wtorek, 7 lipca 2020

Fridtjof den frøkne - prezent od cesarza Prus w Vangsnes


Ta statua to prezent, który Wilhelm II z dynastii Hohenzollernów dał w prezencie narodowi norweskiemu. Wilhelm tak bardzo lubił Norwegię, że w większości miejsc możemy spotkać się z historią typu "W tym krześle siedział, w tym łóżku spał". Nawet 25 lipca 1914, kiedy przyszedł do niego telegram o rozpoczęciu pierwszej wojny cesarz siedział sobie spokojnie w fotelu w hotelu Kviknes w Balestrand. Fotel wciąż w hotelu jest, gdyby ktoś chciał posiedzieć w śladach tyłka cesarza.

Ale ja nie o tym. Ja o figurze.
Wbrew pozorom, ten monument to nie autoportret Wilhelma tylko statua Fridtjofa odważnego (Fridtjof den frøkne) z islandzkiej Sagi o Fridtjofie, której akcja działa się własnie w Norwegii w VIII wieku. Wg sagi Fridtjof mieszkał właśnie w Vangsnes, dlatego tam stanęła figura. Cesarz Wilhelm tak bardzo kochał Norwegię i Wikingów, że postanowił sprezentować ten posąg jako wyraz wdzięczności.

Dodatkowo, siedząc w hotelu Kviknes w Balestrand miał piękny widok na Fridtjofa po drugiej stronie fiordu.
A co na to mieszkańcy Vangsnes gdzie nagle, trzy niemieckie okręty wojenne dobiły do brzegu wyrzucając na brzeg 100 żołnierzy w 1913 roku? Żołnierze przywieźli ze sobą Fridtjofa w piętnastu kawałkach i w trzy dni postawili bohatera na nogi. Co zabawne, nikt z mieszkańców nie miał pojęcia kim ten Fridtjof był - nie zapominajmy, że byli to głównie rolnicy, którzy nie czytali raczej islandzkich sag. 😅
31 lipca 1913 roku odbyło się oficjalne odsłonięcie posągu. Na odsłonięcie przypłynęło wiele łodzi i statków, fjord był "zapchany po brzegi" a wśród gości byli m.in. król Norwegii Haakon i pierwszy premier Christian Michelsen.

I tak stoi po dziś dzień. Wysoki na 10.5 metra, na 12 metrowym podeście wznosi się ponad Vangsnes na wysokość 22.5 metrów. Doskonale widać go z promu i z drugiej strony fiordu. Posąg wykonany jest z brązu.

Po pierwszej oraz drugiej wojnie światowej pojawiły się głosy o rozebraniu figury, ale pomysł nie przeszedł i do dziś możemy odwiedzić Fridtjofa i spojrzeć z nim na fjord.

A Ty, widziałeś już Fridtjofa?

Hilsen
Pati

poniedziałek, 22 czerwca 2020

Pieszo na Ulriken - schody Sherpa

W 2019 roku w Bergen została otwarta nowa alternatywna trasa na najwyższy szczyt Bergen - górę Ulriken. Kamienne schody zostały zbudowane przez Szerpów w Nepalu. Na trasie znajdziemy 1500 stopni na odcinku 750 metrów. 
Aby dostać się do schodów należy zacząć wspinaczkę od przedszkola Montana. Stamtąd po gruzie kierujemy się w stronę Steinen gdzie zaczynają się schody.
Cała nowa trasa to około 3 km a wejście zajmuje w okolicach godziny. Zapraszam na zdjęcia. 






Po drodze warto przysiąść na ławeczkach ustawionych wzdłuż trasy i podziwiać widoki. 



W czasie, kiedy wchodziliśmy w górę trasa nie była do końca gotowa i pod koniec ustawione były takie drogowskazy:

Miejsce otwarte jest cały rok a sama trasa nie jest specjalnie trudna. Zimą warto pamiętać o nakładkach z kolcami bo kamienie mogą być śliskie (szczególniem kiedy temperatura sięga zera).



Jeśli chodzi o parking w pobliżu przedszkola Montana, to często jest tam mnóstwo aut (szczególnie na darmowej części) i najbezpieczniej będzie zaparkować przy hostelu Montana (Montana Vandrerhjem) i zapłacić za postój w recepcji. 

Pozdrawiam, Pati 

sobota, 14 marca 2020

Fanafjellet i Linken

Bergen to nie tylko Ulriken, Fløyen, Stolzen i Rundemannen. W mieście i wokół niego jest mnóstwo rożnych tras spacerowych i szlaków prowadzących na szczyty - te mniejsze i te większe. Jeśli szukasz czegoś w okolicach dzielnicy Fana i nie masz super kondycji a chcesz jedynie się poruszać, to Fanafjellet i Linken będą super pomysłem.

Jak dojechać?
Jadąc autem od Bergen: na rondzie obok centrum handlowego Lagunen zjechać na drogę nr 546 i kierować się w stronę kościoła Fana Kirke. Mijając kościoł możecie zatrzymać się też w parku kulturowym znajdującym się po prawej stronie. Jadąc dalej drogą zaczynamy podjazd na Fanafjellet. Po dosłownie kilku stromych i ostrych zakrętach (uważaj na rowerzystów zjeżdżających tam z ogromną prędkością) dojedziesz do płaskiej drogi. Po lewej stronie rozpościera się ogromny darmowy parking (nieutwardzony) a po prawej Vestlandske Setermuseum.


Nie zrażaj się widokiem zamkniętej bramy i furtki. Są one tam ze względu na pasące się owce, możesz wejść na teren Vestlandske setermuseum bez problemu, pamiętaj tylko żeby zamknąć za sobą furtkę.

Co dalej?
Najpierw miniesz kilka napradę starych budynków. To teren muzeum/skansenu więc niektóre z nich są naprawdę wiekowe (najstarsze liczą sobie ponad 200 lat!) Sprowadzone zostały z innych części zachodniego regionu Norwegii.


 Owce na terenie skansenu są bardzo przyjazne i chętnie podchodzą do spacerowiczów. 





Pierwszy punkt widokowy: Ramberget. Możesz wybrać, czy chcesz zatrzymać się tu czy udać się dalej. Polecam to miejsce na nocne spacery w poszukiwaniu zorzy. Jeśli chcesz iść dalej to ruszaj w drogę na szczyt "Linken". Droga do Linken wiedzie po kamieniach, błocie, drewnianych balach i bardzo stromych schodach ale naprawdę warto. Zabierz ze sobą dobre buty! Przez całą drogę towarzyszą nam drogowskazy a co jakiś czas mapki pokazujące trzy trasy (Najdłuższa - fioletowa prowadzi aż do Linken i z powrotem do parkingu ale inną trasą niż ta, którą przyszliśmy). 

Na szczycie czas na kawę. Oczywiście z własnego termosu i we własnym kubku. Uważaj gdzie siadasz bo jest tam dużo mrówek.




Takie kładki spotkasz w wielu miejscach na trasie. 

Można wybrac się tam wiosną, jesienią, zimą i latem. Zdjęcia w tym wpisie pochodzą z różnych pór roku bo często tam z Ørjanem bywamy. Po pierwsze dlatego, że to w naszej dzielnicy a po drugie, bo to przyjemna wycieczka. Wdrapaliśmy się tam też kilka razy w środku nocy z latarkami czołowymi  w polowaniu na zorzę a raz żeby wypić kakao na górze o północy.
Daj znać w komentarzu, czy wpis Ci się przydał!
Hilsen
Pati

środa, 11 marca 2020

PatiNorway czyta: Przewalskis hest

Jeśli przypadła Ci do gustu "Historia pszczół" i "Błękit" Mai Lunde to mam dla Ciebie dobrą nowinę. Pisarka wydała pod koniec 2019 roku nową część serii. Nie została jeszcze przetłumaczona na język polski, ale wydaje mi się, że do lata ukaże się również w polskich księgarniach.
Ja dostałam ją na Święta Bożego Narodzenia i pochłonęłam bardzo szybko. 


Najnowsza książka nazywa się "Przewalskis hest" i znaczy "Koń Przewalskiego". Fabuła, jak można domyślić się po tytule dotyczy tych pięknych, dzikich koni. Tym razem, tak jak w pierwszej książce serii śledzimy przeplatające się trzy historie. Pierwsza ma miejsce pod koniec dziewiętnastego wieku i opowiada o sprowadzeniu koni Przewalskiego do Europy. Druga dzieje się w dzisiejszych czasach i tym razem konie wracają z Europy do swojego miejsca - na stepy Mongolii. 
Trzecia historia to dosyć "niedaleka" przyszłość gdzie widzimy konsekwencje zmian klimatu. Norwegia targana suszami i ekstremalnymi opadami, ludzie wędrujący przez kontynent europejski na północ i kontynuacja historii z książki "Błękit". Tak jak w dwóch poprzednich częściach mamy do czynienia z pięknymi opisami przyrody i życiem zwykłych ludzi. I tym, jak ich decyzje wpływają na przyszłe pokolenia. 


Polecam wszystkim, którzy zakochali się w dwóch poprzednich częściach. I niezmiennie zachęcam do czytania w oryginale. Jeśli czekasz na odpowiedni moment, jeśli uważasz że ta następna literka z cyferką oznaczająca poziom języka umożliwi Ci czytanie to chcę Ci powiedzieć, że taki moment nie istnieje. Żeby zacząć czytać w obcych językach nie musisz mieć niewiadomo ilu poziomów. Po prostu nie zaczynaj od podręcznika do fizyki kwantowej. Zacznij od dziecięcych książek, przerzuć się na opowieści dla młodzieży. Aż w końcu któregoś dnia weźmiesz do ręki książkę Jo Nesbø czy Mai Lunde i zobaczysz, że rozumiesz więcej niż początkowo zakładałeś/aś. Obiecaj mi, że przeczytasz w tym roku coś po norwesku, ok ?

Hilsen,
Pati

wtorek, 24 grudnia 2019

poniedziałek, 23 grudnia 2019

Jarmark Świąteczny w Bergen

Jarmark Świąteczny w Bergen to dosyć świeża tradycja. Pierwszy raz otworzono go przed świętami w 2017 roku. Razem z Ørjanem często żartujemy, że krąży nad nim klątwa. W 2017 roku dzień po otwarciu zapowiadano orkan - policjanci całą noc zabezpieczali teren Jarmarku i pilnowali, żeby namioty nie odleciały w siną dal. W zeszłym roku mniej więcej w połowie grudnia znów przyszedł porywisty wiatr i deszcz, a losy jarmarku wisiały na włosku. Również ten rok był dosyć niefortunny - w połowie grudnia zapowiadano tak silny wiatr, że karuzela na jarmarku musiała zostać zdemontowana a jarmark został zamknięty na ten jeden dzień. Jednak warto go odwiedzić mimo brakującego śniegu (taki mamy klimat!). Wstęp jest darmowy a Jarmark leży w samym sercu Bergen przy ostatnim przystanku kolejki Bybanen. 

Ja wybrałam się tam już na początku adwentu w poniedziałkowy wieczór. Chciałam uniknąć tłumów a i pogoda była łaskawa - czyt. nie padało. 

Zapraszam na zdjęcia!





To wszystko  z czekolady








Pozdrawiam,
Pati