piątek, 26 września 2014

123. Jak język norweski wpłynął na moje postrzeganie świata.

Dziś post z nowej serii. Dołączyłam do grupy blogerek (i jednego blogera) piszących o językach i kulturze innych krajów. Co jakiś czas będzie pojawiał się post na wybrany przez grupę temat. Wpis jest realizowany w ramach akcji "W 80 blogów dookoła świata". Dziś tematem już szóstej edycji jest "Jak opanowany przeze mnie język wpłynął na moje postrzeganie świata". Nie ukrywam, że było mi bardzo ciężko zebrać te kilka poniższych punktów i mam nadzieję, że nie wyglądają one banalnie.

1. Słowa i wyrażenia nieprzetłumaczalne
Istnieje w Norwegii (jak pewnie w każdym kraju) wiele wyrazów i zwrotów nie używanych nigdzie indziej. Nauczenie się norweskiego skutecznie mi uświadomiło, jak ogromną wiedzę ogólną trzeba posiadać, żeby się w tym gąszczu językowym nie zgubić. Po pierwsze: hytta - mały domek, najczęściej z trawą na dachu, nie posiadający kanalizacji i bieżącej wody (z reguły), stojący pośrodku niczego, nad fiordem, w lesie, w górach; pozwalający Norwegom na zbliżenie się do natury podczas letnich, wiosennych, jesiennych i zimowych wycieczek. Można to porównać do naszego domku letniskowego, ale jest to domek z którego korzysta się przez cały rok. Współcześnie są to obiekty posiadające kanalizację, bieżącą ciepłą i zimną wodę oraz ogrzewanie. 
W Norwegii nikt nie robi się "czerwony jak burak", za to każdy jest "czerwony jak pomidor". Człowiek może mieć "pamięć jak słoń" i nikogo to nie dziwi. Każdy może zbierać grzyby, jagody, liście i korzystać ze wszystkiego co oferuje natura, łącznie z rozbijaniem namiotów i biwakowaniem nawet w lasach prywatnych ze względu na "allemannsretten", którego nie da się przetłumaczyć na jedno konkretne słowo. Opanować języka nie da się poprzez namiętne tłumaczenie tego na język ojczysty. Bo czasem się po prostu nie da.

2. Mówić po norwesku = myśleć po norwesku
Tak jest z każdym językiem. Uważam, że to bardzo pomaga mi w rozwijaniu słownictwa i przekazywaniu swojej myśli. Mówiąc po angielsku staram się myśleć po angielsku; myśląc po norwesku mówię po norwesku; mówiąc po polsku myślę po polsku. To może się wydawać szalenie trudne, ale w rzeczywistości jest ogromnym ułatwieniem. Szczególnie podczas rozmowy, nie mam zbytnio czasu myśleć po polsku, tłumacząc sobie co rozmówca do mnie powiedział.


3. Opisywanie otaczającego świata po norwesku
To wciąż pomaga mi w poznawaniu języka. Zamiast zapytać kogoś "jak nazywa się ta rzecz", lepiej wytłumaczyć po norwesku, co dana rzecz robi, jaki ma kolor, albo kształt, do czego się ją wykorzystuje. Można przy tym uświadomić sobie, że nie zawsze potrzeba nam konkretnego słowa, aby coś opisać i aby rozmówca zrozumiał co mamy na myśli.

4. Język da się opanować CO NAJMNIEJ komunikatywnie w rok.
Tak teraz postrzegam świat. Może z chińskim, czy japońskim nie poszłoby mi tak łatwo, ale teraz wierzę że w ciągu roku bym chociaż spróbowała nauczyć się któregoś z nich komunikatywnie. Dla mnie sposób komunikatywny nie znaczy "dzień dobry, jak się masz, miłego dnia", jak dla niektórych ludzi. Komunikatywnie, znaczy tak, aby przekazać informację będąc zrozumianym i odebrać informację rozumiejąc.

5. Trzy języki + ojczysty
Mówię w czterech językach. W teorii. Na co dzień używam polskiego, norweskiego i angielskiego. Mój francuski, mocno już zakurzony wciąż gdzieś tam się kłębi w którejś części mojego mózgu. Cztery lata temu byłam w stanie rozmawiać z Francuzami, dziś trudno jest mi złożyć kilka zdań "na już". Język trzeba pielęgnować i widzę to teraz porównując moją naukę norweskiego i francuskiego. Nigdy też nie spodziewałam się, że będę w stanie opanowywać języki w takim tempie. Nauka norweskiego dała mi niesamowitą umiejętność - rozumiem bardzo dużo z języka szwedzkiego (czasem w sklepach pracują szwedzkie ekspedientki) oraz dosyć sporą część pisanego języka holenderskiego. Gdyby się w to bardziej zagłębić - im więcej języków człowiek potrafi, tym więcej potrafi zrozumieć.

6. Postrzeganie ludzi przez ich dialekty
Norwegia to kraj dialektów. Wcale nie jest to dziwne, bo komunikacja była mocno ograniczona kiedy ludzie mieszkali po przeciwległych stronach fiordu czy góry. Do dziś tę odrębność można zaobserwować. Jak dla mnie, różnica istnieje nawet w barwie głosu ludzi pochodzących z różnych części kraju. Dialekty nauczyły mnie, że nie ma w Norwegii czegoś jak "bardziej poprawny norweski". Każdy ma prawo do wypowiadania się w takim narzeczu, jakie potrafi i jeśli tylko jest rozumiany przez innych ludzi - to świetnie !

7. Emocje
Mimo, że emocje i mikroekspresja twarzy to dosyć uniwersalny temat i w większości miejsc na świecie uśmiech będzie oznaczał radość, grymas - ból, zaciśnięte zęby - złość; to trzeba również nauczyć się wyrażać swoje emocje słowami. Świetnie udowadnia to ten post, w którym omówiłam słowo "Hurra" oznaczające wiwat, zachwyt; zestawione z naszym wymawianym po polsku "hura" oznaczające coś zupełnie przeciwnego. Język norweski nauczył mnie, że "Nie wszystko wiwat, o czym się mówi hura" :)

Linki do reszty uczestników tej edycji:
Angielski:
http://angdlakazdego.blogspot.com/2014/09/jak-jezyk-angielski-wpyna-na-moje.html
http://nastepna-blogujaca.pl/2014/09/nie-ta-sama-glowa-jak-jezyk-obcy-sprawia-ze-czlowiek-mysli-o-tym-o-czym-nigdy-nie-myslal/
Esperanto:
http://jezykowaoaza.blogspot.com/2014/09/czy-esperantysci-mowia-jak-roboty.html
Hiszpański:
http://hiszpanskinaluzie.blogspot.com/2014/09/przez-hiszpanskie-okulary-jak-jezyk.html
Holenderski:
http://jezykholenderski.blogspot.com/2014/09/jezyk-polski-z-holenderskiej-perspektywy.html
Niemiecki:
http://niemieckasofa.pl/2014/09/jezyk-niemiecki-wplynal-postrzeganie-swiata/
http://languageflirt-de.blogspot.com/2014/09/w-80-blogow-dookoa-swiata-jak-jezyk.html
Rosyjski:
http://www.rosyjskiesniadanie.pl/w-80-blogow-dookola-swiata/rosyjski-postrzeganie-swiata/
http://www.dagatlumaczy.pl/pl/jezyk-rosyjski/172-dlaczego-akurat-rosyjski
Szwedzki:
http://szwecjoblog.pl/2014/09/jak-opanowany-przeze-mnie-jezyk-obcy.html
Włoski:
http://studia-parla-ama.blog.pl/2014/09/w-80-blogow-dookola-swiata-jak-opanowany-przeze-mnie-jezyk-obcy-wplynal-na-moje-postrzeganie-swiata/

Pozdrawiam, Pati

15 komentarzy:

  1. Świetnie, że wspomniałaś o roli dialektów w Norwegii - to niesamowicie ciekawe i fascynujące, choć z drugiej strony, zdaję sobie sprawę, jak utrudnia życie uczącym się norweskiego :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wcale nie są banalne Twoje refleksje :) Są bardzo ciekawe! Zanteresowało mnie, co napisałaś o dialektach - we Włoszech jest bardzo podobnie, czasem dwie wioski położone 10 km od siebie mają zupełnie inny dialekt i to posługują się nim znacznie częściej niż "oficjalnym" włoskim. Więc rozumiem Cię naprawdę doskonale! :)

    alessandra

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasem mam ochotę do takiej "hytta" uciec i pobyć z dala od cywilizacji ;) Ciekawe obserwacje opisałaś, a ja jeszcze dodatkowo chętnie poczytam o Twoim francuskim ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Faktycznie to tak jest z myśleniem i mówieniem - jakoś naturalnie przychodzi robić to w tym samym języku. Dla mnie zaskoczeniem było, gdy odkryłam, że słuchając holenderskiego i rozumiejąc całą wypowiedź mam problem z wyrażeniem dokładnie tej samej treści po polsku! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Patrycja, mnie spodobał się Twój post i jak dziewczyny piszą, nie był banalny :) Może kiedyś napiszesz coś więcej o dialektach Norwegów? :) Myślę, że może to być baaardzo ciekawy wpis :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A mi się bardzo podoba nieprzetłumaczalne słówko o biwakowaniu, gdzie się da. A idea tym bardziej! :)
    Temat trudny, tym bardziej Twoje wyliczenia nie trącą o żaden banał. Wręcz przeciwnie:) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Super akcja, powiedz mi gdzie mogę znaleść wszystkich blogerów uczestniczących w niej? Chętnie poczytam. 2 pkt bardzo trafny i bardzo prawdziwy, a najlepsze jest to kiedy mówisz w danym języku i nawet nie zastanawiając się w nim myślisz. Cudowne uczucie :) Poza tym gratuluję tych 4 języków, sama zawsze chciałam umieć jak najwięcej ale zawsze wydaje mi się że wciąż brakuje na to czasu. Co jest oczywistą bzdurą :D

    pozdrawiam ana z suenosavida.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Taki wpis to świetny pomysł! Wielokrotnie się nam przecież zdarza, że ucząc się obcego języka, zaczynamy patrzeć na te same rzeczy i kwestie z innej perspektywy. Twoje spostrzeżenia dotyczące norweskiego są bardzo ciekawe i z pewnością wiele osób mogłoby je potwierdzić. Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  9. :* Bardzo fajny wpis i ciekawy projekt!

    Wiem, że w rok można się komunikatywnie nauczyć języka... z Norweskim mam na bakier bo zwyczajnie się nie uczyłam a teraz na gwałt....:)

    W USA jak zaszłam w ciążę to musiałam się zebrać i spokojnie dałam radę - wszak byłam młodsza ale nie wiem czy to coś zmienia, może to że miałam więcej czasu, bo bez krzyczących chłopców u boku :)

    Wpis na 5 !

    OdpowiedzUsuń
  10. Baaardzo ciekawy post, trochę ostatnio uaktywniłam się w kwestii poznawania Norwegii, coś mnie ciągnie :) Poza tym zmotywowałaś mnie do nauki i kontynuowania trochę zakurzonych dla mnie języków, warto pielęgnować te umiejętności, ponieważ po drodze zupełnie bezwiednie, nabywa się inną cenną wiedzę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Do napisania tego komentarza skłoniło mnie wspomnienie o różnicach w mikroekspresji. Gdy zaczęłam się uczyć przemawiać, odkryłam, że mimo że nie uczyłam się języka wietnamskiego jako dziecko, skopiowałam całkowicie mowę ciała mojej mamy. I chociaż kiepsko mówię, to np. gestykuluję i pocieram nos jak rasowa Wietnamka.;)

    OdpowiedzUsuń
  12. hmmm norwedzy chociaż mają ciężki język do opanowania jeżeli już się zna podstawy i pójdzie się do pracy lub zacznie przebywać z ludzmi norwesko-jezycznymi idzie z górki. Uwielbiam ten język zaskakuje mnie cały czas ich słowotwórstwo, lubię słuchać i mówić po norwesku. Uwielbiam ich "ja" które mówią z wdechem do środka jakby mieli połknąć muchę. Za każdym razem kiedy staram się to naśladować kończy się to kaszlem :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Super sprawa znać norweski. Jak Ci się go uczyło? Zastanawia mnie co stanowi w nim największą trudność z perspektywy osoby, która nie ma o nim zielonego pojęcia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm.. Najciężej mi było przyzwyczaić się do tej melodyjnosci jęjęzyka, nie ukrywam ze nadal sprawia mi to trudność i często źle akcentuje przez co mówię coś zupełnie innego niż zamierzałem :) ostatnio mojej przyjaciółce powiedziałam ze musze "zrobić na drutach" koszulę zamiast "wyprasowac" koszulę :) dziś czytałam, że o ile norweskie słowa są mieszanką języków europejskich, o tyle wymowa jest bliższa językowi japonskiemu :) Ogólnie uczy mi się go bardzo łatwo, że względu na to ze jestem otoczona tylko Norwegami -rodzina goszczą, mój chłopak. Z językiem polskim mam do czynienia tylko na you-tube,blogu czy raz w tygodniu na Skype z rodzicami wiec norweski jest od dwóch lat niezmiennie na pierwszym planie :)

      Usuń
    2. Hmm.. Najciężej mi było przyzwyczaić się do tej melodyjnosci jęjęzyka, nie ukrywam ze nadal sprawia mi to trudność i często źle akcentuje przez co mówię coś zupełnie innego niż zamierzałem :) ostatnio mojej przyjaciółce powiedziałam ze musze "zrobić na drutach" koszulę zamiast "wyprasowac" koszulę :) dziś czytałam, że o ile norweskie słowa są mieszanką języków europejskich, o tyle wymowa jest bliższa językowi japonskiemu :) Ogólnie uczy mi się go bardzo łatwo, że względu na to ze jestem otoczona tylko Norwegami -rodzina goszczą, mój chłopak. Z językiem polskim mam do czynienia tylko na you-tube,blogu czy raz w tygodniu na Skype z rodzicami wiec norweski jest od dwóch lat niezmiennie na pierwszym planie :)

      Usuń

Cześć ! Dziękuję za komentarz i zapraszam do dyskusji. Pamiętaj, że komentarze złośliwe lub wulgarne będą usuwane. Mój blog nie jest też słupem ogłoszeniowym, będę wdzięczna jeśli to uszanujesz. Pozdrawiam, Pati :)