wtorek, 29 lipca 2014

105. Kontrakt i historia pewnego kraba.

Dziś będzie tylko paplanina, taka typowo au-pair. Mój nowy kontrakt zaczął się wczoraj, wraz z moimi urodzinami. Moja host rodzina pomyliła daty, myśleli że mam urodziny dziś (a to nie ja, tylko B. - aupair która była u nich na przełomie 2012-2013). Tak się zdarzyło, że mamy urodziny po sobie i hości myśleli, że to ona ma urodziny 28 lipca, a ja 29 a nie na odwrót. Wyprzytulali mnie i przeprosili, że nic nie zorganizowali, ale mam się nie martwić bo prezent dostanę. Powiedziałam, że przecież dostałam od nich już w niedzielę branzoletkę i żółwia od dzieci, a oni powiedzieli tylko, że to był prezent z urlopu a nie urodzinowy. 
Wieczorem, mój chłopak (swoją drogą, to cud tego świata a nie jakiś tam zwykły chłopak) zabrał mnie na świętowanie moich urodzin. W aucie dostałam bukiet kwiatów i przepiękną kartkę, a prezent "główny" miał czekać na mnie w jego mieszkaniu. 

Po drodze zaczepiliśmy o dom jego taty, przy którym zarzuciliśmy do morza skrzynkę na kraby. Wspominałam już, że Ørjan jest moim ekspertem od wszelkiego rodzaju ryb i owoców morza? Kraby to coś, co koniecznie musiałam spróbować. 

W skrzynce był jeden duży krab i kilka małych. Małe były "za małe", żeby je jeść, więc wróciły do morza, a my zostaliśmy z jednym dużym. 

W tak zwanym "międzyczasie" w domu, mało nie zemdlałam, jak zobaczyłam mój prezent. 
Krab udawał, że jest nieżywy - wiedział chyba jaki koniec go spotka. Wrzuciliśmy go do garnka z gotującą się wodą, ugotowaliśmy i tak oto mogłam pierwszy raz w życiu spróbować czegoś takiego. To chyba najlepsza rzecz "z morza" jaką w życiu jadłam! I już zacieram ręce, bo Ørjan planuje zarzucić krabową skrzynkę na czwartek, mam nadzieję że więcej tych smaczności tam wlezie. Wiem, że to może brzmieć okrutnie/niesmacznie, ale to właśnie jest prawdziwa Norwegia. To tak samo jak z krewetkami na różnego rodzaju festynach. Dostajesz całe krewetki i samemu musisz oderwać im główki, obrać, zamoczyć w majonezie i zjeść. Ale kurcze, w tym jest frajda! 

Dzieci są w ciągu dnia ze mną, bo szkoła zaczyna się 20 sierpnia. Rodzice wrócili już z urlopu do pracy, więc mamy długie dni. Jedno tylko mnie zastanawia. Jak ja się porozumiewałam z maluchami rok temu, kiedy pierwszy raz tu przyjechałam? Teraz jest pełen luz, już widzę że ten rok będzie jeszcze większymi wakacjami niż zeszły. Nie muszę tracić czasu na naukę, co gdzie w domu leży, jak dojechać do sklepu i co które dziecko lubi jeść. Ja znam na wylot ich, a oni mnie. 
Dziś rano przydreptał do mnie najmłodszy M., pytając czy mogę pójść z nim na górę. Okazało się, że hostka wczoraj pojechała na zakupy, żeby kupić mi prezent. Mały nie wiedział co było w kartonie, więc przyszedł po mnie, żebym to ja go otworzyła albo chociaż pozwoliła jemu zobaczyć, co od nich dostałam. Moje pudło jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że jestem członkiem rodziny a oni znają mnie bardzo dobrze i wiedzą, co lubię.

Pozdrawiam Was serdecznie z Norwegii, gdzie nadal nie wiadomo, czy coś złego się nagle nie wydarzy.
Pati :)

sobota, 26 lipca 2014

104. Norwegia opuszczona

Smutny post był wczoraj, niepocieszające informacje o zamknięciu przestrzeni powietrznej nad Bergen pojawiły się dziś a i ten post nie będzie wesoły.
Uciekając od miejskiego zgiełku, wybraliśmy się w odwiedziny do mamy mojego chłopaka, która ma przepiękny dom pośrodku ciszy. Tak to miejsce można nazwać, cisza i spokój. Wielu mieszkańców opuściło te strony, ciągnęło ich do miasta. Niektórzy też umarli dawno temu. Co po nich zostało? Puste domy. Puste domy wraz z całym wyposażeniem w środku. Z wiszącymi firanami, kwiatami na oknach. Opuszczone bezpowrotnie przez domowników kilkadziesiąt lat temu. Jeden z tych domów wygląda jakby ktoś powiedział "Idę do sklepu" i już nigdy nie wrócił. Z drewnem na opał poukładanym pod gankiem. Z rowerami opartymi o drzewo, czy czekającymi w piwnicy. A wokół cisza. Cisza wydzierająca się przez powybijane okna. Tak wygląda Norwegia opuszczona. Zapytacie, czemu nikt w nich nie mieszka? Bo grozi to śmiercią. Czemu więc ich nie naprawić? Nie można, to zabytek. Czemu więc ich nie wyburzyć? Bo to zabytek. Witajcie po zapomnianej stronie Norwegii.

Dziś odwiedziliśmy dwa takie domy, jednak Ørjan powiedział mi o jeszcze dwóch w pobliżu (więc na pewno któregoś dnia się tam wybierzemy). Miałam na komputerze zdjęcia z jeszcze jednego takiego miejsca, ale gdzieś się zawieruszyły.









W środku po prawej stronie widać zarys starego, drewnianego zegara lub kredensu



















Pozdrawiam,
Pati :)

piątek, 25 lipca 2014

103. Poważne widmo zagrożenia

Na pewno większość z Was, którzy interesują się Norwegią wie, że 3 dni temu obchodziliśmy kolejną rocznicę zamachu terrorystycznego na wyspie Utøya. Społeczeństwo norweskie zdaje się żyć własnym życiem, pamiętając jednak o tragicznych wydarzeniach które miały wtedy miejsce. Każdy z mieszkańców tego kraju pamięta dokładnie, co robił tego dnia i gdzie był, kiedy nagle przyszła wiadomość o ataku. 

Wczoraj w mediach pojawiła się wiadomość szokująca, niewiarygodna. Ale po kolei. Jakiś tydzień temu w gazetach ukazał się artykuł o Norwegu, który przez USA został wciągnięty na listę najbardziej niebezpiecznych terrorystów świata. Jest poszukiwany przez Interpol, CIA, FBI i największe służby wywiadowcze. Przeszedł na Islam kilka lat temu, ale skłonił się do poglądów bardzo fundamentalistycznych. W krajach arabskich odbył szkolenie w ośrodku dla terrorystów (ośrodki szkolenia terrorystów - BŁAGAM, co za ironia). Mówi się również o jego powiązaniach z Al-Kaidą. Po wyjeździe do Syrii wszelki ślad po nim zaginął. Jest jedną z najbardziej poszukiwanych osób na świecie. Wczoraj, tydzień po tej informacji pojawiły się jeszcze bardziej szokujące doniesienia. 

Nie wiem czy kiedykolwiek Wam o tym pisałam, ale w Norwegii bardzo ciężko spotkać patrol policji. Co więcej, policja nie nosi przy sobie broni. Przez mój rok pobytu tutaj widziałam policję może 4-5 razy. NIGDY nie widziałam ich na lotnisku, ani nawet w pobliżu. A teraz wyobraźcie sobie, że kiedy przylecieliśmy w nocy, policja była pierwszymi służbami które zobaczyliśmy po wejściu na teren lotniska, następnie samochody policyjne krążące wokół całego obiektu i kolejne radiowozy w mieście. Dlaczego?
Pewnie większość z Was o tym również słyszała. 

Otóż wczoraj podano publicznie wiadomość o planowanym w Norwegii zamachu terrorystycznym. Dziś gazety przekrzykują się nagłówkami. Wiadomo, że grupa terrorystyczna z Syrii opuściła swój kraj i obecnie znajdują się w bliżej nieokreślonym miejscu.
W Norwegii postawiono w stan najwyższej gotowości wszystkie służby. Policjanci otrzymali broń. Również każdy z funkcjonariuszy policji, przebywających na urlopie dostał nakaz natychmiastowego powrotu do kraju. Wzmocniono ochronę na wodzie, lądzie i wszelkich przejściach granicznych. Wszystkie służby i jednostki postawiono w stan najwyższej gotowości.
Ostatni raz władze poinformowały w ten sposób o ewentualnym incydencie w roku 1973. 
Nie jest dokładnie określone, czy to Norwegia, na 100% będzie celem ataku, jednak informacje przechwycone przez służby wywiadowcze dosyć mocno na to wskazują.

Moim zdaniem to nieważne, który kraj będzie celem ataku - najważniejsze, żeby do tego ataku nie dopuszczono.
Pozdrawiam Was ciepło, 
Pati

wtorek, 22 lipca 2014

102. Norheimsund i nie tylko !

Wróciłam z wakacji, jeszcze 2 dni jesteśmy w Polsce a już w czwartek lecimy do Bergen. Do ukochanego Bergen, za którym się baaaaardzo stęskniłam!
Pamiętacie, że miałam wrzucić zdjęcia z miejsca które odwiedziliśmy jednej soboty, kiedy byli u mnie mama z bratem.
Pogoda była bergeńska: deszcz, deszcz, deszcz. Mimo to, Ørjan zapakował nas do samochodu i pojechaliśmy. Docelowo miał to być wodospad w Norheimsund i.... jezioro pełne złotych rybek! 

Po drodze zatrzymywaliśmy się kilka razy, bo widoki były przepiękne (mimo niesprzyjającej pogody). 
Z jeziorem wiąże się pewna historia. Otóż początkowo rybki żyły... w centrum Bergen w przepięknym Nygårdsparken (który teraz jest najniebezpieczniejszym miejscem ze względu na tłumy przesiadujących tam narkomanów). Skąd więc te ryby w miejscu oddalonym od miasta o prawie 100 km? Chodziło o pewnego rodzaju "zakład". Jezioro to było uważane za miejsce, w którym nie można zasiedlić żadnego gatunku, ze względu na trudne warunki. Właściciel rybek z Bergen powiedział "Moje ryby przeżyją wszędzie." I wysłano je do Øystese. I tak, od 1914 roku jezioro żyje pełnią życia, mieniąc się złotym kolorem. Jeśli się tam wybieracie - koniecznie zabierzcie ze sobą bułkę. Kaczki i ryby ustawią się w kolejce :)





Przy wodospadzie był spływ pontonowy. Ludzie z piwem w dłoni, niektórzy (tak jak pan w czarnym) płynący za swoimi pontonami z których spadli. Jednym słowem : NORWEGIA


























Pozdrawiam, Pati :)
 
Blogger Templates