØRSTE (czyt. fyhrste)
Prenumeruję "National Geographic" - wcześniej robiłam to w Polsce a teraz zaczęłam prenumeratę po norwesku. (wzbogacenie słownictwa za 3..2..1..!) 

ANDRE (czyt. andre)
Swoją pracę na zaliczenie języka angielskiego na studiach napisałam na temat Rozminowywania terenów Kambodży. (Zainspirował mnie artykuł w National Geographic). Musiała być po angielsku i związana z kierunkiem studiów, czyli z bezpieczeństwem. 

TREDJE (czyt. treje)
Mam 4 hula hoopy z którymi tańczę od kilku miesięcy. A w sobotę do mojej kolekcji dołączy kolejne!

FJERDE (czyt. fjare)
Tydzień przed terminem oddania pracy licencjackiej zorientowałam się, że pisałam kompletnie nie na temat (bo temat wybrałam sobie dosyć podchwytliwy i źle go zrozumiałam). Nikomu się do tego nie przyznałam ale ciężko pracowałam nad poprawą. Koniec końców licencjat obroniłam na 5 uzyskując tym samym ocenę 5 na dyplomie ukończenia studiów.

FEMTE (czyt. femte)
Od dłuższego czasu zapuszczam włosy, żeby je ściąć i wysłać do firmy która robi peruki dla osób z rakiem. (Peruki rozdaje osobom potrzebującym za darmo, więc to szlachetna akcja.)

SJETTE (czyt. szette)
Na jakiś tydzień przed wylotem do Norwegii bardzo panikowałam. Nie mówiłam tego nikomu ale kilkanaście razy dziennie musiałam przekonywać samą siebie, że wszystko będzie dobrze i nie muszę odwoływać wyjazdu.

SYVENDE (czyt. siuende)
Zanim coś napiszę na blogu, myślę o tym kilka dni wcześniej, robię notatki, doczytuję różne rzeczy. Chodzi tu szczególnie o posty traktujące o tradycji/języku/kulturze Norwegii. Tak bardzo boję się kompromitacji, że wolę sprawdzić i dopytać 100 razy niż pisać dyrdymały. (Co niestety na wielu blogach o Norwegii ma miejsce - autorzy piszą "ciekawostki" z własnych obserwacji, przekonując czytelnika, że tak właśnie jest. Raz przeczytałam, że praktycznie wszystkie szkoły nauki jazdy mają wielkie BMW. A w komentarzach zachwyt, że Norwegia postępowa  nie to co Fiaty Punto w Polsce.) PS. W Norwegii można się uczyć na dowolnym aucie ze względu na to, że w większości przypadków to rodzic bierze dziecko na przejażdżkę rodzinnym autem - wymagane jest tylko przyklejenie czerwonego L na białym kwadracie z tyłu auta. Stąd taka różnorodność wśród aut. Istnieją również szkoły jazdy, ale i tam spotkamy różnego rodzaju pojazdy.

ÅTTENDE (czyt. otne)
Nigdy nie obejrzałam filmu Avatar (i nie zamierzam), nigdy również nie przeczytam ani nie obejrzę "50 twarzy Grey'a". 

NIENDE (czyt. niene)
Kiedy miałam jakieś 8 lat przyśniło mi się, że ktoś mieszka na piętrze naszego domu. Bałam się tam chodzić przez jakieś 10 lat bo ciągle miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. (Chore, no nie?)

TIENDE (czyt. tiene)
To historia z kategorii tych, które nigdy nie ujrzą światła dziennego. 

Pozdrawiam i wyczekujcie nowego wpisu już jutro ! :) 
Zapraszam też na blog organizatorki wyzwania www.senmai.pl
Pati




czwartek, 11 września 2014

118. Jak nie nazwać rozmówcy kiblem, a szefa śmieciem czyli norweskie pułapki językowe

Zapraszam Was na post żartobliwy, jednak traktujący o rzeczach dosyć istotnych. Na początek rzecz, którą każda osoba ucząca się norweskiego powinna wiedzieć: po norwesku O czytamy jak nasze polskie "U", natomiast "U" czyta się bardziej zmiękczone, zapis fonetyczny to coś około "Yuu". Dlaczego o tym wspominam dowiecie się niżej. Zapraszam

źródło obrazka: http://www.petro.no/ShowCMImage.ashx?FileInstanceId=5528c3d6-e63c-431e-b42a-7d480a8d0e9b

1. Jak nie nazwać rozmówcy kiblem/sedesem?

Dwa słowa: DO oraz DU

en DO - sedes, kibel (czyt. po prostu du)

DU - zaimek osobowy oznaczający TY (czyt. z bardzo miękkim u: dyuu)

2. Dlaczego w Norwegii nie możesz przedstawiać się imieniem Basia.

Dlatego, że tak czytamy słowo BÆSJ oznaczające po prostu KUPĘ. Każdy Norweg też właśnie tak przeczyta Twoje imię np. na facebooku. Dlatego tutaj, na północy nazywasz się i przedstawiasz Barbara. I nikt nie zadaje pytań, bo nie jest przyjęte w tym języku kallenavn, czyli zdrobnienie od imienia.

3. Jak nie nazwać szefa śmieciem?

Tu jest niezłe pole do popisu. Zwłaszcza dla ludzi, którzy umieją podstawy norweskiego. I wiedzą, że dzwoni ale nie wiedzą jeszcze w którym kościele. I miksują angielski z norweskim. Broń Boże - nie uważam, że to źle. To dobrze, bo nasza główna myśl jest przekazana. Ale co jeśli słowa angielskie niekoniecznie znaczą to samo po norwesku?  Tak jest ze słowem BOSS,  które znaczy po norwesku ŚMIEĆ. No dobrze, to jak opowiedzieć o swoim szefie? Użyjmy po prostu SJEF (czyt.szief). I po problemie. 

4. A jak ktoś się za dużo uczy?

To nie nazwiemy go KUJON. Bo to po norwesku odnosi się do kogoś, kto jest tchórzem. Tak, kujon to tchórz. A jak ktoś się za dużo uczy, to nazwiemy go NERD. Więc jeśli ktoś nazywa Was tym pierwszym słowem - to chyba nie wykazaliśmy się zbytnią odwagą

5. Jak kupując biurko nie zapytać o to, czy sprzedawca właśnie odbywał stosunek płciowy.

EN PULT - PULT

Czy dwa powyższe słowa są dla was takie same? Większość uzna pewnie, że nie ma w nich nic dziwnego. Ot, jedno z jakimś en, co to może znaczyć, może liczbę jeden. Ale ale, witamy w Norwegii.

Har du en pult? - Czy masz biurko? To prawidłowe pytanie, które możemy zadać konsultantowi w Ikei. Magiczne "en" to męski rodzajnik słowa biurko. No dobra, a co z tym drugim słowem? Zadam teraz pytanie, wyjmując tylko to małe, mogłoby się wydawać nic nieznaczące "en".

Har du pult? - Pierdoliłeś/aś? To kolokwialne wyrażenie nie przejdzie. No nie. Na nic zdadzą się tłumaczenia, że zapomniałeś rodzajnika. Norweg uzna Cię za idiotę albo przejdzie urażony na język angielski. 
Zatem następnym razem, kiedy będziesz chciał/a opuścić rodzajnik podczas nauki słowek - pomyśl ! Unikniesz zadawania niezręcznych pytań w sklepie meblowym.

6. Każdy wie skąd pochodzą dzieci. Jak uniknąć opowieści o tym w rozmowie z drugą osobą.

To punkt dla Polaków. Tylko. Dlaczego? Jak to? Bo słowo "POLEN" czyli Polska, niewłaściwie przeczytane/zaakcentowane może trochę namieszać w naszej wypowiedzi.

Jeg kommer fra Polen. - Pochodzę z Polski. To jedno zdanie, już na początku rozmowy może nam przysporzyć dużo problemów. I nie o nasz kraj, czy narodowość chodzi. O nie ! To coś zupełnie innego. Wszystko zależy od naszej wymowy.

Jeśli powiemy: 

eg komer fra pulen - wymawiając Polen jako pulen - Da er det helt riktig! (Wtedy jest prawidłowo!)
ale, jeśli jakimś cudem wymówimy to tak:

eg komer fra pyulen - wymawiając Polen jako pyulen - to właśnie wyjaśniliśmy rozmówcy "Pochodzę z pierdolenia." - Ja nic nie mówię, tradycja i miejsce pochodzenia jest ważne, no i każdy skądś pochodzi - ale żeby tak dosadnie, do dopiero co poznanej osoby? Nieładnie.

7. Jak nie napisać Norwegowi "Mam dla Ciebie truciznę!".

Kolejna ciekawostka językowa to polskie słowo TRUCIZNA.
To kolejna przestroga dla osób mieszających angielski z norweskim, tym razem w języku pisanym.
EN GIFT - GIFT
Kiedy piszemy mieszanką dwóch języków i chcemy zakomunikować Norwegowi, że mamy dla niego niespodziankę, nie myślmy że GIFT z męskim rodzajnikiem EN oznacza to samo tu w kraju. Ponieważ en gift oznacza właśnie truciznę. Jeśli chcemy powiedzieć, że mamy niespodziankę to użyjemy raczej en overasskelse. 

A co oznacza samo GIFT bez rodzajnika? Oznacza MAŁŻEŃSTWO, oraz stan cywilny zamężna/żonaty/zamężny/żonata. Jest to trochę ironiczne, prawda? 
Oba słowa czytamy natomiast jako "JIFT"

8. Jak nie skandować "KURWA" na czyjąś cześć.

Jaka jest różnica między:

HURA oraz HURRA ?

W zapisie, jedno R. Tak samo w wymowie. 
Mówimy/krzyczymy HURA, kiedy chcemy nazwać kogoś "prostytutka, dziwka, kurwa".
Mówimy/krzymy HUR-RA, kiedy skandujemy. Np. stojąc pod balkonem króla i królowej w Święto Konstytucji Norwegii. Albo na urodzinach u znajomych Norwegów. 

Dwie sytuacje z tym związane:
Jedno z host dzieci często maluje kartki urodzinowe dla swoich znajomych. I zawsze musimy sprawdzać te kartki, bo dziecku czasem jakaś litera umknie i stoi sobie dumnie w otoczeniu balonów słowo "hura".

Druga historia zasłyszana jakiś czas temu od nauczyciela na kursie norweskiego o tym jak grupka Polaków została aresztowana za obrazę króla i królowej. Co zrobili? A no 17 maja przyłączyli się do kilku Norwegów wiwatujących pod balkonem króla i królowej "Hur-ra", krzycząc polskie "Hura". Przyjechała policja, zgarnęła nieświadomych rodaków za obrazę pary królewskiej. I ściągaj w taki dzień pracującego tłumacza, który to wyjaśni. Podobno spędzili w areszcie kilka dobrych godzin, zanim ktoś się zjawił. A chcieli dobrze.

9. Co dla Norwegów znaczy najbardziej używane przez polaków słowo.

Rzeczownik nieokreślony EI KURV kiedy jest określony, wygląda tak: KURVA. Czytamy jak nasz nazbyt często używany epitet. (w Bergen, ze względu na brak rodzajnika żeńskiego jest to en kurv - kurven) Co oznacza? To po prostu KOSZYK
Każdy napotkany Norweg choćby nie umiał żadnego innego słowa po polsku, zawsze powie jedno - kurwa. Co ciekawe - mój chłopak wyjaśnił mi - że większość mieszkańców Norwegii myśli, że to słowo ma pozytywny wydźwięk ze względu na to, ilu Polaków używa go kilkanaście razy na minutę. Dotyczy to szczególnie tych, którzy nie pracują z naszymi rodakami na co dzień i nie mają okazji poznać prawdziwego znaczenia tego słowa - dopóki sami nie sprawdzą w internecie co ono tak naprawdę znaczy.

Temat jest wart kontynuowania, będę śledzić wszelkiego rodzaju pułapki, których na pewno jest więcej - a wtedy na pewno przeczytacie o tym na blogu.

wtorek, 9 września 2014

117. Gdzieś na szlaku

W sobotę chcieliśmy wejść na następny szczyt z siedmiu okalających Bergen, ale festiwal jedzenia, tłumy ludzi i utrudnienia w ruchu skutecznie nas odstraszyły. Uciekliśmy w ciszę, kolejny raz. Mama mojego chłopaka mieszka z dala od miejskiego zgiełku. W pobliżu jej domu znajduje się ścieżka wiodąca na przepiękne szczyty. My maszerowaliśmy bez celu, byle dalej. Po kilku godzinach wróciliśmy do domu mamy Ørjana gdzie spędziliśmy świetne popołudnie jedząc świeżo ugotowane kraby. Mniam ! Niżej kilka zdjęć z tego leniwego dnia (o ile za leniwe bierzemy kilkukilometrowe wspinaczki w górę).


Pszczoły to taki wdzięczny temat do zdjęć :)








Gullfjellet - najwyższy ze szczytów Bergen (987 metrów nad poziomem morza)

Przezroczysta woda w rzece

Miejscami mająca przepiękny turkusowy kolor

Rzeka w której woda bardzo opadła

Wyobraźcie sobie, że w tej rzece było tak dużo wody, że jednego razu po prostu zmiotła most ze swojej drogi.




Jest to też miejsce w którym można znaleźć kawałki złota - tu mój poszukiwacz dzielnie grzebał w zagłębieniach skalnych 



A tu jeden z mniejszych wodospadów w drodze powrotnej.

Pozdrawiam, Pati :)

środa, 3 września 2014

116. Løvstakken 477 moh

Pogoda w niedzielę była piękna. Kiedy się obudziliśmy, promienie słońca wpadały do sypialni natarczywie sygnalizując nam, że pora wstawać i wykorzystać ten wyjątkowy dzień. Początkowo mieliśmy wybrać się na bunkry i dalej na wycieczkę, ale wybór padł na inne wzgórze, które jest bliżej mieszkania. Postanowiliśmy wybrać się na Løvstakken, które jest jednym z 7 wzgórz okalających Bergen. To trzeci zdobyty przez nas szczyt w tym roku. Po świetnym śniadaniu zapakowaliśmy wodę, kanapki i orzechy do plecaka i ruszyliśmy. Podejście jest spokojne ale długie a skały i korzenie tworzące schody ułatwiają wspinaczkę.  Szczególnie piękny jest fakt, że ze szczytu widać całe Bergen wokół bo znajdujemy się na samym czubku góry.





Już na początku widoki były zapierające dech


Niech Was te schody nie zwiodą - tylko w jednym miejscu i krótkie :)






W dole Port Bergen :)


A najszczęśliwsze na tych wycieczkach są pieski :)

poniedziałek, 1 września 2014

115. 30 słów kojarzących się z wrześniem

Od jakiegoś tygodnia zamęczałam mojego chłopaka pytaniami, czy mój pomysł jest dobry. Chcę się z Wami tu czymś podzielić. Otóż, postanowiłam co 30 dni zamieszczać post ze słowami po norwesku, które przychodzą nam na myśl, kiedy myślimy o danym miesiącu. Mamy tak w języku polskim, że niektóre słowa są zarezerwowane dla konkretnych miesięcy, prawda? Ja postanowiłam tworzyć takie listy po norwesku, dla Was. To świetna okazja na przysposobienie kilku nowych wyrazów i wyrażeń. (Słowa zamieszczam z rodzajnikami ze względu na to, że jest ogromna różnica, chociażby w użyciu "en pult" czyli "biurko" a samego "pult" oznaczającego dosłownie "pierdolił/a/o".) Ze względu na to, że mieszkam w Bergen, często mogę używać rodzajnika męskiego "en" w słowach, które w całej Norwegii są żeńskie ("ei"). Rodzajnik żeński jest w tym dialekcie nieużywany, jednak postaram się pamiętać o zmianach w celu "dostosowania" słów do podręcznikowego norweskiego.



Pierwsze, to oczywiście September czyli wrzesień.
A jak wrzesień, to Polakom kojarzy się ze szkołą (en skole), kiedy wszystkie dzieci a w tym własne dziecko (et barn) zaczynają naukę. Ale jak to, nie mamy plecaka (en rygsekk) ? Musimy kupić śniadaniówkę (en matboks) i książkę do języka angielskiego (ei bok). Znaleźliśmy stary piórnik a tam tylko jedna kredka (en blyant) i w dodatku połamana. Trzeba do sklepu (en butikk). Na rozpoczęcie roku szkolnego potrzebujemy garnitur (en dress) lub sukienkę (en kjole). Nasze dziecko, jako uczeń (en elev) ma też się dobrze prezentować. Musimy kupić białą koszulę (en skjorte). Lato się skończyło, zaczęła się jesień (en høst). Pada deszcz (et regn) więc dokupujemy kalosze (gummistøvler). Dziecko poszło do szkoły, a my widzimy przez okno że z drzewa spadło jabłko (et eple) i orzechy włoskie (walnøtter) już dojrzały. Możemy upiec szarlotkę (en eplepai) i zrobić dżem (et syltetøy) na zimę. Dziecko przyszło ze szkoły i ma zadaną czytankę (leselekser) i naukę angielskich słówek (engelsk ord). Jutro wtorek, zaczynamy kurs językowy (et språkkurs). Gdzieś nam zginęła książka z ćwiczeniami (ei arbeidsbok) i płyta z nagraniami (en CD). Trzeba będzie poszukać (lett etter) wieczorem zaraz po kolacji (en kveldsmat). Musimy tylko zdążyć przed naszym ulubionym serialem (en filmserie). We wrześniu człowiek ma 'dużo na głowie' (har det travelt), ale trzeba przypilnować żeby dzieci robiły lekcje (å gjøre lekser) . Kiedy wszystko mamy pod kontrolą, możemy usiąść w fotelu, czytać (å lese) książkę i czekać (å vente) na październik.

Będę bardzo wdzięczna za wszelkie uwagi i sugestie - czy wolicie to w formie takich opowiadań, czy może list słów. A może chcielibyście być zaskakiwani, raz historią, raz listą słów a jeszcze innym razem "foto słownikiem" ? Zapraszam Was do współpracy! 

Pozdrawiam, Pati