czwartek, 31 października 2013

36. Miks października

Trzy miesiące minęły błyskawicznie. I wszystko układa się w jak najlepszym porządku ! :) Dziś mój telefon odmówił posłuszeństwa, więc trochę zdjęć nie udało mi się odzyskać -  jak tylko je dostanę, to wrzucę przy okazji. A poniżej zdjęcia z października nie publikowane wcześniej :)
Host dziecko, sprawdzające czy woda w morzu jest już zimna (rzekomo była ciepła)
 Piękne, słoneczne Bergen :)




 Ciasto zrobione przez hostów - Booooomba !
 Sniadanie, które zrobiła mi koleżanka z kursu norweskiego :) K.,buziaczek dla Ciebie :*
 Mistrzowskie tiramisu zrobione na deser przez K. :)
 Kawa do tiramisu, również zrobiona przez K. :)
 Ja i K. :*
 Kot siedzący pod moim oknem i gapiący się na mnie :)

 Zabawy pewnej księżycowej nocy :)

 Wschód słońca :)
 I dzisiejszy halloweenowy makijaż - o Halloween w Norwegii postaram się napisać jutro :)

Pozdrawiam z Bergen, w którym szaleje właśnie burza - Pati ! :)

niedziela, 27 października 2013

35. Fantoft og Arboretet Milde


Hej ! 
Po pierwsze, chciałam podziękować osobom, które wysłały kartkę urodzinową dla Oliwii ! Życzenia dla niej przyszły z różnych zakątków świata, co więcej - dziewczynka dostała nawet kartkę z błogosławieństwem od papieża Franciszka ! :) http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=%2F20131027%2FPOWIAT16%2F131029485 



A teraz trochę o dniu dzisiejszym. Moim planem był brak jakichkolwiek planów. Jedyne co miałam dziś zrobić, to jechać do kościoła jak co tydzień. ( W Bergen odprawiane są polskie msze w każdą niedzielę, dwa razy dziennie) Była 10.00, ja smacznie sobie spałam bez wyrzutów sumienia, kiedy obudził mnie dźwięk sms. B. napisał z pytaniem "Jaka pogoda za oknem?", zaspana wyjrzałam i zobaczyłam błękitne niebo i promienie słońca. Odpisałam "Piękna!". Wtedy B. napisał, że nie warto tego marnować i trzeba gdzieś pojechać. Chwilę podykutowaliśmy nad miejscem i stwierdziliśmy, że za godzinę, o 12.00 B. przyjedzie po mnie. W tym czasie wzięłam prysznic, ogarnęłam się, zjadłam z hostami i dziećmi śniadanie i punkt dwunasta byłam gotowa. Pojechaliśmy do Arboretet Milde, niedaleko mojego domu bo B. nigdy tam nie był. Później wybraliśmy się w stronę centrum Bergen, żeby zobaczyć Kościół klepkowy w Fantoft. 


"Ten niewielki, drewniany kościółek to rekonstrukcja. Ma charakterystyczny dla tego typu kościołów dach w stylu pagody, pokryty 20 tys. drewnianych dachówek i sciany szczytowe zwieńczone głowami smoków. Do kościoła prowadzą trzy pary drzwi - dla księdza, dla mężczyzn i dla kobiet. Trędowaci, którzy nie mieli wstępu do świątyni, mogli uczestniczyć w nabożeństwie z galerii dzięki małemu okienku blisko ołtarza. (...) podziwiamy pracę cieli, którzy bez jednego gwoździa zdołali dopasować do siebie wszystkie elementy według starych planów." za: Francine Colleau-Glinert, "Norwegia", wyd. Copernicus, Warszawa 2008


Kościół znajduje się 7 km od ścisłego centrum Bergen. Niestety, zwiedzać wewnątrz można od połowy maja do połowy września, więc tylko spacerowaliśmy wokół. Z bliska to maleńka powierzchniowo ale bardzo wysoka budowla. Ciężko uchwycić ją z tej odległości, ale można wspiąć się po skałach na coś w rodzaju tarasu widokowego. Wtedy robi wrażenie.

 Tam się patrz ! :D






 Taki tam, blok w Bergen :)





















Pozdrawiam, Pati :)

sobota, 26 października 2013

34. Couchsurfing thing

Plany na wczorajszy wieczór miałam dwa. Jeden - miałam spotkać się z innymi au-pairkami na mieście lub miałam spotkać się z couchsurferem. Zrezygnowałam ze spotkania z dziewczynami, bo było zbyt późno i po niecałej godzinie musiałabym uciekać na ostatni autobus do domu. Zatem umówiłam się z couchsurferem żeby pojechać do największego centrum handlowego w Bergen - Åsane. Umówiliśmy się na dworcu autobusowym o 19, skąd miał mnie zgarnąć. Kiedy już czekałam, nagle zadzwonił do mnie, że już czeka i mnie nie widzi. Na przystanku obok mnie była tylko matka z dzieckiem i młoda dziewczyna. A po chwili okazało się, że ja czekałam na autobusowym, a on na kolejowym. Po chwili się odnaleźliśmy. N. pochodzi z Syrii, od roku mieszka w Norwegii i jest w połowie Grekiem. Mieszkał w kilku europejskich państwach, jednak ostatecznie postanowił zostać w Norwegii i otworzyl własną firmę. Centrum handlowe okazało się niezbyt ciekawe, dlatego postanowiliśmy wrócić na starówkę Bergen żeby coś zjeść. N. zaproponował tradycyjną turecką restaurację. Nie pamiętam nazw rzeczy które jadlam, wiem że był to kurczak, jagnięcina i wołowina z grillowanymi warzywami, grecka sałatka z trzema rodzajami sosów i tradycyjny i świeżo pieczony chlebek turecki (ale N. powiedział że w Syrii również go jedzą). Kiedy zobaczyłam ile rzeczy zaczynają przynosić kelnerzy pomyślałam, że ktoś pomylił nas z 7-osobową rodziną bo tyle tego było. Wszystko idealnie dopasowane w smaku - żyć nie umierać. Po jedzeniu wybraliśmy się na spacer po Bergen, w trakcie przechadzki kupiliśmy herbatę na wynos i chłonęliśmy światła i dźwięki miasta. Mimo, że było grubo po 22 to uliczne koncerty nie cichły. Z jednej strony panowie grali meksykańskie melodie, z drugiej pan na gitarze, jeszcze dalej grupa młodych ludzi grająca na bębnach - miasto żyło. N. zaproponował że odwiezie mnie do domu, więc byłam u siebie przed północą. Dziś rano zdzwoniliśmy się, że pogoda nie jest taka zła i moglibyśmy wybrać się na szczyt góry Fløien. Deszcz przeplatał się z lekką mżawką, a kiedy dotarliśmy na szczyt, okazało się że znajdujemy się w chmurach. Nie było szans zobaczyć miasta. Mimo to kupiliśmy kawę na wynos i zaczęliśmy obchodzić zakątki na górze. Jest tam piękne jezioro, mnóstwo tabliczek ze śmiesznymi informacjami ( jak np. "If something is going no right, you should go left."). W tym momencie zaczął wiać lekki wiatr i naszym oczom ukazało się Bergen w całej okazałości. Chmury w kilka minut się rozwiały i mogliśmy podziwiać widok. Mimo deszczu dzień świetnie się udał. Po zejściu na dół pojechaliśmy na pizzę, a później o 18 N. odstawił mnie na przystanek autobusowy do domu. Couchsurfing po raz kolejny okazał się niezawodny - ludzie, których można tam spotkać są naprawdę niesamowici! :) A poniżej zdjęcia z dziś :)







 Znak zabraniający dokarmiania malych dinozaurów !
 Znak zabraniający całowania żab nad jeziorem :
 Jezioro na szczycie, spowite mgłą :)






 Turecki napis "Wolność" na tarczy:












 Przez padający deszcz byłam cała mokra, a mój warkocz wyglądał jak zdechła fretka :)

Deszcz po nas dosłownie spływał :) Tu widać, jakie mieliśmy mokre i siwe od deszczu  głowy :)









Tabliczka ostrzega, żeby nie robić zdjęć czarownicy więc wpadłam na genialny pomysł:
"N. mógłbyś zrobić zdjęcie?", on zdziwiony się rozejrzał, "Ale tu nie ma czarownicy!" na co ja uradowana oparłam sie o drzewo "No jak to nie ma?!" :D
Pozdrawiam, Pati !