poniedziałek, 1 września 2014

115. 30 słów kojarzących się z wrześniem

Od jakiegoś tygodnia zamęczałam mojego chłopaka pytaniami, czy mój pomysł jest dobry. Chcę się z Wami tu czymś podzielić. Otóż, postanowiłam co 30 dni zamieszczać post ze słowami po norwesku, które przychodzą nam na myśl, kiedy myślimy o danym miesiącu. Mamy tak w języku polskim, że niektóre słowa są zarezerwowane dla konkretnych miesięcy, prawda? Ja postanowiłam tworzyć takie listy po norwesku, dla Was. To świetna okazja na przysposobienie kilku nowych wyrazów i wyrażeń. (Słowa zamieszczam z rodzajnikami ze względu na to, że jest ogromna różnica, chociażby w użyciu "en pult" czyli "biurko" a samego "pult" oznaczającego dosłownie "pierdolił/a/o".) Ze względu na to, że mieszkam w Bergen, często mogę używać rodzajnika męskiego "en" w słowach, które w całej Norwegii są żeńskie ("ei"). Rodzajnik żeński jest w tym dialekcie nieużywany, jednak postaram się pamiętać o zmianach w celu "dostosowania" słów do podręcznikowego norweskiego.



Pierwsze, to oczywiście September czyli wrzesień.
A jak wrzesień, to Polakom kojarzy się ze szkołą (en skole), kiedy wszystkie dzieci a w tym własne dziecko (et barn) zaczynają naukę. Ale jak to, nie mamy plecaka (en rygsekk) ? Musimy kupić śniadaniówkę (en matboks) i książkę do języka angielskiego (ei bok). Znaleźliśmy stary piórnik a tam tylko jedna kredka (en blyant) i w dodatku połamana. Trzeba do sklepu (en butikk). Na rozpoczęcie roku szkolnego potrzebujemy garnitur (en dress) lub sukienkę (en kjole). Nasze dziecko, jako uczeń (en elev) ma też się dobrze prezentować. Musimy kupić białą koszulę (en skjorte). Lato się skończyło, zaczęła się jesień (en høst). Pada deszcz (et regn) więc dokupujemy kalosze (gummistøvler). Dziecko poszło do szkoły, a my widzimy przez okno że z drzewa spadło jabłko (et eple) i orzechy włoskie (walnøtter) już dojrzały. Możemy upiec szarlotkę (en eplepai) i zrobić dżem (et syltetøy) na zimę. Dziecko przyszło ze szkoły i ma zadaną czytankę (leselekser) i naukę angielskich słówek (engelsk ord). Jutro wtorek, zaczynamy kurs językowy (et språkkurs). Gdzieś nam zginęła książka z ćwiczeniami (ei arbeidsbok) i płyta z nagraniami (en CD). Trzeba będzie poszukać (lett etter) wieczorem zaraz po kolacji (en kveldsmat). Musimy tylko zdążyć przed naszym ulubionym serialem (en filmserie). We wrześniu człowiek ma 'dużo na głowie' (har det travelt), ale trzeba przypilnować żeby dzieci robiły lekcje (å gjøre lekser) . Kiedy wszystko mamy pod kontrolą, możemy usiąść w fotelu, czytać (å lese) książkę i czekać (å vente) na październik.

Będę bardzo wdzięczna za wszelkie uwagi i sugestie - czy wolicie to w formie takich opowiadań, czy może list słów. A może chcielibyście być zaskakiwani, raz historią, raz listą słów a jeszcze innym razem "foto słownikiem" ? Zapraszam Was do współpracy! 

Pozdrawiam, Pati

czwartek, 28 sierpnia 2014

114. Z wizytą na Wzgórzu Trolli


Nie mieliśmy sprecyzowanych planów na popołudnie. Raczej chcieliśmy "pospacerować". Pojechaliśmy więc do parku, pięknie nazywającego się Paradis, co po norwesku oznacza raj. W samym sercu tego miejsca znajduje się Fantoft stavkirke czyli kościółek klepkowy. Zbudowany w 1150 r. w rejonie Sognefjordu, sprzedany w 1879r. prywatnej osobie, rozebrany na części i przetransportowany w 1883r. do parku w Bergen wytrzymał do roku 1992. Nie dlatego, że się rozpadł. Tylko dlatego, że spalili go sataniści. Świątynię odbudowano co do szczegółu, ale dziś stoi ogrodzona z wieloma kamerami wokół. 
Jako ciekawostka: mój przyjaciel, który pracuje dla portalu MetalBlast odwiedził w zeszłym roku Bergen w celu przeprowadzenia wywiadu z człowiekiem, który podpalił kościół Fantoft. Wywiad traktuje w większości o muzyce i opiera się na dosyć kontrowersyjnych zdjęciach, ale jedno, przedstawiające świątynię zapiera dech w piersiach. Link tutaj



Po krótkim spacerze zmierzaliśmy do domu, ale wpadliśmy na pomysł odwiedzenia Wzgórza Trolli (Troldhaugen). Jest to dom Edvarda Griega, oddalone od centrum Bergen o jakieś 8 km. 
Kim był Edvard Grieg? 
To najwybitniejszy norweski kompozytor urodzony w Bergen. Kocham muzykę klasyczną, najbardziej znaną kompozycją artysty była ta stworzona do poematu Henryka Ibsena "Peer Gynt". Posłuchajcie początku, nie ma chyba wśród Was osoby, która tego nie słyszała! A jeśli jednak nie znacie tego, to posłuchajcie od 12:36 :)


Nie odwiedziliśmy domu w środku, bo było już po godzinach otwarcia, jednak ogród i ścieżki wokół posiadłości są do dyspozycji turystów przez cały czas. Znajduje się tam chatka, w której artysta szukał natchnienia. W skale nad jeziorem pochowano Griega i jego żonę. Jest to piękne i magiczne miejsce, obowiązuje tam zakaz opalania się i kąpania w jeziorze, ze względu na szacunek dla grobowca. W lecie i jesienią można uczestniczyć w koncertach organizowanych w sali koncertowej. 


U nas zaczyna się już jesień :)

Po lewej za drzewem sala koncertowa






Cały dom jest teraz obstawiony rusztowaniami, a to jedyny kawałek niezakryty


Rusztowania pokryte są plandeką z wydrukowanymi oknami i ścianami, więc nie "straszą" tak bardzo.







Wnętrze "hytty"


Widok na jezioro

Wczorajszy przepiękny zachód słońca

Ktoś zdrapał literę "s" i zamiast "słońce" mamy skrót "itp." (sol - ol)





A teraz trochę prywaty, dla mojej rodziny :)





Pozdrawiam,
Pati ! :)

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

113. Co znajdziesz w norweskim lesie?

Wbrew pozorom, to nie jest post o grzybach. No, nie w całości. Rzeczy, które można znaleźć w norweskich lasach są ciekawsze ale też wiążą się z nimi smutniejsze historie. Zapraszam poniżej.

Historia pierwsza to historia autobusu. Nie, nie musicie wracać do początku zdania. Naprawdę napisałam "autobus". I tak, można znaleźć autobus po środku niczego. Zdjęcia zrobił mój chłopak, kiedy wracał z Oslo. Wybrał trochę mniej uczęszczaną drogę, która była kiedyś atrakcyjnym turystycznym szlakiem. Tam też wjechał kilkanaście lat temu autobus z turystami. Po drodze coś się zepsuło, nie było sposobu żeby wóz wyciągnąć z lasu więc kierowca zmuszony był porzucić pojazd tam, gdzie się zatrzymał. Wszyscy turyści zostali poproszeni o wyjście i autobus został. I tak stoi po dziś dzień i straszy. Nikt go nie rozebrał, nie pociął na części przez tyle lat. Co ciekawe, w Polsce złomiarze rozebrali porzuconą koparkę w jakieś 2 dni. To się nazywają różnice kulturowe!




Rzeczy, które znaleźliśmy w lesie w sobotę to np. wyprodukowana w Czechosłowacji Skoda 1202. Auta te produkowano od 1961 do 1973 roku, ta "nasza" jest dosyć wczesnym produktem czechosłowackiej fabryki, bo pochodzi z 1962 roku. Auto ktoś zrzucił z drogi do rzeki w lesie kilkanaście lat temu. Jeszcze przed dziesięcioma laty samochód był w jednym kawałku. Dziś został charakterystyczny silnik ze znaczkiem Skody, tabliczka z rokiem produkcji, kawałek tapicerki, kierownica i szczątki podwozia. Tak wyglądała Skoda za czasów swojej świetności:
źródło: http://skoda1202.predseda.com/jpeg/1202old.jpg
A to pozostało po niej w norweskim lesie:







Następne było małe auto dostawcze. Marka bliżej nieznana, ze względu na to że rzeka i zbocze nie pozwalało zejść niżej. Widać jednak, ze musiało tam trafić po Skodzie, bo nadwozie się jakoś zachowało. ( Co jest bardzo dziwne, bo Skoda była wyżej, więc wszystko wskazywało na to, że to auto było zrzucone jako pierwsze)




 PS. Bladcentralen to firma prężnie działająca na rynku norweskim, zajmująca się dostarczaniem broszur/gazet do norweskich sklepów, stacji benzynowych czy kiosków.

Następny był... rower. Mój chłopak wygrzebał go spod sterty metalowych gratów bo wie jak lubię klasyczne rowery. Przez dłuższą chwilę upierał się, że go zabierze i odrestauruje specjalnie dla mnie. Zanim jednak zaczniemy zwozić stare rowery, musimy sprawdzić czy znajdziemy w internecie części pozwalające na taką restaurację. Rower jest ze Stavanger, z fabryki Hvithun Maskinhuset AS która produkowała również m.in. motorowery.
Źródło: http://mo-ped.se/noreg/svit59ju1.jpg





Prócz rzeczy które Wam tu pokazałam, leżały tam jeszcze między innymi stare błotniki, żeliwny rzeźbiony piec i niestety dużo odpadów gospodarczych typu butelki, puszki i torebki po jedzeniu. 

Na koniec trochę milsze zdjęcia tego, co można znaleźć między drzewami w Norwegii. Większość z Was pewnie widziała na mojej stronie na facebooku piękne zdjęcia kurek, które mój chłopak zbierał pierwszy raz w życiu. W sobotę byliśmy na grzybach po raz drugi i miał okazję nazbierać prawdziwki (steinsopp) i podgrzybki (rødbrunsteinsopp) - satysfakcja była tym większa, kiedy usiedliśmy do stołu z kolacją w postaci kurczaka smażonego w grzybowym sosie. Mniam ! :)



W norweskim lesie można też spotkać nas, niekoniecznie z piłą :D (znalezione - nie kradzione!)

Pozdrawiam, Pati :)