niedziela, 25 stycznia 2015

154. Norsk frokost

Dziś na tapetę weźmiemy norweskie śniadanie. Weekendy to swego rodzaju czas celebracji dla Norwegów. Stół zastawiony połową zawartości lodówki, upieczone bułeczki, kromki chleba, sok, mleko, herbata i kawa to zestaw obowiązkowy. Razem przejdziemy przez słownictwo związane z norweskim śniadaniem.
 
Frokost
Czyli śniadanie. W ciągu tygodnia często ograniczony do zjedzenia jogurtu, kromki chleba w weekendy przeradza się w istny festiwal. Jeśli miałabym coś przenieść do Polski to właśnie takie śniadania. W moim odczuciu są bardziej rodzinne niż obiady czy kolacje. Mam na myśli te weekendowe, kiedy cała rodzina dopiero przebudzona ze świeżym umysłem zasiada do stołu i zaczyna jeść.
źródło
 
Pålegg
Kiedy przyjechałam do Norwegii 18 miesięcy temu, moi hości używali jednego magicznego słowa, które mnie bardzo zastanawiało. Przez pierwsze dni często mówili, że jeśli jestem głodna to mam się nie krępować bo w lodówce jest "polak" i mogę się częstować. Za każdym razem otwierając lodówkę zastanawiałam się, co to ten polak. W końcu zapytałam i okazało się, że zupełnie nie zrozumiałam wymowy i mój mózg dopasował to sobie do znanego słowa "Polak". Hości oczywiście wymawiali to "Polegg" i ja do dziś się zastanawiam w jaki sposób mogłam słyszeć to błędnie. A co oznacza to magiczne słowo? Generalnie wszystko, co można "położyć" na chlebie. Tylko że tutaj chodzi też o wszelkiego rodzaju pasztety, serki, czekolady i inne rzeczy, które można "wsmarować". Zazwyczaj cały pålegg stoi w lodówce na specjalnej tacce tak, żeby można było wyciągnąć ją za jednym razem i postawić na stole.
źródło
 
 
Rundstykker
To okrągłe bułeczki ale nazywa się też tak generalnie wszelkie bułeczki podawane do śniadania (mimo, że te inne to baguetter (bagietki) czy briks (kwadratowe bułeczki). Norwegowie lubują się w bułeczkach, które można wsadzić na 10 minut do piekarnika i wyciągnąć pięknie wypieczone i gorące do śniadania.
źródło
 
Brød
Tu filozofii nie ma i to po prostu chleb. Liczba rodzajów dostępnych w sklepach jest jednak powalająca. Od chleba norweskiego, poprzez francuski, marchewkowy, słonecznikowy, alpejski na górskim kończąc. Gdyby dobrze policzyć to możnaby znaleźć około 15 różnych rodzajów chleba na półce dostępnych od ręki. Do śniadania podawany w postaci kromek (bardzo często podpieczonych lekko w tosterze).
źródło
 
Sjokolade pålegg
To typowo dziecięcy produkt - czekolada do chleba. Jednak i starsi sobie czasem nie odmawiają. Popularny jest w Norwegii program telewizyjny o kucharzu, który pomaga ludziom zmienić ich sposób żywienia. Raz pojechał do mężczyzny, około 30-letniego którego jedynym pożywieniem był chleb właśnie z tą czekoladą (najpopularniejszy rodzaj w Norwegii to Nugatti dostępny w około 5 różnych wariantach). Wyobraźcie sobie, kanapka z czekoladą na śniadanie, obiad i kolację. Nie bardzo !
źródło
 
 
Skinke
Szynka. Mimo ogromnego wyboru szynek nie dostaniemy raczej w Norwegii świeżo krojonej a tylko te 5-6 plastrów zapakowanych hermetycznie. Czasem po otwarciu opakowania zapach powala na kolana, że odechciewa się jeść. No cóż, nie wszystko jest idealne. A na pewno nie pakowane mięso.
źródło
 
 
Hvitost
To jest zabawny temat, bo to żółty ser, który jednak tłumacząc nazwę dosłownie jest serem ..białym! Mimo tego, używa się też nazwę "gulost" która reprezentuje ten żółty to przyjęło się również określanie go białym. Nie dziwię się, czasem jest on tak blady, że do żółtego koloru mu baaaardzo daleko! Co ciekawe, Norwegowie nie znają naszego "polskiego" białego sera (np. tego w kostce). Mimo, że ostatnio na rynku pojawił się ser, który Polki mogą śmiało używać do polskiego sernika(Kvarg), to jest to jednak ser mielony i jeśli ktoś lubi ten nie mielony - w Norwegii się zawiedzie.
źródło
 
 
Brunost
Brązowy kozi ser. Symbol Norwegii. Nie będę się rozpisywać bo temat był poruszany tu mnóstwo razy. Najlepszy z odrobiną malinowego dżemu. Mniam!
źródło
 
Eggrøre
Jajecznica. Norweska jajecznica to mieszanka jajek, mleka, soli i pieprzu. Micha jajecznicy którą kojarzycie z polskich śniadań może odejść w zapomnienie. To zazwyczaj mała miseczka z odrobiną jajecznicy w środku. To dlatego, że Norwegowie zazwyczaj używają jej jako pålegg, czyli po prostu kładą na kanapkę.
źródło
 
Speilegg
Jajko sadzone. Bardzo rzadko spotkałam się z tym, że na śniadanie było jajko sadzone. Zdarzyło się to może ze 3 razy w ciągu całego mojego pobytu tutaj. Może chodzi o to, że nad sadzonym trzeba chwilę postać podczas gdy jajecznica "smaży się sama" i trzeba ją tylko przemieszać kiedy zacznie się ścinać.
źródło
 
 
Røkt laks
Wędzony łosoś. Razem z jajecznicą to element nieodłączny na kanapce. Plastry lekko wędzonej ryby to coś, za czym przepadają mieszkańcy tego kraju.
źródło
 
 
Kaviar
Kawior w tubce to podstawa nie tylko w domach ale i w przedszkolach. Każdy je kawior - od najmłodszych dzieci po najstarszych mieszkańców tego kraju. Ulubionym jest chyba kawior na knekkebrød (o którym pisałam w ostatnim poście).
źródło
 

W dalszej części postu postanowiłam umieścić słownik obrazkowy. Bezsensowne byłoby, gdybym zaczęła pisać po jednym słowie wytłumaczenia (bo nie wiem, w jaki sposób mogę opisać rolę np. pomidora w norweskim śniadaniu).
 
Smør
źródło
 
 
Syltetøy
źródło
 
 
Peanøttsmør
źródło
Tomat
źródło
 
 
Agurk
źródło
 
 
Paprika
źródło
 
Salat
źródło
 
Melk
źródło
 
Te
źródło
 
Kaffe
źródło
 
 
Mam nadzieję, że nauczyliście się dziś jakichś nowych słów lub dowiedzieliście czegoś nowego! W czasie gdy ten post się opublikował, ja najprawdopodobniej jadłam śniadanie razem z moim chłopakiem - z całą zawartością lodówki wystawioną na nasz maleńki stolik.
Pozdrawiam serdecznie,
Patka!

czwartek, 22 stycznia 2015

153. Lefser, lomper i spółka, czyli baza norweska.

Tradycja norweska to również wszelkiego rodzaju placki i "naleśnikopodobne" wyroby. Dziś opiszę kilka rzeczy, które są w Norwegii bazą do wykonania kanapek czy prostych przekąsek. Mieszkańcy tego kraju wręcz lubują się w naleśnikach, gofrach, lefser i lomper. Dzieci w przedszkolach zajadają bardzo chętnie knekkebrød. Do rybnej zupy podaje się flatbrød. Coraz popularniejszy staje się polarbrød. Ale, jaka jest różnica pomiędzy nimi? Po przeczytaniu tego postu nie będziecie mieli żadnych wątpliwości.

1. Lefser

Miękkie, okrągłe placki na bazie mąki i/lub ziemniaków. Lefser to przekąska głównie słodka. W sklepach istnieje wiele rodzajów - z cukrem, z cynamonem albo przełożone słuszną porcją masła z cukrem i cynamonem. Można je kupić w postaci kwadratowych "kanapek" (wtedy grubość jednego kawałka to około 0.5) lub zrolowane jak naleśniki (z nadzieniem w środku). Alternatywą jest podanie ich z dżemem lub serem (brązowym lub żółtym).
 
źródło
 

2. Lomper

W smaku bardzo ziemniaczane używane głównie do tych "słonych" przekąsek. Ja lubię przekładać je warzywami lub wędliną/serem i zjadać jak kanapki. Norwegowie zawijają w nie parówki i tak powstaje norweski hot-dog. Lomper pochodzą ze Szwecji ale przyjęły się w kraju bardzo szybko. Czasem można spotkać się z lomper podawanymi z cukrem i cynamonem, jak lefser ale moim zdaniem różnica w smaku jest ogromna. Dlatego najbardziej podstawową formą podania jest właśnie parówka z keczupem owinięta w ten cienki placek. To jeden z podstawowych produktów na stacjach benzynowych oferujących szybkie jedzenie.
 
źródło
 

3. Knekkebrød

Na pewno kojarzycie pieczywo Wasa z polskich półek. Tu w Norwegii jest to prawdziwy hit. Jedzone na śniadanie, zabierane w postaci kanapek na wycieczki, podawane jako przekąska dzieciom w przedszkolu, jedzone na kolację. Knekkebrød istnieje w wielu wariantach. Wersja bez glutenu, z solą, ze słonecznikiem, sezamowa, pełnoziarnista - to tylko niektóre z oferowanych w każdym sklepie. Zawsze się dziwię z jakim zapałem 3-4 letnie dzieci chrupią te sucharki. Na półkach sklepowych istnieje również mnóstwo gotowych mieszanek do samodzielnego wypieku. Wystarczy też wpisać frazę "knekkebrød" w wyszukiwarkę i otrzymamy niezliczoną ilość przepisów. Knekkebrød to zdecydowany element obowiązkowy w norweskich domach. Knekkebrød to w dosłownym tłumaczeniu "łamliwy chleb"
źródło

 

4. Flatbrød

Zupy również zagryza się sucharkami. Flatbrød to bardzo cienki rodzaj chrupicego pieczywa (ma maksymalnie 2mm grubości). W smaku jest delikatniejszy od knekkebrød i jest dodatkiem np. do bergeńskiej zupy rybnej czy sodd podawanej w rejonie Trøndelag. W średniowieczu stanowił podstawę wyżywienia społeczeństwa ze względu na swoją prostotę wykonania. Pierwsza pisemna wzmianka o tym wypieku pojawiła się właśnie w średniowieczu. W dosłownym tłumaczeniu nazwa oznacza "płaski chleb".
 
źródło
 

5. Polarbrød

Mój ulubieniec, chleb polarny. To produkt mrożony po wypieczeniu i rozmrażany na chwilę przed wyłożeniem na półki sklepowe. Czasem może się zdarzyć, że opakowanie jest jeszcze zimne a krążki pieczywa lekko twarde. Mrożenie zaraz po upieczeniu pozwala na podanie klientowi produktu świeżego - bez użycia konserwantów. Metoda ta nazywa się metodą "polarną" i pochodzi z północnej Szwecji. Sprzedawany w postaci miękkich krążków jedzony jak kanapki na słodko, słono, pikantnie oraz na przykład polany sosem pomidorowym i posypany żółtym serem zapieczony w postaci mini pizzy. Ogranicza nas tylko wyobraźnia!

źródło

6. Skorpa

Suche i chrupiące połówki małych bułeczek. Bardzo kruche a zarazem lekko twarde. Popularne w Danii i Szwecji "skorupki" są też częścią norweskich kanapek. W smaku przypominają pieczywo WASA. Tylko bardziej się kruszą co doprowadza mnie do szału, bo po zjedzeniu jednej takiej bułeczki okruchy są rozrzucone w promieniu metra i wszystko wygląda jak darmowa stołówka dla kur.

źródło
A Wy? Kojarzycie jeszcze jakieś produkty tego typu, których nie opisałam? Zapraszam do dyskusji !
Pozdrawiam,
Patka

wtorek, 20 stycznia 2015

152. W drodze po śnieg

Mały przerywnik od postów kulinarnych. Wpadłam tu na chwilę podzielić się z Wami zdjęciami weekendu, który spędziłam z moim chłopakiem w górach, ok. 2-3 godziny jazdy z Bergen. Tego weekendu wydarzyła się bardzo ważna rzecz w tym roku, więc sobotni wieczór postanowiliśmy spędzić razem, świętując. Jednak w ciągu dnia zadzwonił do nas tata mojego chłopaka z pytaniem, czy nie chcielibyśmy przyjechać do chatki w górach bo spadło trochę śniegu i potrzebuje pomocy. Więc kupiliśmy słodkie bułki, milkshake'i, wpakowaliśmy się w samochód i wyruszyliśmy w drogę. Po drodze złapała nas śnieżyca, nie mam pojęcia jak Ørjan widział cokolwiek na drodze bo ja prócz śniegu i mijających nas aut nie widziałam nic.

Kiedy wjechaliśmy na lokalną drogę prowadzącą do Mjølfjell nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Nie dość, że droga nawet latem jest wąska i na kilku zakrętach trzeba mieć niezłe szczęście, bo mieszczą tylko jedno auto to teraz na dodatek po obu stronach miejscami leżało około 2 -3 metrów śniegu.



Domek taty mojego chłopaka jest na wzgórzu, więc z drogi trzeba zjechać na mały parking przeznaczony dla kilku aut (w promieniu są jeszcze cztery hytki innych ludzi) albo można podjechać bezpośrednio pod hytkę. Jednak, żaden pług tak stromo nie podjedzie, więc śnieg był odgarnięty tylko z parkingu. Zjazd z drogi był po prostu dziurą w zaspie śniegu. Czekała nas jeszcze droga piechotą do domku. Nic strasznego, jakieś 300-400 metrów. Po nieodgarniętym śniegu, który leżał sobie tam w postaci zasp 2-3 metrowych zaczęliśmy wędrówkę w górę. Ja z torebką, aparatem i hula hoop (a jakże!), mój chłopak z łopatą, latarką i plecakiem i tak sobie zaczęliśmy podejście. (brzmi jak wejście na Mount Everest), ale gdybyście widzieli jak się zapadałam po pas i jak się potem z tego śniegu wygrzebywałam to byście umarli ze śmiechu. Na górze jednak czekała na nas ciepła kolacja i miły wieczór przy kominku. Rano przyszedł czas na zrzucanie śniegu z dachu. Rezultat taki, że śnieg zrzucony i dach widać ale domek niekoniecznie. Zapraszam na kilka obrazków!










Śnieg można było zbierać z naszego pokoju na drugim piętrze :)






Próbuję udeptać jakąś powierzchnię do hula-hop :D

Ubrana w narciarskie spodnie i dwa swetry próbuję nowych tricków !

Pozdrawiam serdecznie,
Patka !

niedziela, 18 stycznia 2015

151. Norwegia specyficzna w smaku

Dziś post szczególnie dla tych z Was, którzy lubią wszelkiego rodzaju eksperymenty kulinarne i niespotykane dotąd smaki. Tym razem o "najdziwniejszych" a zarazem bardzo typowych rzeczach jedzonych przez mieszkańców tego kraju. Dla Waszego dobra - nie siadajcie do czytania zaraz po posiłku lub w trakcie posiłku, szczególnie jeśli macie wrażliwe żołądki

1. Wieloryb - Hval
Jeśli większość z Was ma teraz przed oczami majestatyczne ogromne stworzenia, największe ssaki na świecie pokrojone na kawałki i podane na kanapce jakiegoś blondwłosego Norwega z brodą to porzućcie to wyobrażenie. Po kolei. Mało osób wie, co tak naprawdę kryje się pod nazwą "mięso wieloryba". Na lokalnej grupie Polek w Bergen spotkałam się raz z przedziwną rozmową, kiedy to "ekspertki" od wszystkiego i niczego rozprawiały o tym, co by kupić rodzinie w Polsce.
Płetwal błękitny
Jedna zaproponowała wieloryba na co inna odpisała, że to chyba nielegalne bo w Polsce wielorybnictwo jest zakazane. Trzecia wtrąciła, że z tymi wielorybami to jest tak, że norwescy rybacy dostają pozwolenie na zabicie dwóch płetwali błękitnych rocznie i tylko to mięso sprzedają a potem jak nie ma, to nie ma i trzeba czekać do następnego roku. Takie opinie możemy spokojnie włożyć między bajki i wykazać się trochę większą erudycją. Zamiast pisać tego typu banialuki na portalach społecznościowych (gdzie potem większość z tych kobiet była przekonana "Ooo, tak tak, ja też o tym słyszałam") wystarczy wrzucić proste hasło w Google i sprawa od razu się wyjaśnia. Tam dowiadujemy się, że:

  • Obecnie zezwolenie na małe wielorybnictwo przybrzeżne mają praktycznie tylko Norwegia, Japonia, Islandia i Grenlandia.
  • Nielegalnym jest polowanie na humbaki, sejwale, finwale i płetwale błękitne. To największe na świecie gatunki wielorybów a ich liczebność została przetrzebiona w XXw. przed wprowadzeniem zakazu polowań. To samo tyczy się kaszalota, którego liczebność drastycznie zmalała w XVIII wieku.
    Płetwal karłowaty
  • Wieloryb, którego znajdujemy dziś na półkach w norweskich sklepach to płetwal karłowaty. Gatunek ten to stosunkowo mały osobnik (ok. 7 m długości), który wyrządza szkody w sieciach rybackich. Głównie z tego powodu zdecydowano się na jego odłowy. Nie są to jednak odłowy na skalę masową tylko małe wielorybnictwo przybrzeżne w 4 wymienionych przeze mnie krajach oraz wśród tradycyjnych grup etnicznych jak np. Inuici. 
Wieloryb w smaku jest.. lekko metaliczny. Szczególnie ten wędzony. Mimo tego, że to ssak - odczuwa się nutę rybiego zapachu. Tradycyjnie przyrządzany w Norwegii w latach 60-tych był gotowany w lekko posolonej wodzie i podawany z rodzajem cienkiego, chrupiącego placka (flatbrød). Obecnie istnieje wiele przepisów na przyrządzenie wieloryba ale wciąż popularne jest podawanie wędzonych plastrów na kanapkach np. do śniadania. Ja lubię go najbardziej właśnie na chlebie. Zalety tego mięsa to m.in. mała zawartość tłuszczu przy bardzo dużej zawartości białka i protein. Dodatkowo wieloryb to doskonałe źródło tłuszczy omega-3 i tranu.

2. Renifer - Reinsdyr
źródło
Ktoś zjadł rudolfa i Świąt nie będzie. Renifera zjemy w Norwegii w każdej możliwej postaci. Na kanapkach, jako kiełbasę, surowe mięso, ugotowane kawałki w zupie. Mnie to mięso smakuje lasem. Nie mam pojęcia dlaczego, ale tak właśnie jest. W porównaniu z dzikiem, renifer to mięso miękkie, wręcz rozpływające się w ustach. Moim ulubionym daniem jest zupa grzybowa z reniferem. Przynajmniej raz na miesiąc staram się wyciągać chłopaka do jednej z moich ulubionych restauracji, która serwuje najlepszą zupę z renifera. Ja sama jej jeszcze nie przyrządzałam ale np. jako dodatek do kanapek pojawia się czasem w mojej lodówce. Moja mama jest raczej przeciwna jedzeniu mięsa, które pochodzi od zwierząt "niespotykanych". Kiedy przyjechałam do Polski w październiku 2013, przywiozłam ze sobą surowe plastry mięsa renifera. Moja mama nie wiedząc jak się zabrać za jedzenie zrobiła... pizzę. Pizza była super w smaku. Kiedy w zeszłym roku opowiadałam mojemu chłopakowi o tej pizzy, powiedział że nigdy w życiu nie słyszał o tym, żeby ktoś zrobił z renifera pizzę. No co, trzeba eksperymentować!
Podsuszona kiełbasa z renifera przypomina w smaku tę z konia. Można powiedzieć, że renifer smakuje jak łoś, ale dla mnie łoś jest o wiele twardszy i gumowaty. Oczywiście smak to każdego indywidualna sprawa, dlatego polecam Wam spróbować przy najbliższej okazji. Renifer jest porównywalny często z rybami, jeśli chodzi o zawartość cennych składników.
Zupa z renifera
3. Łoś - Elg
źródło
To takie duże, z rogami. Co w Szwecji i Norwegii często pijane zawisa na jabłonkach i płotach. Polowanie na łosie to część norweskiej tradycji. Co roku wielu Norwegów wyrusza zapolować na króla lasu. Odbywa się to między 25 września (w niektórych częściach 5 października) a ostatnim dniem października. Każda gmina określa sama, ile sztuk można odstrzelić. Na stołach łoś jest spotykany najczęściej w postaci steku. Wiele rodzin, ze względu na bajecznie proste przygotowanie gości u siebie taki stek każdej niedzieli. Podawany z ziemniakami i kwaśnawą konfiturą z borówki brusznicy - jako dwa stałe dodatki. Do tego najczęściej "jesienne" warzywa jak brokuły czy kalafior. Jeśli ktoś ma ochotę takiego łosia przyrządzić to TU znajdziecie jeden z najbardziej tradycyjnych przepisów. Inne znane potrawy to gulasz z łosia (elg gryte) czy kiełbasa (elgpølse).
Gulasz z łosia

4. Owca - Lamme
A raczej jej głowa. W Norwegii jada się bardzo dużo baraniny i jagnięciny. Jesień to czas, kiedy półki sklepowe zapełniają się po brzegi całymi nogami, kawałkami podudzi, żeberkami i...głowami. Jedzona szczególnie na zachodzie głowa owcy (Smalahove) to dosyć specyficzne danie.
źródło
Szczególnie, że patrzy się na nas tym pustym oczodołem, który jest prawdziwym frykasem. Mięśnie z oczodołów to jedna z najlepszych części takiej owieczki i każdy się zajada. Niby nic się nie marnuje, ale ja mam dreszcze już na sam widok tych wszystkich głów niemal wgapiających się we mnie w sklepie. Przyznam, próbowałam tego dania razem z bratem na festiwalu norweskiego jedzenia w Bergen i nie posmakowało mi. Mój chłopak mówi, że to dlatego że jadłam zimne i bez purree z brukwi oraz konfitury z borówki brusznicy. Trochę w tym prawdy jest, bo przykładowo - mdli mnie na sam zapach pinnekjøtt - żeberek przygotowywanych na Boże Narodzenie, a podane z puree z brukwi i konfiturą zjadam z ogromną przyjemnością. Jak tylko będę miała okazję spróbować głowę na ciepło i z dodatkami - dam Wam znać. Póki co, jestem na nie bo smak był.. a właściwie to nie był. W każdym razie nie był dobry.
Co mnie zachęca do spróbowania tego jeszcze raz, to mimo że to ucięte głowy to i tak się "uśmiechają". Wiem, drastyczne porównanie. Shame on me.
Smalahove

5. Dorsz - Torsk
Jeśli jeszcze nie zrobiło Wam się niedobrze to czytajcie dalej. Ten punkt nie traktuje bowiem o całym dorszu. Tych którzy pomyśleli "Pff, co jest specyficznego w jedzeniu dorsza!" bardzo przepraszam i już wyjaśniam. Skoro jemy owczą głowę i mięśnie z oczodołów to co może być jeszcze "smaczniejszego" ?
źródło
To po prawej stronie. A to nic innego jak.. język. Język dorsza (torsketunge) to jeden z przysmaków nie tylko w Norwegii ale również w innych częściach świata. Rzadko się z nim spotykam, widziałam to danie może 2-3 razy ale jakoś jeszcze się nie skusiłam. Może to dlatego, że wszystko co ma konsystencję podobną do surowego jajka jest dla mnie trochę dziwne. Mimo tego, języki smaży się najczęściej w oleju tak, że w efekcie końcowym przypominają wyglądem nuggetsy z kurczaka. Jeśli Norweg podaje Wam coś przypominającego nuggetsy - upewnijcie się, że to faktycznie są nuggetsy. Jestem bardzo ciekawa tego smaku i na pewno przy najbliższej okazji się skuszę.

Wybrałam tych 5 różnych zwierząt żeby zobrazować Wam kulinarne upodobania Norwegów. Popularne jest tu też np. obieranie surowych krewetek i jedzenie ich z majonezem i cytryną, wrzucanie żywych krabów do wrzątku a następnie wysysanie mięsa z odnóży czy jedzenie suszonych szczątków ryby. To wszystko tematy nie wyczerpane na Pat i Norway a które na pewno się pojawią jeśli tylko wyrazicie chęć przeczytania o tym.
Pozdrawiam serdecznie,
Pati