sobota, 3 sierpnia 2013

4. Hei Norge!


Niewątpliwie pierwszy lot samolotem był trochę pechowy - wylot miał być o 11.40, przy czym o 11.35 stałam za długą kolejką ludzi oczekujących na wyjście do samolotu. Chwilę później przyszło to magiczne słowo "delayed" - lot był opóźniony i dalsze informacje miały być podane za 30 minut. Po 30 minutach po raz kolejny była informacja o opóźnionym locie, oraz o tym, ze następne informacje będą podane za 30 minut. Po tych 30 minutach - jakże inaczej, trzeba było czekać kolejne 30 minut.. Wyleciałam o godzinie 13.30 - podczas gdy o tej godzinie miałam być już w Norwegii. 

O 15.30 zaczęliśmy się zniżać i ukazały mi się fiordy - Bergen przywitało mnie piękną pogodą. Host mama z poprzednią au-pair czekały już na mnie na lotnisku. Ponieważ mieszkamy jakieś 10 minut od lotniska podróż do domu nie zajęła wiele czasu. Dzieci okazały się bardzo przyjazne i wyrozumiale dla moich umiejętności językowych - jednak próbuję mówić do nich po norwesku. Kiedy mówię coś niepoprawnie, pomagają mi i poprawiają wymowę. 

W czwartek na obiad zjadłam przepysznego łososia, a już w piątek rano, jedząc śniadanie zakochałam się w brązowym serze (Fløtemysost) z dżemem malinowym. Wieczorem na kolana powaliło mnie meksykańskie jedzenie (Enchiladas), natomiast dziś rano kanapki z pastą bekonową (Bacon Ost), kanapki z pastą z buraczków - tak, tu buraczki je się na chlebie, a nie jak w Polsce - do obiadu ;) oraz kanapki z pastą o smaku kurczaka curry. Tradycyjnie, w tym domu do wszystkiego pije się wodę z kranu z lodem - o każdej porze roku bardzo dużo wody z lodem. Oczywiście, jak wśród większości Norwegów pije się dużo Pepsi Max i słodkich napojów gazowanych, jednak tylko do takiego jedzenia jak Enchiladas, czy pizza. 

Wczoraj obudziło mnie piękne słońce, latające samoloty i... mewy, ponieważ dom jest położony nad samym morzem. Chwilę później niebo pociemniało i rozpętała się burza - akurat wtedy jechałam załatwić dokumenty związane z zezwoleniem na pobyt. Ok. 11 wróciłyśmy z poprzednią au-pair do domu, chwilę zostałyśmy, a gdy pogoda zrobiła się ładna, ok. 12 pojechałyśmy na zakupy. Wtedy pierwszy raz prowadziłam auto w Norwegii. Przepisy są trochę inne niż w Polsce, chwilami kompletnie odmienne - mimo to kultura jazdy bardzo mnie zaskoczyła. Rzeczą, która mnie przeraziła są drogi - kręte i wąskie, szczególnie tu, blisko domu - mijanie się z autobusem albo ciężarówką jest dosłownie "na lusterka" :) Do wieczora pogoda została piękna. W nocy po raz kolejny była burza i ulewa, rano piękne słońce, a koło 9.00 znowu ulewa - jak oberwanie chmury - i burza. Ponieważ host rodzice musieli dziś załatwić sprawy w mieście postanowili, że zawiozą mnie i dzieci do sali zabaw - chociaż kiedy tam pojechałam to był dla mnie hangar zabaw, bo nigdy nie widziałam tylu różnych sprzętów na tak ogromnym terenie. Stresowałam się ogromnie, żeby przypadkiem nie zgubić któregoś z dzieci, łamanym norweskim rozmawiałam z nimi i na szczęście udało mi się przeżyć prawie 4 godziny samemu z dziećmi bez żadnych problemów! Kiedy przyjechali po nas host rodzice pogoda była juz ładna, dojechałam do domu, usiadłam przy komputerze żeby napisać ten post i w trakcie tego deszcz padał już 2 razy, a teraz znów jest piękne słońce. Powoli przyzwyczajam się do życia tutaj, chociaż i tak bardzo tęsknię za rodzicami i dlatego w wolnych chwilach staram się rozmawiać z nimi na Skypie.
A poniżej kilka zdjęć, które udało mi się zrobić od czwartku. Miłego oglądania !

 Widok z ogródka - Morze Norweskie

 Widok z mojego pokoju

 Trochę ornitologii :)



 Większość (jeśli nie wszystkie) jagód pochodzi z Polski :)

Okno w moim pokoju - widok na góry i morze :)

1 komentarz:

Cześć ! Dziękuję za komentarz i zapraszam do dyskusji. Pamiętaj, że komentarze złośliwe lub wulgarne będą usuwane. Mój blog nie jest też słupem ogłoszeniowym, będę wdzięczna jeśli to uszanujesz. Pozdrawiam, Pati :)