poniedziałek, 25 lipca 2016

235. 10 porad dla turysty w Bergen

Nadszedł czas na kolejny wpis z serii "W 80 blogów dookoła świata". W tej edycji blogerzy językowi i kulturowi napiszą o turystycznych poradach dla osób podróżujących do różnych krajów/regionów. Wpis w sam raz na wakacje (bo przed nami jeszcze cały sierpień na zaplanowanie czegoś nowego). Zapraszam do lektury! A później nie zapomnijcie zajrzeć do innych blogerów!

1. Przygotuj się na szok. Szok cenowy. Prawdopodobnie bilety z Wizzaira za 39 zł w jedną stronę będą najtańszym elementem odwiedzin w Bergen. Już na lotnisku do wyboru jest Flybuss (specjalny autobus kursujący z centrum do lotniska i odwrotnie) za plus minus 100 koron (50 zł) lub taxi, gdzie cena minimalna zaczyna się od 111 kr. Alternatywą jest również około 15 minutowy spacer z lotniska na pętlę Birkelandskrysset, gdzie autobus linii Skyss zabierze nas do centrum za 50 koron (płatne gotówką u kierowcy) lub 39 koron (Płatne kartą lub monetami w automacie na przystanku). Jeśli zdecydujesz się podróżować komunikacją miejską, to najtańszą metodą będzie zakup 24-godzinnego lub 7-dniowego biletu (dostępne w automatach na przystanku). Nie rzucaj się również na pierwszą napotkaną rzecz. Wiem, że ryba lub kiełbasa z renifera na Targu Rybnym (Fisketorget) wygląda bardzo zachęcająco, ale taki sam produkt, tylko o wiele świeższy i za pół ceny można kupić w dowolnym spożywczaku. 

2. Nie zabieraj ze sobą parasola. Zasada jest prosta - jeśli w Bergen spotykasz kogoś z parasolem to jest to albo turysta, albo Norweg idący do teatru/opery/restauracji, który nie może naciągnąć kaptura na głowę. Ze względu na to, że zazwyczaj podczas deszczu wieje również urywający głowę wiatr, to parasole zdają się tu być bezużyteczne. Wystarczy przejść się po centrum po deszczu, żeby znaleźć śmietniki pełne połamanych i opuszczonych parasoli. Przywieź ze sobą sztormiak lub dobrą przeciwdeszczową kurtkę + spodnie, a parasol zostaw na polskie deszcze. To dosyć nieprzydatne narzędzie w bergeńskich warunkach. 

3. Nie zamawiaj kanelboller. W Bergen znane cynamonowe bułeczki nazywają się skillingsboller (bo kiedyś taka bułeczka kosztowała jednego szylinga) a bergeńczycy lubią swoją odmienność. Jeśli chcesz pokazać, że coś tam o Bergen wiesz - zamów skillingsboller. A kanelboller zostaw na wizytę w Oslo. Lub w innym miejscu w Norwegii. 

4. Nie narzekaj na pogodę. Tak, Bergen jest najbardziej deszczowym miejscem na świecie. Tak, często tu pada. Ale mieszkańcy nauczyli się z tym żyć i nawet w strugach deszczu potrafią wybrać się na wycieczkę w góry. Dzieci w przedszkolach bawią się na zewnątrz codziennie, bez względu na warunki pogodowe. A kiedy przyjdzie Wam zwiedzać miasto w niesprzyjającej pogodzie, pamiętajcie co mówią sobie Norwegowie: "Det finnes ikke dårlig vær, bare dårlige klær!" (Nie ma niewłaściwej pogody, jest tylko niewłaściwe ubranie!" i powtarzajcie to jak mantrę. Ach! I pamiętajcie, że nawet w maju może spaść tu śnieg, więc warto o tym pamiętać przy planowaniu wyjazdu.

Lipiec 2016


5. Poszukaj środka transportu. Jeśli zamierzasz wypuścić się poza Bergen żeby zobaczyć fiordy, powinieneś/powinnaś mieć na uwadze jakiś środek transportu. Do miejsc turystycznych dojechać można autobusem/pociągiem. Jeśli chcesz odwiedzić "kąty", z dala od turystów z Azji robiących zdjęcia swoimi Ipadami, to polecam wypożyczyć auto. Zasada jest taka jak przy biletach lotniczych - im wcześniej rezerwujesz, tym taniej wyjdzie.

Oto Billy, którego można było wypożyczyć u mnie w firmie za 1 kr (!)
6. Fløyen i Ulriken to absolutne minimum. Jeśli jesteś w Bergen, to odwiedziny na tych dwóch górach powinny być punktem obowiązkowym na liście "do zrobienia". Być w Bergen i nie widzieć panoramy miasta z tych dwóch szczytów to  wręcz niedopuszczalne. I wiem, że te dwie "górki" mogą się wydawać małe i nieciekawe w porównaniu z innymi atrakcjami regionu, ale warto je odwiedzić choćby dla spokoju sumienia. (Ja jestem Twoim sumieniem i mówię: odwiedź Fløyen i Ulriken!). Zdecydowanym atutem tych dwóch miejsc jest fakt, że nawet leniuchy mogą tam się wybrać. Kolejka Fløibanen zawiezie nas po szynach, a Ulriksbanen kołyszac się w powietrzu na linach. (Nie czuję, że rymuję!). W dół można wybrać się piechotą po oznaczonej trasie (oszczędność pieniędzy, plus podziwianie norweskiej natury). Polecam!

Bergen widziane z Ulriken pewnej czerwcowej nocy. (A dokładnie o 3 nad ranem)

7. Nie mów, ze Oslo jest lepsze. Mimo tego, co osobiście sądzisz, nie dziel się tą informacją z mieszkańcem Bergen. Oba miasta "konkurują" niejako między sobą, to coś na wzór Zielonej Góry i Gorzowa, lub Warszawy i Krakowa. Nie porównuj Bergen do Oslo, a broń boże nie mów, że drugie miasto jest lepsze. (Bo nie jest. Bergen jest najlepsze!)

8. Nie dziw się, że bergeńczycy z Tobą rozmawiają. Norweg opisywany w książkach, przewodnikach czy w internecie to posępny osobnik, najczęściej pogrążony w depresji (bo tu wciąż ciemno i pada deszcz), nie uśmiechający się i nie rozmawiający z nikim. Mieszkańcy Bergen są moim zdaniem bardziej otwarci. W kraju panuje również opinia, że należą oni do bardzo "wygadanych". Ja do tej pory nie spotkałam się z gburowatymi Norwegami, a klienci u mnie w biurze, szczególnie Ci z Bergen, są bardzo wygadani. Opowiadają żarty i historyjki, zawsze są uśmiechnięci. Nie dziw się więc, że rzeczywistość okaże się inna niż oczekiwania.


9. Zabierz ze sobą wygodne ubrania i buty. Szpilki się tu raczej nie sprawdzą, chyba że chcesz utknąć między chodnikowymi płytami, lub dostać odcisków.  Ubieranie na cebulę nigdy nie miało tak ogromnego sensu jak tu, w Bergen. Pogoda potrafi się zmienić często kilka(naście) razy dziennie. Jeśli planujesz dłuższą wycieczkę, miej ze sobą odpowiednie ubrania. Nie ważne, czy wybierasz się do centrum, czy na Ulriken - różnice w temperaturach, wiatr czy deszcz mogą dać się we znaki. Warto być przygotowanym.

10. Nie bój się zgubić. - Ok, w centrum Bergen nie da rady się zgubić. Ale nie ma też sensu trzymać mapy w rękach. W ten sposób łatwo możemy się "zagubić" a tym samym znaleźć niesamowite zaułki a czasem wręcz zajrzeć w małe okienka domów z 1700 roku, w których wciąż mieszkają ludzie. Rozglądaj się uważnie, bo Bergen jest jednym z ulubionych miast Banksy'ego i często można natknąć się na jego graffiti. Miasto jest rajem dla wielbicieli sztuki ulicznej, więc na pewno się nie rozczarujesz wybierając się na "polowanie" uliczkami centrum.



Zajrzyj do innych blogerów:

Chiny:Biały Mały Tajfun - 10 porad
Finlandia:Suomika - 10 porad dla turysty w Finlandii
Francja:Madou en France - Francuski poradnik turysty w pigułce
Francuskie i inne notatki Niki - Pierwszy raz w Paryżu czy we Francji? Dekalog porad
Gruzja:Gruzja okiem nieobiektywnym:  Pierwszy raz w Gruzji- 10 grzechów głównych
Hiszpania:Hiszpański na luzie - Jak połączyć urlop w Hiszpanii z turystyką językową. 10 porad
Japonia:Japonia-info.pl - Porady dla wyjeżdżających do Japonii
Kirgistan:Enesaj.pl - Pierwsza podróż do Kirgistanu
Litwa:Na Litwie - 10 porad dla turysty jadącego pierwszy raz na Litwę
Niemcy:Nauka Niemieckiego w Domu : 10 porad dla turysty w Niemczech
Niemiecki po ludzku: 10 porad dla turysty
Norwegia:Norwegolożka: Pierwszy raz w Norwegii - co warto wiedzieć?
Szwajcaria:Między Francją a Szwajcarią - Szwajcaria: Praktyczne informacje dla turystów
Wielka Brytania:Angielski dla każdego - 10 porad dla turysty jadącego pierwszy raz do Anglii
English Tea time - 10 wskazówek jak zaplanować wyjazd do Londynu
Language Bay-  10 porad dla turysty jadącego pierwszy raz do Londynu- "W 80 blogów dookoła świata #28"
Włochy:Italia nel cuore - Nasz “pierwszy raz” we Włoszech...10 praktycznych porad

Hilsen Pati

środa, 20 lipca 2016

234. Muzyczne hity 2016

Hej! Zauważyłam, że muzyczny post z 2014 roku ma wciąż wiele wyświetleń a niektórzy z czytelników trafiają na bloga z Google po wpisaniu hasła "norweskie hity 2016". Dlatego dziś, specjalnie dla Was - lista hitów norweskich wykonawców, szczególnie popularna tego lata! Kos dere!

  • SANDRA LYNG - PLAY MY DRUM
Zeszłoroczny hit wciąż nie znika ze stacji radiowych i czemu się dziwić - wpada w ucho a to przecież liczy się najbardziej w przypadku letnich hitów.


  • ALAN WALKER - SING ME TO SLEEP
Oprócz znanego powszechnie Faded, o którym pisałam w poprzednim poście to właśnie "Sing me to sleep" jest teraz na topie. 

 
  • FREDDY KALAS - FEEL DA RUSH
Freddy jest w czołówce skocznych hitów. Polecam posłuchanie również najnowszej piosenki "Jovial", która - w przeciwieństwie do "Feel da rush" jest śpiewana w języku norweskim. 



  • ASTRID S - HURTS SO GOOD
Młodziutka (19 letnia) piosenkarka z okolic Trondheim też zawładnęła sercami, uszami i głośnikami Norwegów.


  • INA WROLDSEN & BROILER - LAY IT ON ME
Większość zna Inę z duetu z Calvinem Harrisem. Polecam posłuchać również jej utworu "Aliens (Her er jeg)". 


  • MARCUS & MARTINUS - GIRLS
Nie do końca wiem, czy przekonuje mnie dwóch 14 letnich, nagrywających teledyski w Stanach bliźniaków. No bo przecież zaraz przyjdzie mutacja i czy ich kariera dalej będzie się rozwijać? Nie wiem, czy to ich wielki talent, czy bogaci rodzice sprawili, że chłopcy znajdują się w czołówce tegorocznych hitów. Jak dla mnie ogromne NIE, ale oceńcie sami. 


  • KATASTROFE - SANGEN DU HATER 
"Piosenka, której nienawidzisz" wpada w ucho i jest po norwesku. Ile z tego jesteście w stanie zrozumieć? Wydaje mi się, że piosenki "Katastrofe" to ciekawa i dosyć "skoczna" metoda na naukę nowych słówek.


  • MADDEN - GOLDEN LIGHT
Muszę szczerze przyznać, że mimo że słyszę te piosenki codziennie to nie miałam pojęcia że niektóre z nich są norweskich artystów. Tak było z Golden Light.


  • KYGO - RAGING FT. KODALINE
Tego pochodzącego z Bergen artystę kojarzycie pewnie z hitu "Stole the show", ale muszę przyznać że Raging z ogromnym sukcesem próbuje dorównać mu swoją sławą. 


  • NICO OG WINZ - THAT'S HOW YOU KNOW FEAT KID INK & BEBE REXHA 
Znacie ich pewnie z utworu, który nucą na początku tego teledysku. A to nowy przebój, który ostatnio często pojawia się w norweskim radiu.


  • AURORA 
Pochodząca z Os niedaleko Bergen 20-latka to złote dziecko norweskiej muzyki. Zaczęła pisać piosenki w wieku 9 lat, obecnie temat numer jeden na rynku muzycznym. Ze względu na swój dosyć niesamowity głos, wróży się jej świetlaną karierę. Bardzo jej kibicuję, bo jest .. tak bardzo inna od tej całej popowej otoczki i nie boi się tworzyć swojej muzyki, bez piersi i pośladków wyskakujących z teledysków. 



Co byście dorzucili do listy ? 
Czekam na propozycje w komentarzach! 
Pozdrawiam, 
Pati

środa, 6 lipca 2016

233. Znani z Bergen

Zastanawialiście się kiedyś, ile ze znanych norweskich postaci pochodzi z Bergen? Ja tak i dlatego powstał ten właśnie wpis. Zapraszam serdecznie!

1) Edvard Grieg - tego pana chyba nie trzeba przedstawiać. Światowej sławy kompozytor pochodzący z Bergen. Twórca muzyki do sztuki Ibsena "Peer Gynt". Dom Griega jest obecnie muzeum w którym odbywają się koncerty. Piękna posiadłość znajduje się na przedmieściach Bergen, na Wzgórzu Trolli. Pisałam o tym tutaj. Ręka do góry, kto nigdy nie słyszał tego utworu: 


PS. W centrum Bergen można znaleźć posąg Griega. Jedna moja znajoma przez długi czas myślała, że to... Einstein! I zastanawiała się, jaki związek z Bergen miał ten matematyk. 


2) Ole Bull -zostając w temacie muzyki, przenosimy się do najsłynniejszego norweskiego skrzypka i kompozytora. Skrzypce są moim ulubionym instrumentem, dlatego nie mogło tu tego bergeńczyka zabraknąć. Sam dom artysty leży na wyspie Lysøen niedaleko Bergen i jest dziełem sztuki samym w sobie. Dopływa do niego łódka a posiadłość jest udostępniona dla zwiedzających. W najbliższym czasie wybieramy się tam z Ørjanem. Relacja na pewno pojawi się na blogu. Tak wygląda dom z bliska:

źródło
3) Christian Michelsen - chociaż jego imię i nazwisko może nie mówić Wam zbyt wiele, to ważna postać w historii Norwegii. Ten pan był bowiem pierwszym w historii premierem kraju. Obecnie jego pomnik stoi dumnie przy Lille Lundegårdsvannet w samym sercu Bergen. Na zdjęciu pomnik premiera pewnego listopadowego wieczoru dwa lata temu. 


4) Herman Friele - założyciel największej w Norwegii firmy produkującej kawę. Firma założona w 1799 roku wciąż istnieje i wciąż jest prowadzona przez członka rodziny Friele. To już siódme pokolenie i obecny właściciel również nazywa się Herman, jak jego przodek. Rodzina jest właścicielem zlokalizowanej w Bergen fabryki Jacobs Douwe Egberts AS i oprócz całej gamy kaw Friele produkuje również m.in. rozpuszczalną Caffe Noir (moja ulubiona!). Co zabawne, zanim zamieszkałam u rodziny goszczącej, trochę obserwowałam okolicę na Google Maps. Szczególnie zainteresował mnie "twór" u ich sąsiadów i postanowiłam o to zapytać moją rodzinę goszczącą zaraz po przyjeździe. Z góry wyglądająca jak lądowisko dla helikopterów ogromna posiadłość okazała się należeć właśnie do norweskiego króla kawy. Tym sposobem przez dwa lata byłam jego sąsiadką. Powiedzcie, że ten dom nie wygląda z góry jak lądowisko:


Swoje ziarna kawy kupuje z 9 różnych krajów, między innymi Kenii i Brazylii. A tu jedna z najbardziej znanych, kawa śniadaniowa:

źródło

5) Erna Solberg - w zestawieniu nie mogło zabraknąć obecnej pani premier Norwegii, dumnie zaznaczającej, że pochodzi z Bergen. Chyba nie ma osoby, która by jej nie znała. Erna to taka "równa babka", a równouprawnienie w Norwegii sprawia, że mieszkańcy nazywają ją po prostu Erna. Nie jest spiętym politykiem patrzącym z góry na innych i często pozwala na różne żarty w swoim kierunku. Jak np. ten zorganizowany przez braci Ylvis, którzy chodzili za nią i śpiewali piosenkę komentując jej zakup kawy i gazety:

Ylvis nazwali ją w tej piosence "matką całej Norwegii". Pani premier była również gościem w ich programie rozrywkowym.

6) Frode Øverli - autor jednych z najbardziej znanych w Norwegii komiksów również pochodzi z Bergen. Na pewno natknęliście się na serię Pondus podczas czytania gazet czy przeglądania internetu. 
źródło
7) Kurt Nilsen - zwycięzca pierwszej serii norweskiego Idola oraz światowego World Idol. Jest znany nie tylko ze swojego muzycznego talentu, ale również ze względu na dosyć specyficzną hyttę na płaskowyżu Hardanger. Ma ona bowiem.. kształt gitary i jest na pewno jedną z bardzo specjalnych hyttek w kraju. Domek nie był jednak zbyt często odwiedzany, więc artysta zdecydował się wystawić ją na sprzedaż. Kolejną ciekawostką są świąteczne, grudniowe koncerty Kurta Nilsena w Grieghallen w Bergen. Bilety są wyprzedane w mgnieniu oka na kilka miesięcy przed koncertem.
źródło
źródło

8) Bracia Ylvis - Bård i Vegard Ylvisåker to osoby których nie trzeba przedstawiać. Swoim hitem "Co mówi lis" zdobyli publiczność na skalę światową. Cały YouTube pęka w szwach od ich skeczy i śmiesznych piosenek. Zamykają ludzi w Ikei, kąpią się w sklepach, trąbią na ludzi, pukają do drzwi obcych ludzi, wiążą węzły i wspierają Unicef. To w ogromnym skrócie. Ylvis również mieszkali niedaleko mojej rodziny goszczącej, więc też byłam ich "prawie" sąsiadką. Warto dodać, że duet Ylvis świetnie dopełnia Calle Hellevang-Larsen, komik i aktor również pochodzący z Bergen. Swoją drogą, uwielbiam jego bergeński dialekt. Trio w najnowszym sezonie swojego programu wynajęło polskich zastępców na czas nieobecności. Tak powstała grupa Ylvek. Poniżej zdjęcie polskiego i norweskiego trio. Od lewej od góry: Calle, Vegard, Bård, Callek, Vegek i Bårdek. 
źródło
9) Kyrre Gørvell Dahl - to imię i nazwisko na pewno nic Wam nie mówią. A co jeśli je skrócę i powiem KYGO ?? Tak! On też jest dumnym bergeńczykiem! Nie wiem, czy to miasto jest tak małe czy tak duże, ale jedno trzeba mu przyznać - ma skłonność do wypuszczania w świat całkiem zdolnych mieszkańców. Dla tych, którym nazwa KYGO też nic nie mówi, filmik:


PS. Kygo zdecydowanie ukradł show z tymi 148 milionami wyświetleń!

10) Alan Walker - najmłodszy z przedstawionych tutaj, urodzony w Wielkiej Brytanii muzyk. Przeprowadził się do Norwegii w wieku 2 lat i tu się wychował w mieszanej norwesko - angielskiej rodzinie w rejonie Fana. Zauważyłam, że to właśnie z tej części miasta pochodzi najwięcej znanych osób. Tym bardziej jestem dumna, że sama również mieszkam na Fanie! Dla tych, którym nazwisko "Alan Walker" wciąż nic nie mówi - jedna z hitowych ostatnio piosenek:



Oczywiście lista jest o wiele dłuższa, ale ograniczyłam się do najbardziej znanych nazwisk. Dajcie znać, czy dowiedzieliście się czegoś nowego! :)
Pozdrawiam, 
Pati

sobota, 2 lipca 2016

232. Rjukan - miasto bez słońca

Czy jest tu ktoś, kto nigdy nie słyszał o Rjukan? Norweskie miasteczko w Tinn Kommune w gminie Telemark, które nie ma słońca. I to nie ze względu na to, że jest daleko na północy, gdzie przez pół roku jest ciemno. Rjukan jest dosyć wyjątkowe bo leży niedaleko góry Gaustatoppen, w dolinie między innymi górami, około 2 godzin jazdy od Oslo. Jest wyjątkowe z dwóch powodów - nie ma tam słońca przez 6 miesięcy, oraz - leży tam dosyć strategiczne miejsce z czasów drugiej wojny światowej. Ale po kolei.

Specyficzne położenie miasta w dolinie sprawia, że słońce znajdując się dosyć nisko na horyzoncie w sezonie zimowym zwyczajnie tam nie dociera. Już pięć lat po założeniu miasta, w 1913 roku zastanawiano się nad tym, w jaki sposób można dać mieszkańcom trochę brakującego słońca. Już wtedy przewijał się pomysł o lustrach odbijających słońce. W 1928 roku, firma Norsk Hydro ufundowała mieszkańcom kolej linową "Krossabanen", która prowadzi na górę Gvepseborg, 886 metrów n.p.m. Miało to na celu zapewnienie mieszkańcom dostatecznej ilości słońca - mogli oni wjechać na górę kiedy tylko chcieli. Krossabanen jest pierwszą północnoeuropejską kolejką linową. Działa po dziś dzień i ma się dobrze. W niedzielę przed powrotem do domu wybraliśmy się z naszym klubem kolejką na obiad na górę, jednak mgła skutecznie uniemożliwiła nam zobaczenie Rjukan, Gaustatoppen oraz Vemork (o którym szerzej napiszę niżej). W 2013 roku, 100 lat po pierwszej koncepcji, w końcu zrealizowano plany i zainstalowano pierwsze w kraju lustro odbijające promienie słoneczne. Tym sposobem, mieszkańcy cieszą się słońcem w centrum miasteczka zimą, oraz słońcem grzejącym z dwóch stron latem. 
To widok, który zobaczyliśmy ze szczytu Gvepseborg:

Centrum widziane z kolejki linowej

Napis witający na szczycie


I główny punkt widokowy pokryty mgłą

Ścieżka prowadząca do lustra (Solspeilet) oraz do centrum miasteczka


Chwilowe przejaśnienie widziane z okna restauracji,
A tak to powinno wyglądać:
źródło
 źródło
źródło
Niestety, niedzielna pogoda sprawiła że nie mogliśmy cieszyć się widokiem. Chociaż obiad w restauracji na górze był obłędny i bardzo polecam to miejsce! 
A lustro odbijające słońce do centrum wygląda tak:

źródło
źródło
Rjukan jest znane nie tylko ze swojego słonecznego problemu. Inną ważną informacją jest to, że odbyła się tu jedna z największych akcji sabotażowych podczas drugiej wojny światowej. Norweskie zakłady Norsk Hydro zlokalizowane w Rjukan (hydroelektrownia Vemork) produkowały tzw. ciężką wodę na skalę przemysłową. Niemcom była ona niezbędna do producji bomby atomowej, dlatego w 1940 roku przejęli fabrykę. Dowództwo alianckie próbowało uniemożliwić Niemcom produkcję ciężkiej wody, dlatego usiłowano przeprowadzić akcje sabotażowe. Dopiero w 1944 roku kiedy cała fabryka została zdemontowana a zapasy wody załadowane na prom SF Hydro płynący do Reszy, aliantom udało się zatopić jednostkę na jeziorze Tinnsjå. Na podstawie tej historii powstał w zeszłym roku norweski serial o nazwie "Bitwa o ciężką wodę" (Kampen om tungvannet). Serial można zobaczyć po polsku TUTAJ.
W drodze powrotnej udało mi się uchwycić fabrykę na zdjęciu z okna samochodu.



Chcielibyście odwiedzić Rjukan? 
Pozdrawiam, Pati

środa, 29 czerwca 2016

231. Tinn kommune

Sobotę spędziliśmy między innymi jedząc niesamowite jedzenie oraz jeżdżąc autami w poszukiwaniu dobrych ujęć. Na początek wrzucam kilka zdjęć widoków po drodze (bez mgły i deszczu!) a poźniej kilka zdjęć aut które były razem z nami na zlocie. Miejsce znajduje się w Tinn Kommune, a głównym miastem jest Rjukan. O samym Rjukan napiszę za kilka dni, bo to niesamowite miejsce jest bardzo ciekawym punktem na mapie Norwegii. 









Gaustatoppen








Jeśli nie wiecie gdzie wybrać się pod namiot, to zdecydowanie polecam Tinn Kommune a szczególnie podnóże Gaustatoppen! Po drodze mijaliśmy mnóstwo biwakujących turystów a mimo to, ich namioty były wciąż maleńkim kolorowym punktem na tle bezkresnej natury. Miejsca starczy dla wszystkich! :) Sami mamy plan wybrać się w te rejony na taką "dziką" przygodę.







Pozdrawiam,
Pati