środa, 21 sierpnia 2013

11. Tomatsuppe - czyli pomidorówka po norwesku

Przedwczoraj wieczorem, hostka zapytała czy mam ochotę na zupę pomidorową. Kurcze, pomidorówka? Jasne ! Tęsknię za jedzeniem, które mogłam jeść w Polsce. Chcąc poczuć chociaż namiastkę naszej polskiej kuchni zgodziłam się bez wahania - mimo, że byłam średnio głodna. I o ile nie zdziwiło mnie, że "zrobienie" pomidorówki polegało na wsypaniu zawartości torebki do garnka, zalaniu wodą i zagotowaniu, to zdziwiły mnie następne dodawane składniki. Dobrze, do garnka trafiły 2 garstki makaronu. Ale dalej - pokrojona w grubsze plasterki parówka. Pomyślałam, no ok, gotujemy pomidorówkę "na mięsie". Do tego trochę śmietany, żeby zagęścić. Myślałam, że już gotowe, ze już będziemy jeść. Owszem, wszystko zostało rozlane do miseczek i ustawione na stole. Siedziałam szczęśliwa z łyżką, czekając aż zacznę jeść. W tym momencie na stole pojawiły się ugotowane na twardo i obrane jajka. I masło. I wyjęte z pieca gorące, chrupiące bułeczki. Pomyślałam - ok, dzieci będą jadły bułki z jajkiem. Ale nadal zerkałam, co robią wszyscy przy stole. I tak, po jednym jajku trafiło do miseczek z zupą - w tym do mojego ( tak jak w Polsce dodaje się jajko do żurku). Bułeczki zostały przekrojone, posmarowane masłem i każdy mógł się częstować. Pomyślałam: "Mam jeść pomidorówkę z parówką, gotowanym jajkiem i zagryzać gorącymi bułeczkami z masłem? Przecież to nie tak, tak się nie robi. Ach, raz się żyje." I okazało się to bardzo dobrym wyborem - nie spodziewałam się, że będzie to tak smakowało. Oczywiście nie odmówiłam dokładki, bo szkoda by było przegapić coś tak ciekawego. Niby nic, a jednak bardzo bardzo mi smakowało. I na pewno spróbuję zrobić to w Polsce!
Bułki do wypieku:
 Zupa pomidorowa:

Pozdrawiam, Pati

2 komentarze:

  1. Hejka! Właśnie dodałam Twój blog do listy blogów au pair :) W sumie to fajnie jest mieć kogoś z innego kraju niż USA i Anglia! Życzę powodzenia! xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz fajnie bo z hostami uczysz się norweskich zwyczajów, ja uczyłam się wszystkiego sama. Raz spróbowaliśmy zupy rybnej - fiskesuppe. I po tym eksperymencie powiedziałam: "Nigdy więcej!" ;-) niedobra, koszmarna wręcz. Ale to pewnie dlatego że nie umiem jej robić ;-)
    pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń

Cześć ! Dziękuję za komentarz i zapraszam do dyskusji. Pamiętaj, że komentarze złośliwe lub wulgarne będą usuwane. Mój blog nie jest też słupem ogłoszeniowym, będę wdzięczna jeśli to uszanujesz. Pozdrawiam, Pati :)