wtorek, 31 grudnia 2013

50. Godt Nytt År !

Drodzy Czytelnicy ! 
 Życzę Wam, aby nadchodzący rok był lepszy od mijającego. I pamiętajcie, żeby nie marzyć, tylko ustanawiać sobie cele. W myśl zasady "Cel to marzenie z datą realizacji". Zatem samych celów w życiu i samych słodkości w 2014 roku ! 


Wasza Patka !


poniedziałek, 30 grudnia 2013

49. God Jul !

No dobrze, z życzeniami światecznymi się spóźniłam. Miałam plan napisać do Was chociaż kilka zdań, ale niestety nie dałam rady. Mam nadzieję, że spędziliście je w gronie rodziny. Święta w tym roku były dla mnie wyjatkowe. A to dlatego, że przyleciałam na nie do Polski i dlatego, że spędzaliśmy je w trochę większym gronie niż zwykle. Od kiedy pamiętam, zawsze Wigilię spędzaliśmy z rodzicami, bratem, wujkiem i babcią. W tym roku zaprosiliśmy siódmego gościa, naszego przyjaciela z Indii. H. poznałam poprzez couchsurfing i gościłam w domu w Polsce, w marcu. Od tamtego czasu wciąż byliśmy w kontakcie. Obecnie H. robi studia magisterskie w Niemczech, dlatego razem z rodzicami postanowiliśmy go zaprosić i pokazać mu prawdziwe polskie święta. Spędził z nami 24,25,26 grudnia a rano, 27 grudnia odwiozłam go na dworzec autobusowy. Reszta mojej rodziny przyjęła go bardzo ciepło, pierwszy dzień Świąt spędziliśmy w domu dziadków na dużej rodzinnej imprezie. Było świetnie! Drugiego dnia Świąt wybraliśmy się do kina z dziećmi mojego chrzestnego. A miny innych ludzi, kiedy zobaczyli nas rozmawiających po angielsku - bezcenne ! :) Mimo, że znamy się dopiero od marca to jesteśmy naprawdę bliskimi przyjaciółmi.
A poniżej mały skrót świateczny :)

 Z bratem i H. :)
 Z córką chrzestnego :)
 Polski Justin Bieber, A. i H. :)




 Kiedy H. był u nas w marcu, obiecał mojej małej kuzynce słonia. Jakie było nasze zdziwienie, kiedy W. dostała od niego pod choinkę naszyjnik ze srebrnym słonikiem :)

 Moja mama :)
 Najważniejsi w moim życiu :)


 Szopka pod naszym kościołem :)

 Najlepszy brat na świecie ! :)
 Tu z polskim Justinem Bieberem :D

 Czubki :)


Jako bonus:
Na pewno ktoś z Was oglądał program Mam Talent ok. 2 lata temu. Śpiewała tam dziewczyna, Jessica (http://www.youtube.com/watch?v=subGglFePXs) Otóż mieszka ona w mojej miejscowości i w tym roku, w Wigilię razem ze swoim mężem i jeszcze jednym mężczyzną kolędowali po domach. Pierwszy raz mieliśmy takich kolędników! Pięknie śpiewali i grali na gitarze oraz skrzypcach. Machnęłam do H., żeby zaczął nagrywać, ale udało mu się nagrać tylko końcówkę występu. Jednak ten urywek doskonale oddaje wesołą atmosferę panującą podczas naszej Wigilii :) 


Ten film zawsze będzie mi przywodził na myśl szczęśliwe chwile które spędziłam w trakcie tych świąt w Polsce.
Bożego Błogosławieństwa i Wesołych Świąt !
Wasza Patka :)

sobota, 21 grudnia 2013

48. Święta po norwesku

Cześć ! Dziś chciałam Wam trochę opowiedzieć o tradycjach światecznych w Norwegii. Nie skupię się wyłącznie na samych świętach ale opowiem również trochę o samych przygotowaniach.

1) Szał przedświąteczny rozpoczyna się w Norwegii już po Halloween. Sklepy typu "dekoracje wszelkiego rodzaju" zamieniają się w te z rodzaju "wszystko czym mozesz przyozdobić dom na święta" Również markety szaleją. Na półkach pojawiają się produkty w światecznych opakowaniach. Przykładowo, na mleku jest napisane "God Jul!", na margarynie wygrawerowane świąteczne gwiazdki. O ile to jest całkiem przyjemne, bo dobrze jest iść na zakupy i czuć świąteczny klimat pakując do wózka kolejne produkty przygotowane pod święta to jednak wydaje mi się że "tradycja" zaszła zbyt daleko. A to dlatego, że możemy znaleźć nawet świąteczne.... piwo. Jest to normalne piwo, sprzedawane cały rok, które w okresie przedświątecznym staje się trunkiem wyjątkowym. Zmieniony zostaje wygląd puszki, a piwo nie nazywa się już øl, tylko juleøl :) I od razu czuć ducha świąt. Generalnie, wszystko co do tej pory było normalne zyskuje w tym okresie przedrostek "Jule"

2) W ostatnim tygodniu listopada zaczynają pojawiać się świetlne dekoracje na sklepach, domach i w ogrodach. Przyozdabia się tu nawet słupy wysokiego napięcia, jeśli taki stoi w naszym ogrodzie. Z daleka wyglądają jak ogromne choinki.

3) Wielkie odliczanie to pierwsza niedziela adwentu. Po pierwsze - celebruje się wejście w okres adwentu. Po drugie, bardzo popularne jest tu używanie świec adwentowych. Po trzecie ( co jest zmorą ), dzieci dostają kalendarze adwentowe w których codziennie rano otwierają jedno okienko. Moje dzieci mają wersję "Lego Starwars" i "Lego Friends" - co rano wyciągają jakiś przedmiot/człowieczka który składaja się na całość konstrukcji. Najgorsze jest to, że dzieci wstają juz około 5.30-6, żeby te kalendarze otworzyć. Odgłosy biegania o tej porze sprawiają, że przeklinam na adwentowe kalendarze. A nie powinnam, bo przecież to nieładnie. Również w trakcie adwentu rozpoczyna się wielkie przystrajanie domów. Na zewnątrz i wewnątrz. Wszystkim co jest świąteczne. I nie ma znaczenia, że na kilku metrach kwadratowych jest 7 julenissenów i każdy z "innej parafii" (Klaudia i Michał, wasza klatka schodowa mnie zainspirowała :P !). Wszędzie jest przepych i to się Norwegom podoba. 

4) Najbardziej śmieszy mnie fakt, że mamy świetnie przystrojony dom, ogromną choinkę i lampki na werandzie - moglabym powiedzieć, że świąteczny dom marzeń.. ale.. W niedzielę lecę do Polski na święta z rodziną a hości wyjeżdżają na święta do domku w górach. I ten pięknie przystrojony dom zostanie pusty. Nie jest to wyjątek bo w Norwegii duże miasta podczas świąt stają się praktycznie wymarłe. A to dlatego, że emigranci wyjeżdżają do swoich krajów na święta, a sami Norwegowie uciekają do swoich górskich domków. Dalej nie rozgryzłam, dlaczego więc jest taki szał na strojenie domów wewnątrz skoro zostanie on na ten czas pusty.

5) Czymś co będzie mi się zawsze kojarzyć ze świętami w Norwegii jest chleb z rodzynkami (Julevørtebrød). Jest bardzo smaczny i sprzedawany tylko w okresie przedświątecznym. I co najważniejsze - nie zawiera żadnych E-substancji. Jest świeży i naturalny. Nie ładuje się w niego konserwantów dlatego, że bardzo szybko znika z półek sklepowych i jest produktem sezonowym. Mniam ! 

6) Szał na pierniki. A w zasadzie nie na pierniki tylko "Peperkaker" - pieprzne ciastka. Bardzo dobre, ale to produkt który się kupuje a nie robi samemu. Robienie domków piernikowych - gorący roztopiony cukier, który kiedy kapnie na skórę to zastyga jak plastik i odchodzi zostawiając głęboką poparzoną ranę (true story) który służy za "klej", czekoladowe dropsy służące za ozdobę i biały lukier zrobiony z cukru pudu i białka jajka. I oczywiście ściany domku, które kupuje się gotowe w sklepie. Trochę pracy przy tym jest, ale miło spędza się czas z dziećmi :) Niestety, zdjęcie naszego domku utknęło na telefonie który ma ostatnio problemy z podłączaniem się do komputera.

7) Co Norwegowie jedzą na święta? To zależy od rodziny, ale przodują żeberka w kapuście, ryż na mleku z migdałem w środku i wszelkiego rodzaju ciastka których je się podczas świąt mnóstwo! :) Poza tym różnego rodzaju mięsa oznaczone w sklepach przedrostkiem "Jule" :) A do picia koniecznie.. Julebrus (czerwona oranżada, która jest w Norwegii specjalna, bo świąteczna)

Miałam plan zrobić zdjęcia naszej choince i ozdobom w domu, ale nie wyszło. Może uda mi się to zrobić jutro ale nie obiecuję. Ponieważ czeka mnie ostatnie kilka godzin pracy, potem wielkie pakowanie walizek i szybko do łóżka, bo w niedzielę o 5 rano będzie czekała na mnie taksówka. Swoją drogą - 250 koron za 4,5 km to rozbój w biały dzień nawet jak na Norwegię. :)

Pozdrawiam Was gorąco z Bergen w którym było dziś na tyle ciepło, że byłam w mieście w samym swetrze ( i wróciłam do domu o 22, nie zamarzając :D)
Patka

niedziela, 15 grudnia 2013

47. Pepperkakeby

Witajcie! Dziś zabiorę Was do największego na świecie miasteczka z piernika. Magiczne miejsce, które dowodzi że dziecięca wyobraźnia nie ma granic. Że najpiękniejsze rzeczy, to te najdrobniejsze, z pozoru nieważne. Miejsce, w którym unosi się słodki zapach korzennych przypraw, słychać rytmiczne postukiwanie kolejki, dzwony bijące w ogromnych kościołach złożonych przy pomocy masy cukrowej i lukru. Miejsce, z którego nie chce się wychodzić, gdzie czas na chwilę się zatrzymuje i można poczuć magię ciepłych, rodzinnych świąt...


























 A to M., który był moim towarzyszem podróży ! :)










































Jak zauważyliście wyżej, nie byłam w tym miasteczku sama, tylko z M. (którego poznałam dawno temu na curlingu). Wrzucę trochę zdjęć "turystycznych" które robił mi M., jak tylko je dostanę :) A poniżej dowód, że w Bergen jest ciepło. Kwitnący (15 grudnia) krzak róży :)  A na końcu zdjęcie napoju, który zamówiłam w azjatyckiej restauracji, gdzie jedliśmy obiad. Pyyyyyszna mrożona herbata z mlekiem kokosowym i śmietanką :) 




Przesyłam Wam gorące uściski !
Pati :)