sobota, 14 stycznia 2017

255. Norweska sztuka uliczna (cz. 5)

Dzięki nadgorliwym stróżom temat bergeńskich murali nigdy się nie skończy. Niektóre z malunków nie wytrzymują nawet jednego dnia. Starannie zamalowane białą farbą przez stróżów, którzy kolejny raz zapobiegli 'wandalom'. W ciągu następnej nocy na miejscu poprzedniego malunku pojawia się kolejny i tak sobie trwa ten cykl. O ile graffiti (tagging) z ogromnymi i pękatymi napisami nie robią na mnie takiego wrażenia, o tyle szablony (stenciler) z często ciekawym i ważnym przekazem zdobią Bergen. I są ogromną atrakcją turystyczną! Zapraszam na kolejny spacer ulicami miasta. Tym razem to zbiór obrazów z różnych "polowań" na które bardzo chętnie z Ørjanem wyruszamy. 








W tym miejscu było kiedyś śpiące dziecko, ale zarząd dróg stwierdził, że szpeci miasto i je usunął.




































W końcu udało mi się uchwycić całego trolla!
Pozdrawiam, Pati

wtorek, 3 stycznia 2017

254. NORWESKI Gramatyka z ćwiczeniami - recenzja

Podczas pobytu w Polsce w grudniu, dostałam do recenzji książkę wydawnictwa Edgard. Nie ukrywam - mam do tego wydawnictwa mały sentyment, bo to od ich "Norweski nie gryzie" zaczynałam swoją przygodę z językiem. Pamiętam jak w ukryciu rozwiązywałam ćwiczenia podczas nudnych wykładów na uniwersytecie i nie mogłam się doczekać, kiedy w końcu polecę do Norwegii żeby wykorzystać to, czego się nauczyłam. Również Ørjan ma swoje książki z serii "Polish doesn't bite" a pierwszym słowem jakiego się z nich nauczył było słowo "cmentarz". Ale wróćmy do właściwej pozycji, czyli "NORWESKI. Gramatyka z ćwiczeniami"


Na pierwszy rzut oka książka może wydawać się kolejną nudną pozycją - jedną z wielu pojawiających się na rynku. Nie oszukujmy się - w dobie internetu i wszechobecnych pomocy naukowych trzeba naprawdę się wysilić, żeby stworzyć coś, po co będą sięgały osoby uczące się języka. Porównałam pozycję z tą, z której ja uczyłam się gramatyki - "Norsk gramatikk. Norsk som andre språk". 

Autorem podręcznika jest Michał Jan Filipek. To pierwsze wydanie pod tym tytułem, które ukazało się w 2016 roku. Wcześniej książka znana była pod nazwą "Norweski. Gramatyka. Praktyczne repetytorium z ćwiczeniami." Poziom został określony jako "A1 - B1" czyli od uczniów początkujących do średnio zaawansowanych.

PLUSY
  • Ciekawy układ zagadnień
Książka jest podzielona na 12 rozdziałów z czego każdy jest podzielony na mniejsze zagadnienia. Pozwala to na odnalezienie interesujących nas zagadnień bez konieczności wertowania całej pozycji. Rozdziały są zakończone ćwiczeniami mającymi za zadanie utrwalenie materiału. Jeśli chodzi o mnie, zadań mogłoby być trochę więcej bo czułam niedosyt. Na końcu książki znajdziemy odpowiedzi do zadań oraz tabele gramatyczne, które są doskonałym podsumowaniem.

  • Nacisk na poprawną wymowę
Alfabet i wymawianie głosek zawsze nudziły mnie na śmierć. To był dla mnie najgorszy moment nauki języka, kiedy trzeba było przejść przez tę pierwszą, "nieciekawą" część książki. Pierwszy rozdział podręcznika jest poświęcony poprawnej wymowie. Najbardziej podoba mi się forma tabel. Wszystko zebrane i podzielone przejrzyście, chyba pierwszy raz w życiu przeczytałam tę "nudną" część z takim zainteresowaniem. 

  • Przyimki i wyrażenia przyimkowe
To zmora wszystkich uczących się norweskiego. Na moich kursach językowych nie przykładano do tego zbytniej uwagi. Norweska nauczycielka na jednym z wyższych poziomów sama nie wiedziała jak nam to wytłumaczyć i powiedziała "Tego nauczycie się na wyczucie". Rzeczywiście, można nauczyć się tego posługując się językiem na co dzień, ale lista dostępna w podręczniku jest absolutnie przydatnym narzędziem i wykucie jej nie pójdzie na marne. W porównywanej przeze mnie książce "Norsk gramatikk" zagadnienie zostało potraktowane po macoszemu i zawsze czułam, że to coś czego mogłabym nauczyć się lepiej. Pozycja Edgard na pewno w tym pomoże. 

  • Tabele czasowników
Pamiętam kiedy nauczycielka na pierwszym poziomie na każdych zajęciach robiła kartkówkę  z 10 czasowników, których musieliśmy się nauczyć. Powtarzała, że jeśli nauczymy się tego na początku to później będzie nam o wiele łatwiej. Zauważyłam różnicę już niedługo po tym, kiedy koleżanka będąca dwa poziomy wyżej miała problemy z tym zagadnieniem bo jej nauczycielka na początku kursu nie przykładała do tego tak wielkiej uwagi. Wykucie czasowników i ich odmian może zajmie trochę więcej czasu na początku, ale zapunktuje w dalszej nauce języka. Również w tym wypadku autor zastosował przejrzyste tabele, w których jest miejsce na własne notatki.

MINUSY
  • Akademickie podejście
Nie lubię, kiedy coś jest napisane na około i "trudnym" językiem. Rozumiem, że książka do gramatyki musi tłumaczyć gramatyczne zagadnienia w sposób dosyć dokładny ale odniosłam wrażenie, że również dosyć trudny. Szczególnie, że podręcznik jest kierowany do osób zaczynających naukę języka. Ja się trochę przeraziłam kiedy zobaczyłam podział czasowników na klasy a Ørjan tylko podrapał się po głowie i zapytał "Ale właściwie po co masz wiedzieć do jakiej klasy zaliczają się poszczególne czasowniki?"
  • Układ wizualny
Jestem wzrokowcem, więc tabele bardzo przypadły mi do gustu. Jednak, co jest niestety "kulą u nogi" Edgara - tekst jest dosyć monotonny ze względu na użycie dwóch kolorów - czarnego i niebieskiego. Z jednej strony, daje to możliwość samodzielnego zaznaczenia najważniejszych dla nas zagadnień, z drugiej - odstrasza wzrokowców. W porównywanej przede mnie książce "Norsk gramatikk" tekst jest również czarno-niebieski ale poszczególne rozdziały oznaczono różnymi kolorami a na marginesach umieszczono małe tabelki z przykładami a co ciekawsze zagadnienia pokazano na dosyć zabawnych obrazkach zapadających w pamięć. Tego zdecydowanie zabrakło mi w pozycji wydawnictwa Edgar. 
  • Niedokładna edycja
Znacie to uczucie, kiedy piszecie wiadomość lub email a telefon/komputer usilnie poprawia słowa i dzieli je w niewłaściwych miejscach? Pierwszą rzeczą, która wpadła mi w oko po otworzeniu książki był błąd w zapisie jednego zdania. Po dokładnym obejrzeniu podręcznika okazało się, że błędów było o wiele więcej. Wyglądają tak, jakby rozdzieliła je złośliwa autokorekta i często są w takich miejscach, że mogą zdezorientować kogoś zaczynającego swoją przygodę z językiem. Odniosłam wrażenie, że książka przed wydrukiem była sprawdzona "na kolanie". Ten aspekt nie będzie jednak problemem, bo wydawnictwo pracuje już nad erratą.

Podsumowując, podręcznik jest dobrym rozwiązaniem i przydatnym narzędziem dla osób zaczynających swoją przygodę z językiem. Należy pamiętać, że nie ma materiałów idealnych i warto korzystać z różnych źródeł, a pozycja wydawnictwa Edgard powinna moim zdaniem znaleźć się wśród nich. Podręcznik znajdziesz w księgarniach czy bezpośrednio na stronie wydawnictwa TUTAJ.

Jeśli chcesz poznać inną opinię na temat książki, zajrzyj do Norwegolożki.

Masz jakieś doświadczenia z Wydawnictwem Edgard? Podziel się wrażeniami w komentarzu!

Hilsen
Pati


niedziela, 1 stycznia 2017

253. PatiNorway kontra 2016

Wszyscy wiedzą, że mijający rok 2016 przyniósł wiele dobrego ale również bardzo wiele niedobrego. Dla jednych to był rok sukcesów, inni cieszą się że się kończy. Jeśli chodzi o mnie, to przyniósł mi dużo niespodzianek i raczej nie mam na co narzekać. Poniższe zestawienie jeszcze bardziej uświadomiło mi, że to był fajny czas i cieszę się na to, co przyniesie rok 2017 (a będzie się działo bardzo dużo). Przyznaję - opuściłam się w publikowaniu na blogu, ale obiecuję się poprawić. Mam mnóstwo pomysłów na nowe posty, a dzisiejszy przegląd najczęściej wyszukiwanych haseł dorzucił do listy jeszcze więcej. A teraz zapraszam na krótkie podsumowanie!

Januar 2016

Rok na blogu zaczęłam kolejnym wpisem z serii "Tego nie musisz się uczyć". Popularność tych postów jest ogromna, i wciąż tworzę nowe części więc kontynuacja na pewno będzie pojawiać się na blogu również w 2017 roku. Również wtedy po raz pierwszy jeździłam na nartach (Na dwóch nogach, a nie jak do tej pory - na tyłku).


Februar 2016

Luty zaczął się od wyjazdu do Stavanger, które najpierw bardzo mnie rozczarowało a po kilku godzinach się w nim zakochałam. Pod koniec miesiąca poleciałam na warsztaty Hula-Hoop w Manchesterze. To był weekend pod znakiem endorfin i ogromnych zakwasów ale poznałam tam niesamowitych ludzi. 


Mars 2016

Miesiąc zaczęliśmy od spaceru na zaśnieżone Rundemannen. Nie pytaj mnie, czemu poszłam w adidasach, moja logika czasem mnie samą zaskakuje. W połowie marca na blogu pojawił się wpis o rzeczach które warto wiedzieć poruszając się po Norwegii autem. Ze względu na święta Wielkanocne, miesiąc pod koniec miesiąca udostępniłam post z przydatnymi życzeniami wielkanocnymi, który można wykorzystać również w zbliżającym się 2017 roku. Ostatnie dni marca poświęciłam na wpis poświęcony dialektowi bergeńskiemu
Nad miastem zatańczyła zorza polarna, ja dostałam w końcu moje długo wyczekiwane norweskie prawo jazdy a Wielkanoc spędziliśmy na nartach w hytce, czyli po norwesku.



April 2016

W kwietniu świętowaliśmy z Ørjanem dwa lata związku. Miłość nadal kwitnie i zamierzamy świętować również 3 lata :) Na początku miesiąca zrobiliśmy niespodziankę moim rodzicom i przyjechaliśmy w odwiedziny. W noc przed wylotem na niebie w Bergen zagościła jeszcze większa zorza niż w marcu. Nasionka, które posiałam pod koniec lutego zaczęły kiełkować na dobre. Na blogu bardzo duże zainteresowanie wzbudziły zasady zachowania się w górach i wpis z serii W 80 blogów dookoła świata o stereotypach. Pod koniec miesiąca trochę kontrowersji wprowadził wpis o norweskich maturzystach i ich świętowaniu przed egzaminami.



Mai 2016

Początek maja to 10 przestarzałych ale wciąż używanych słów. To również gościnne zdjęcia z ośrodka narciarskiego Folgefonna podesłane przez Aleksandra. Pod koniec miesiąca waszą uwagę zwrócił post o tym, czego możemy się nauczyć od Norwegów. Maj był początkiem lata w Norwegii. Ciepłe dnie i noce sprawiły, że moje sadzonki na balkonie eksplodowały. 


Juni 2016

Miesiąc zaczął się od wspólnej akcji blogerów językowych i kulturowych, czyli piosenek z okazji dnia dziecka. Czerwiec obfitował w wycieczki dłuższe i dalsze. Na początku wybraliśmy się na platformę widokową w Aurland, jedliśmy kraby a na koniec pojechaliśmy z Ørjanem na zlot Citroena SM u podnóża Gaustatoppen. Najpierw opisałam naszą trasę z Bergen do Tuddal a później dodałam zdjęcia z Tinn Kommune. W pracy zaczął się prawdziwy sezon turystyczny, który trwał do końca września. 



Juli 2016

Lipiec na blogu zaczęłam od zaległego wpisu z wycieczki do Tuddal, o mieście w którym nie ma słońca. Przedstawiłam sylwetki znanych Bergenserów i napisałam o tym, czego słuchała Norwegia tego lata. Miesiąc na blogu zakończyłam wpisem z serii "W 80 blogów dookoła świata" w którym opisywaliśmy porady dla turystów w danym kraju/mieście. Ja przybliżyłam Wam, co robić i czego nie robić w Bergen. W lipcu świętowałam swoje 25 urodziny, które spędziłam w pracy (szef kupił tort mówiąc, że oni lubią jak ktoś ma urodziny bo można kupić tort na rachunek firmy) a następnie na kolacji i koncercie Lionela Richie z przyjaciółmi. W lasach pojawiło się mnóstwo owoców leśnych a pogoda przestała rozpieszczać i lipiec upłynął pod znakiem parasola i regntøy. 

August 2016

W rozpoczęłam na blogu serię "Norweska sztuka uliczna". Posty cieszą się niebywałą popularnością i wcale mnie to nie dziwi. Rozświetlają deszczowe Bergen z ogromnym powodzeniem. Żądni przygód wybraliśmy się też do opuszczonego hotelu. Pierwszego sierpnia świętowałam trzy lata pobytu w Norwegii. Sama nie wiem kiedy to zleciało. Z tej okazji podzieliłam się swoją historią. Chwilę przed tym, jak polecieliśmy na urlop napisałam kilka postów do publikacji podczas mojej nieobecności. Pierwszym z nich był post o 5 przydatnych stronach do nauki norweskiego. W Polsce odwiedziliśmy moich rodziców, Ørjan zobaczył dzika po raz pierwszy w swoim życiu, potem spędziliśmy kilka dni we Wrocławiu (nocowaliśmy w przepięknym Pałacu Aleksandrów - polecam), polecieliśmy na Kretę a później świętowaliśmy Winobranie w Zielonej Górze. 


September 2016

Winobranie trwało do 9 września i wtedy też wracaliśmy do Norwegii, naładowani pozytywną energią do działania. Na blogu w tym czasie pojawiło się 10 nieprzetłumaczalnych słów/wyrażeń czy np. Quizy online. Po powrocie do domu na balkonie przywitały nas gigantyczne (jak na balkonowe warunki) cukinie, pomidory i szpinak. W lasach był prawdziwy wysyp kurek (albo fachowo - pieprzników jadalnych), więc obowiązkowo musieliśmy zrobić zupę. 


Oktober 2016

W październiku nasze życie przewróciło się do góry nogami bo w naszej małej rodzinie pojawił się puchaty Balder. Z tego względu udało mi się opublikować post na blogu tylko jeden raz. Wpis o pięknym bergeńskim parku Nygård przyciągnął uwagę wielu czytelników, nie tylko ze względu na jego złą sławę. Koniec września i początek października były na tyle ciepłe i słoneczne, że dane nam było zobaczyć prawdziwą norweską złotą jesień. 


November 2016

W listopadzie zebrałam się w garść i wróciłam do publikowania na blogu. Zaczęłam od opisania, skąd właściwie wziął się u nas Balder. Wtedy też pojawiła się czwarta już część norweskich murali (szykuję piątą już w najbliższym czasie). Ogromnym zainteresowaniem cieszy się post "W Norwegii, czyli gdzie", który opublikowałam pod koniec listopada. 




Desember 2016
Grudzień był dla mnie szczególnie szczęśliwy bo zwieńczeniem całego roku ciężkiej pracy było podpisanie umowy na stałe i 100% etatu (mimo, że pracowałam na 100% przez cały ubiegły rok, to moja umowa była określona jako "ekstra pomoc"). Stała umowa oznacza, że dostałam również własną stację i jestem przedstawicielem mojej firmy w pobliskim salonie Volkswagena. Postawiłam sobie poprzeczkę jeszcze wyżej i zgłosiłam się do wyborów na osobę odpowiedzialną za BHP (w Norwegii w wielu firmach osoba odpowiedzialna za BHP to po prostu dodatek do etatu a nie osobne stanowisko). Wybory w styczniu, trzymaj kciuki! Byłam też na moim pierwszym w życiu julebord (firmowej Wigilii). Śpiewałam świąteczne piosenki, tańczyłam całą noc a na koniec zdezorientowany Ørjan odebrał mnie oznajmiającą "Musimy zawieźć szefa do domu" podczas gdy szef gramolił się już na tylne siedzenie mówiąc "Dobry wieczór, jestem szefem Pati". Na początku miesiąca polecieliśmy do Polski odwiedzić moich rodziców i zrobić świąteczne zakupy. Wigilię i Nowy rok świętowaliśmy tu, w Norwegii. Najedliśmy się pinnekjøtt i multekrem, spełniliśmy swoje małe marzenia kupując sobie prezenty i zakończyliśmy rok w nadziei na jeszcze lepszy nadchodzący 2017. Ach i opiekujemy się "starszym" bratem naszego kota podczas gdy jego właścicielka poleciała na święta do rodziny. Podwójne, brytyjskie szczęście!


Szczęśliwego Nowego Roku!!!


Hilsen
Pati