poniedziałek, 17 lutego 2014

64. Relaks

W życiu trzeba sie nauczyć doceniać małe rzeczy. Wczoraj miałam mega leniwy dzień, a dziś obudzilam się z okropnym bólem głowy. Stwierdziłam, że to najlepsza pora na kupienie butów przejściowych na marzec/kwiecień - bo mam tylko kozaki do kolana, dwie pary trekkingów, kalosze, baleriny z H&M za 10 koron (tak, za 5 zł :D )  i botki na szpilce (nie pytajcie po co mi w tych górzystych terenach szpilki - tak na mnie zadziałała promocja w H&M, buty za 75 koron). Buty kupiłam, piękne sztyblety, takie jakie sobie wymarzyłam. Ostatnie dni promocji są zbawienne - dałam za nie 199 koron, czyli jakieś 100 zł ( ale pokażę je kiedys tam przy okazji ). Odebrałam dzieci koło 15 i zaczęło się "miauczenie". To są naprawdę kochane dzieci i bardzo grzeczne ale dziś, może też przez ten mój ból głowy, wydawało mi się że próbują mnie roznieść. Średni chłopiec ma ogromny problem z jedzeniem, nie chce jeść praktycznie nic, wpada w złość przez absurdalne rzeczy (na jabłku został kawałek skórki 3mmx3mm, albo bułka do hot-doga zbyt mocno się kruszy). Radzę sobie z tym, ale w ciągu ostatniego tygodnia kiedy codziennie pytam, co zje (bo nie je tego samego co my), to odpowiada "hot doga" ale niestety tego na obiad mu zrobić nie mogę. I zaczyna się narzekanie i płakanie, że jak tak to on nic nie zje. Ja stanowczo "NIE", a on swoje. Póki co, kazdego dnia jest 1:0 dla mnie ale dziś byłam juz wykończona. Najmłodszy chłopiec miał dziś dzień płakania, bo płakał co chwilę wymyslając sobie coraz to lepsze powody. Np. biegł do łazienki, ja go upomniałam "uważaj na schodku", zaśmiał się i rypnął na schodku uderzając się w nogę. I płacz, bo to moja wina bo go nie powstrzymałam przed bieganiem i nie powiedzialam mu o schodku (tak, w nocy przyszły skrzaty i zbudowały nam schodek (-.-) ) Dążę do tego, że byłam juz tak zmęczona przez ten mój dzisiejszy ból głowy, że po obiedzie zabrałam aparat i po prostu wyszłam z domu, żeby odpocząć. I natrafiłam na najpiękniejszy lutowy zachód słońca. I znów wróciłam do robienia zdjęć makro - coś, co tak bardzo lubiłam a czym nie zajmowałam się juz wieki. Wróciłam bez bólu głowy, wypoczęta i szczęśliwa. Bo czasem.. słońce musi zajść, żeby przyszło szczęście :)

























A takie muszle pielgrzymie znalazłam w sobotę na plaży nad Morzem Północnym:
Z takich muszli słynie trasa pielgrzymki do Santiago de Compostella w Hiszpanii. Nie mam pojęcia co one robiły na plaży w Norwegii, tym bardziej że pochodziły z Morza Północnego bo przegrzebki w nich żyjące zajmują głównie ciepłe obszary Adriatyku - stąd taka ich sława w Hiszpanii :)

Pozdrawiam, Patka ! <3


1 komentarz:

  1. Tak to jest z dziećmi, są lepsze i gorsze dni, zdecydowanie więcej lepszych, ale te gorsze przez to odczuwa się wyraźniej... Powodzenia w dalszej rozgrywce ;)
    Agata

    OdpowiedzUsuń

Cześć ! Dziękuję za komentarz i zapraszam do dyskusji. Pamiętaj, że komentarze złośliwe lub wulgarne będą usuwane. Mój blog nie jest też słupem ogłoszeniowym, będę wdzięczna jeśli to uszanujesz. Pozdrawiam, Pati :)