środa, 20 maja 2015

174. Fałszywi przyjaciele (cz.3)

Martwiłam się, czy słów wystarczy na dwie serie a tu już przychodzę do Was z trzecią! Bądźcie czujni i nie dajcie się złapać na fałszywych przyjaciół z dzisiejszego wpisu! 


  • Aktor - mój Ørjan zawsze patrzył na mnie zaszokowany, kiedy paplałam sobie coś do niego po norwesku opowiadając o jakimś filmie i używałam słowa "aktor". Ja - słysząc to słowo bardzo często - byłam przekonana że znaczy to samo co po polsku. Potem okazało się, że te dwa słowa nie mają ze sobą za dużo wspólnego bo norweski "aktor" to oskarżyciel, odpowiednik polskiego prokuratora. Na zdjęciu po prawej - norweski oskarżyciel Svein Holden, który zajmował się między innymi sprawą Andersa Breivika.


  • Ball - to dosyć oczywiste słówko dla osób znających język angielski. Po polsku - wiadomo - sylwestrowy, studniówkowy a po norwesku po prostu piłka.


  • Bratt - Jest tak, że czasem słyszę ale nie słucham. Tak było z tym słowem. Niby na okrągło gdzieś się przewijało ale nigdy się nad nim głębiej nie zastanawiałam. Chyba nawet używałam go nie znając tłumaczenia na język polski. Podłapałam od host-dzieci i mojego chłopaka, że jak górka, strome schody to "bratt" i już. Bratt oznacza "stromo" i jest używane w wielu sytuacjach , na przykład strome drogi, schody, chodniki, czy wzgórza. W sumie, w Norwegii mało rzeczy jest nie "bratt". 


  • Bud - kojarzy się z polskim domkiem dla psów, a w rzeczywistości oznacza ofertę. Można dać "bud" podczas licytacji domu/mieszkania czy różnych produktów na portalach aukcyjnych - używa się wtedy wyrażenia "å gi bud"


  • Bot - pamiętając, że "o" czytamy jak polskie "u" można nieźle się zdziwić, kiedy usłyszymy że policja dała komuś "bot". Może na boso chodził? To słowo mnie niezmiennie bawi - dla Norwegów "bot" to coś negatywnego a dla mnie to słowo wcale nie jest nacechowane negatywnie - to podobnie jak ze słowem "skurk" z poprzedniej edycji "Fałszywych przyjaciół". Po norwesku oznacza to mandat, ale chyba nie odbiorę tego negatywnie do czasu aż ktoś mi wlepi takie kilka tysięcy/kilkaset koron wsparcia norweskiego systemu policji. 


  • Lam - Wszyscy jesienią i zimą jedzą lam. Myślę sobie, gdzie oni te lamy trzymają? Jak tu wszędzie wokół owce. To właśnie te małe owieczki (jagniątka) nazywają się po norwesku lam. A ja zawsze mam przed oczami taką lamę jak na zdjęciu po lewej, ilekroć ktoś mówi o norweskich owieczkach.


  • Rente - W Polsce kojarzy się raczej "pozytywnie". Szczególnie dla tych, którzy wykorzystują system i biorą pieniądze za symulowanie wszelakich chorób. W Norwegii słowo to ma negatywny wydźwięk bo oznacza "odsetki" - a kto lubi odsetki ? Ja nie bardzo. Więc jeśli musimy zapłacić "rente" to nie oznacza to, że nagle każą nam finansować osoby mające zwolnienie z obowiązku pracy ze względu na stan zdrowia. I dobrze, i źle. Bo jednak zapłacić trzeba.


  • Stol - To mój absolutny ulubieniec ! Nie wiem, dlaczego dopiero w trzeciej edycji "Fałszywych przyjaciół" zwróciłam na to uwagę. Kiedy przyjechałam i słyszałam, żeby przynieść z kuchni "stol" to pierwsze co pomyślałam - jak oni ten stół wyniosą, przecież to jest tylko barowa lada z jedną nogą! Wszystko się wyjaśniło chwilę później - stol to krzesło - jakkolwiek absurdalnie dla nas, Polaków by to nie brzmiało.


Pozdrawiam, Patka! :)

poniedziałek, 18 maja 2015

173. Jak korzystać z podręcznika? (cz.1)

Tytuł pewnie wydał Wam się banalny. Ale to, o czym będę dziś pisać wcale takie nie jest. Tym postem chcę zacząć nowy cykl wskazówek językowych. W ciągu 2 lat nauki norweskiego przekonałam się w zupełności, że z podręczników można korzystać, ale nie można im ufać. A na pewno nie bezgranicznie. Archaizmy, niejasności, brak języka potocznego - to chyba najpoważniejsze z błędów powtarzających się w różnego rodzaju podręcznikach. Dziś o tym języku potocznym trochę. Zarówno mój chłopak, jego rodzina czy moja przyjaciółka wyraźnie zaznaczają - Norweg potrafi poznać obcokrajowca. I to nie przez wygląd, kolor skóry czy akcent. Nie przez to jak mówi, ale CO mówi. 

Macie pod ręką jakiś podręcznik/słowniczek/rózmówki języka norweskiego? Dowolny? Otwórzcie w miejscu, gdzie mamy do czynienia z restauracją, lub z zamawianiem jedzenia. Jaka forma jest tą sztandarową, wymuskaną do granic możliwości, wręcz postawioną na piedestale poprawności? Czy to "Jeg vil gjerne ha..." ? Norweski jest językiem prostym, a przynajmniej bardzo uproszczonym w mowie codziennej. Jeśli ktoś w restauracji używa "Jeg vil gjerne ha en kopp kaffe" to jest to na 99% obcokrajowiec. Norweg ze swoim prostym językiem użyje "En kaffe" albo "Kopp kaffe" ale raczej nigdy przydługiej formy, którą tłuką nam do głowy podręczniki. Mój chłopak często mówi, że formy których używam to bardzo piękny bokmål, którego nie używa (ba, nawet nie zna!) duża część Norwegów i które widuje się tylko w książkach/filmach. Moja przyjaciółka, która jest nauczycielką języka norweskiego mówi, że te formy mogą nam, obcokrajowcom przydać się tylko.. na Bergenstest. Dla mnie to parodia, bo ten test ma pokazać nasze umiejętności komunikacji w społeczeństwie a nie udowodnić, że możemy pisać książki i sztuki teatralne wymuskanym językiem. Podręczniki podają również, że możemy użyć pięknego "Unnskyld, kan du gjenta?", czyli "Przepraszam, możesz powtórzyć?" a Norweg użyje raczej "Hva sa du?" czyli "Co powiedziałeś/aś?".

Mimo tego, co wpaja się nam na kursach, norweski język potoczny jest grą kilku słów. Kiedy przebywa się w tym środowisku, to takie obrazki jak ten poniżej już nie bawią. Tylko budzą zrozumienie.

źródło

Co najważniejsze - krótkie formy rzucane przez mieszkańców tego kraju nie są odbierane jako obraźliwe. Istnieje coś takiego, jak "norsk høflighet" czyli norweska uprzejmość. Wszyscy w tym kraju są równi, do wszystkich mówi się na "Ty". Panią Premier wszyscy nazywają po imieniu i nie jest to odbierane jako obraza a jako komplement. 


A Wy? Jakie macie doświadczenia z takimi przydługimi formami? 

Zapraszam do dyskusji w komentarzach
Pozdrawiam, Pati :)

piątek, 15 maja 2015

172. Vårmønstring i Bergen

Czwartek w Norwegii był dniem wolnym od pracy ze względu na Święto Wniebowstąpienia Pańskiego. Ponieważ mój chłopak jest dumnym kolekcjonerem klasycznych samochodów, nie mogło zabraknąć jego i jednego z jego aut na największej wystawie samochodów w Bergen. Dobrze się to zgrało z wizytą moich rodziców i brata. Całe 5 godzin spędziliśmy wśród ryku silników, w ciepłym norweskim słońcu. Norweskie umiłowanie do klasycznych samochodów jest porażające. Zapraszam na porcję zdjęć. Ich autorem jest mój brat.










Ponad 30-to letni Citroen SM mojego chłopaka

Sprowadzony z gorącej Kalifornii, z automatyczną skrzynią biegów

I 3-litrowym silnikiem Maseratti









Ciekawe zamknięcie maski :)








Ponieważ mój chłopak kolekcjonuje Citroeny, to już jakiś czas temu zapowiedziałam że szukamy takiego, specjalnie dla mnie :D 

















A to my i biała wersja Optimusa Prime (Transformers, yeah!) 



Patrzycie na jedyny egzemplarz na świecie :)


Tak wygląda wewnątrz

A tak z tyłu

I zbliżenie na tylną klapę


Mój brat i jego artystyczne wizje - odbicie w czeskim motocyklu












A jeśli ktoś z Was będzie/mieszka w Oslo w przyszły weekend i chciałby zobaczyć nasze auto na żywo to będzie nas można spotkać w sobotę (23 maja) o godzinie 12.00 na największym w Norwegii zlocie Citroenów w samym centrum stolicy. Więc może - do zobaczenia? :) 
Pozdrawiam,
Patka :)