sobota, 31 sierpnia 2013

16. Podsumowanie sierpnia

Dziś nadszedł czas na podsumowanie mijającego miesiąca.
Czego się dowiedziałam/nauczyłam? O czym się przekonałam?
1. Że nie warto rezygnować ze swoich marzeń, bo nikt tego nie doceni. I że wobec wszystkich, bez wyjątku musi obowiązywać zasada ograniczonego zaufania. Wtedy zderzenie z rzeczywistością nie będzie tak bolesne, jak obecnie.
2. Że jeżdżenie po norweskich drogach to luksus. Mimo, że chwilami centymetry dzielą nas od mijającego samochodu to i tak ogromny plus należy się za kulturę jazdy.
3. Że mały Norweg to dobro narodowe.
4. Że mały Norweg może wszystko.
5. Że grając z małym Norwegiem w jakąkolwiek grę rywalizacyjną nie wolno wygrać. Wolno zremisować, lub dać jemu wygrać. Ale broń Boże okazać się od niego lepszym. W imię tej powszechnej tu równości społecznej.
6. Że norweskie dzieci to chyba najbardziej rozpuszczone dzieci świata - na szczęście te, którymi się opiekuję są rozpuszczone mniej więcej tak, jak polskie - więc nie ma tragedii.
7. Że wrzątek na herbatę bierze się z kranu.
8. Że istnieją podgrzewane uchwyty na ręczniki do łazienek.
9. Że narodowe potrawy biorą się ze sklepu
10. Że kilo piersi z kurczaka może na prawdę kosztować 60-70 zł.
11. Że kiedy pogoda jest taka, że my ubralibyśmy się w kurtkę i jeszcze narzekali "Pogoda jak w kieleckim" to Norweg oprócz t-shirtu bierze ze sobą "na wszelki wypadek" cieńszą bluzę.
12. Że nie funkcjonują tu teksty typowe dla zatroskanych w Polsce rodziców - "Nie pij zimnego bo Cię gardło będzie bolało", "Nie pij wody z kranu", "Nie pij gazowanego bo Cię gardło będzie bolało", "Nie chodź na boso bo się przeziębisz" - ( mamo, tato pozdrawiam Was :*)
13. Że au-pair w Bergen chyba nie istnieją - nie znalazłam ani jednej, na stronach moich agencji -  ani polskiej, ani norweskiej - a rozglądam się od 30 dni, w grupach na facebooku, na couchsurfingu - nic a nic.
14. Że na ból głowy jest najlepsza woda z kranu.
15. Że mimo, że wszędzie wokół rośnie mnóstwo malin, jagód i borówki brusznicy to się ich nie zbiera, tylko kupuje w sklepie.

A poniżej mały miks zdjęć nie pokazywanych tu w ciągu ostatniego miesiąca.
Są na nich kolejno: norweskie bułeczki cynamonowe, uczę się norweskiego, tabliczki z nazwami ulic, czytanie książki na tarasie, mim na rynku w Bergen, gałązka na tle różowego nieba, przystanek ByBanen, piękne niebo, biblioteka w Nesttun, mój ulubiony sweter i ja, przystań dla łodzi, borówka brusznica, następna borówka brusznica, łódki przy porcie, niebo wieczorem, piękny widok z tarasu, Volvo 7900 na tle Morza Północnego, kwiaty w Milde Botanisk Hage, strumyk w lesie na górze Fløyen, przygotowania do obiadu

Pozdrawiam i dziękuję za 1300 wyświetleń bloga od czasu jego powstania,
Pati

czwartek, 29 sierpnia 2013

15. Gotujemy po norwesku - Komle

Dziś przyszedł czas na przedstawienie dania narodowego, gotowanego w całej Norwegii, nazywanego w każdym regionie inaczej. W regionie, w którym mieszkam ja, nazywa się to danie Komle, Kumle lub Raspeballer. Oczywiście - jak już zdążyliście zauważyć, wszystko kupuje się gotowe w sklepie. Tak też jest tym razem. Same komle, to zbite okrągłe pyzy, które w smaku i konsystencji przypominają nasze szare kluski poznańskie - tzw. kluski ćpane. Komle gotuje się z grubą kiełbasą - Vossakorv. Ja gotowałam je z jeszcze jednym rodzajem kiełbasek, które są bez skóry i są odpowiedniejsze dla dzieci. 

Do tego je się również puree z brukwi. Co ciekawe, brukiew jest tu używana bardzo powszechnie, wszędzie można ją dostać - natomiast w Polsce jest kojarzona głównie jako jedzenie którym karmi się bydło. "Warzywo to pochodzi najprawdopodobniej z krajów skandynawskich, o czym świadczy jego angielska nazwa swede, czyli Szwed. Ze względu na wysoką zawartość witaminy C, w krajach skandynawskich zyskała przydomek 'pomarańczy północy'." (za: M. Romanowska, M. Kallin "Skandynawia jest piękna!" wyd. Pascal). Puree z brukwi to najprostsza i najlepsza rzecz alternatywna do ziemniaków jaką w życiu jadłam. W osolonej wodzie gotuje się cząstki brukwi, 1-2 ziemniaki i pokrojone na kawałki 2-3  marchewki. Następnie miksuje się na gładką papkę blenderem, bądź tłucze, dodaje się 2 łyżki masła, trochę mleka, trochę mąki, sól i pieprz do smaku a następnie podgrzewa. Gdyby w Polsce brukiew była tak szeroko dostępna na pewno zamieniłabym ziemniaki do obiadu na to właśnie warzywo. 

Całe danie polewa się sosem - którym w tym wypadku jest roztopione ok. 100-150 gram margaryny z pokrojonym w kosteczkę boczkiem. Mimo, że to chyba najtłustsze danie Norwegii to i tak jest bardzo dobre, szybko się je robi i  można spokojnie zrobić je również w Polsce, z polskich produktów. I na pewno wolę to, niż pieczoną głowę owcy i wyjadanie z niej mięśni z oczodołów! (co podobno też jest popularnym daniem w Zachodniej Norwegii). Pozdrawiam i zostawiam Was ze zdjęciami.




Pati

środa, 28 sierpnia 2013

14. Refleksja

Cześć ! Po zastanowieniu się w ciągu ostatnich dni podjęłam decyzję o powrocie do bloga. Patrząc na to z perspektywy czasu, blog był jedynym miejscem w którym mogłam łączyć wszystko to, co kocham - gotowanie, fotografię, pisanie i temat Norwegii. Na blogu nie spotykałam się z niezrozumieniem i barierą, która spotykała mnie w życiu codziennym. Dlatego zdecydowałam, że nie warto tracić kolejnego powodu do bycia szczęśliwą. Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za miłe komentarze i maile oraz proszę o cierpliwość. Nowy post kontynuujący au-pairskie zmagania z rzeczywistością pojawi się już jutro. 


Pati

niedziela, 25 sierpnia 2013

13. Hjellestad og Milde

W ostatnich dniach w Norwegii jest naprawdę gorąco. Na tyle, że wczoraj wzięłam rower i pojechałam do sąsiedniej miejscowości. Hostka radziła, żebym pojechała na skrzyżowaniu w lewo, a potem od razu za skrzyżowaniem też w lewo. Zdziwiłam się, że to drugie "w lewo" było tak daleko za pierwszym "w lewo". Dopiero w domu dowiedziałam się, że zabłądziłam i droga którą jechałam nie była celem mojej podróży. Tym sposobem odwiedziłam Ogród Botaniczny Milde i siedziałam nad brzegiem Morza Północnego mocząc nogi i czytając książkę. Dziś, ze względu na to że pogoda znowu rozpieszcza pojechałam tam, gdzie miałam pojechać wczoraj. Jednak, nachylenie drogi to spokojnie ok. 45 stopni - wczorajszy wysiłek dał o sobie znać i nie podołałam. Udało mi się zrobić kilka zdjęć po drodze i na pewno podejdę do tej góry jeszcze raz - tym razem mam nadzieję, że dam radę. Poniżej zdjęcia z wczoraj i kilka z dziś. Wczoraj w długich spodniach się gotowałam, dlatego dziś obowiązkowo postawiłam na szorty. Zdjęcia mnie oczywiście z pomocą samowyzwalacza.










































Pozdrawiam, Pati

piątek, 23 sierpnia 2013

12. Ładne lato tej jesieni

Podobno koniec sierpnia w Norwegii to już praktycznie jesień. Podobno deszcz w Bergen to coś, co jest codziennością. Od kiedy przyjechałam było kilka dni z nieciekawą pogodą. Po pierwsze, pogoda zmienia się tu kilka razy dziennie. Może świecić piękne słońce, po czym w 15 minut zrywa się wiatr i zaczyna padać deszcz. Spowodowane jest to tym, że całe ciepłe powietrze, które idzie z lądu w stronę Morza Norweskiego jest zatrzymywane przez góry - i niestety tu się skrapla czego wynikiem 250 dni w roku w Bergen pada deszcz. Po kilku dniach deszczu i wszechobecnej "szaroburości" wczorajszy dzień był pocztówką z wakacji. Tak, jakby lato tu jeszcze trwało. Czyste, błękitne niebo, doskonała przejrzystość powietrza, i prażące słońce. I absolutnie nie było duszno ze względu na lekki i chłodny północny wietrzyk.

Wczorajszy dzień był dla mnie leniwym dniem. Ponieważ moje obowiązki zaczynały się od godz. 15, kiedy miałam nakarmić najstarszą dziewczynkę i zawieźć ją na lekcje pływania, to do tej godziny, od samego rana leżałam na tarasie, czytając książkę, oglądając Being Human US, rozwiązując krzyżówki, słuchając muzyki - po prostu się relaksując. Dziś, wg prognozy "Bergens Tidende" pogoda miała być jeszcze lepsza. Jednak, jak to z prognozami bywa - nie zawsze się sprawdzają. Dzis jest tylko duszno, niebo jest białe od chmur a w powietrzu wisi popołudniowa ulewa. Poniżej kilka zdjęć iście pogodowych (poza zdjęciem bukietu kwiatów w salonie - po prostu lubię słoneczniki)





 Poniżej ciekawe zjawisko ze środowej nocy - ciemniejsze pasmo chmur nad górami przykryło księżyc tworząc ciekawy spektakl światła. Dodatkowo, lekko ponad górami widać jasną poświatę - światła Hjellestad'u.

 A tu wczorajszy piękny dzień:

Pozdrawiam, Pati