niedziela, 30 listopada 2014

143. Lysfest i Bergen

Wczoraj, coroczną tradycją weszliśmy w Bergen z wielką pompą w czas adwentu. Tradycyjnie już, ostatnia sobota listopada jest doskonałą okazją na Lysfest. Dosłownie tłumaczona nazwa, to Świetlny Festiwal. Z tej okazji organizowany jest koncert w centralnym punkcie starego miasta Bergen, zwanym Festplassen. Podczas koncertu mamy okazję posłuchać norweskich kolęd w wykonaniu chórów dziecięcych jak i piosenkarzy. W tym roku na obchodach Lysfest obecna była również premier Norwegii Erna Solberg. Koniec obchodów wieńczy zapalenie świateł na choinkach w centrum i pokaz fajerwerków. W porównaniu z rokiem poprzednim, kiedy to padało poziomo, pionowo i na skos, pogoda wczoraj była wręcz wymarzona. Ani kropli deszczu i brak wiatru przyciągnęły do miasta tłumy ludzi chcących razem świętować wejście w czas adwentu. Ja i Ørjan początkowo mieliśmy plan pojechać prosto na Fløien i stąd obserwować całe wydarzenie w oczekiwaniu na pokaz sztucznych ognii. Ze względu na to, że dołączył do nas jego brat ze swoją córką, przeszliśmy się również po centrum Bergen, chwilę spędziliśmy przy budynku sądu słuchając kolęd ze sceny a następnie złapaliśmy kolejkę na szczyt Fløien. Idealnie wyszło nam to w czasie, bo gdy znaleźliśmy się na szczycie, czekaliśmy jakieś 3 minuty i zaczął się pokaz fajerwerków. W życiu nie myślałam, że tak pięknie wygląda to z góry! 


Festplassen

Pierwszy premier Norwegii spogląda na Festplassen

Setki płonących pochodni

Koncert na scenie i ludzie z pochodniami na telebimie

Trójkątne lustra przed budynkiem sądu a w tle Festplassen

Wąskie zakamarki Bergen




W tle centrum Bergen. Na dole zdjęcia Festplassen, scena i pierwsze fajerwerki






Taki widok z okna mojego chłopaka miałam wczoraj:

A taki zastałam dziś:


Śnieg został już tylko na szczytach, ale i tak jest pięknie.
Pozdrawiam i zapraszam na "30 słów kojarzących się z grudniem" już jutro o 16. Pamiętajcie też, że jutro otwiera się pierwsze okienko adwentowego kalendarza: TUTAJ
Patka


wtorek, 25 listopada 2014

142. Morskie opowieści (kulinarne)

Wydaje mi się, że zaledwie tydzień temu przedstawiałam tu post z serii "W 80-blogów dookoła świata". A tu już nadszedł kolejny miesiąc i kolejny temat akcji. Tym razem blogerzy zmierzą się z szeroko pojętym zagadnieniem "Kuchnia kraju X". Tydzień zachodziłam w głowę o czym napisać. Mówi się, że kuchnia norweska, to "takiebyleco", uboga, nieciekawa. Jednak to, jaki dylemat miałam w związku z wybraniem jednego zagadnienia utwierdziło mnie w przekonaniu, że to temat nie na jeden post, ale na cały miesiąc. Z racji tego, że w styczniu będę zmuszona Ciebie - mój drogi czytelniku - opuścić to już zaplanowałam coś, żebyś o mnie nie zapomniał. Cały styczeń na "Pat i Norway" przebiegnie pod hasłem "Norwegia od kuchni". Napisałam już 6 postów na temat norweskiej kuchni, które teraz grzecznie czekają do stycznia na publikację. Będzie słodko, słono, meksykańsko-norwesko i "omami". Obiecuję, że nie będziesz rozczarowany. 

Wracając do dzisiejszej akcji "W 80-blogów dookoła świata", moim tematem jest ryba. Nie jedna, ale ryba ogólnie. Czym się różnią rybne ciastka, od rybnej zapiekanki na kulkach rybnych kończąc? Zapraszam dalej. 


Norweskie umiłowanie do ryb zaznacza się szeroko w całym kraju. Co się dziwić, to rybołówstwo było jednym z głównych źródeł utrzymania przed rokiem 1970. Oprócz łososia czy dorsza konsumuje się tu też potrawy, których próżno szukać w innych państwach. O czym mowa?

Fiskepudding

Pudding z ryby. W smaku.. dziwny. Zapachem - rybny. 
źródło obrazka: http://www.sostrenehagelin.no/graphics/meny/fiskepudding.jpg


Fiskekaker

Rybne ciastka. Są to małe placki, w środku białe a na zewnątrz brązowe. Najczęściej smażone na oleju. Chociaż, ja uwielbiam je gotowane w brązowym sosie, podane z brokułami, marchewką i ziemniakami. Mmm. 
źródło obrazka: http://2.bp.blogspot.com/-LW5zGn2Y4rU/USx1ZHAxZjI/AAAAAAAADm8/uqUY6KaA8DE/s1600/fiskekaker+i+panne+blogg.jpg

Fiskeboller

Małe kulki, oczywiście rybne. Białe, wielkości dużego orzecha włoskiego. Nie mają żadnego przewodniego smaku tak jak dwa produkty powyżej ale jednak Norwegia się nimi zajada. Ja lubię je szczególnie w białym sosie posypane szczyptą curry.
źródło obrazka: http://2.bp.blogspot.com/_RTSNXkDHpqo/TKrllxfihjI/AAAAAAAAAAU/y1-aIzDHfkQ/s1600/1_1683070!img1683002.jpg

Istnieje też miniaturowa odmiana fiskeboller. Nazywają się super fiskeboller, gotuje się je w białym sosie z kawałkami kalafiora i marchewki a następnie podaje na muszlach kruchego ciasta (terteskjell). W niektórych regionach Norwegii jest to potrawa pierwszego dnia Świąt Bożego Narodzenia, posypana dodatkowo krewetkami. Obie wersje kulek rybnych bardzo polecam!
źródło obrazka: http://dinmat.no/sites/default/files/styles/top_big/public/516801.jpg

Fiskegrateng

Zapiekanka z makaronem, lekkim białym sosem i.. kawałkami ryby. O ile powyższe opcje to jednolita struktura nie przypominająca ryby, o tyle w zapiekance można znaleźć kawałki rybnego fileta (jej!). Do tej potrawy musiałam się przyzwyczaić. W poprzednich daniach od razu znajdowałam smak, który lubię. A to lekka ostrość curry, pieczeniowy smak brązowego sosu czy nawet smak marchewki i gotowanych brokułów. Fiskegrateng absolutnie żadnego smaku dla mnie nie miał. I był tak bezpłciowy, tak bardzo nijaki, że nie rozumiałam jak można go dawać dzieciom i psuć im kubki smakowe. Po jakimś czasie się przyzwyczaiłam a jedyny smak który odnajduję to smak fileta. Jak zostają resztki z poprzedniego dnia, to zjem na lunch bo nie lubię wyrzucać jedzenia, ale żebym przygotowywała to z radością i oczekiwaniem "Hurra! Dzisiaj fiskegrateng!" to raczej nie. Mimo to, bardzo polecam bo jest to coś czego nie znamy z naszego dzieciństwa.

źródło obrazka: http://gladimat.no/filestore/Dummy_graphics/Artikkelbilder/2010/03/Hverdag/fiskegrateng.jpg?size=630x1200&quality=75


Fiskepinner

Dobrze nam znane paluszki rybne. Z tą różnicą, że zawartość ryby to czasem nawet (Boże, jak to brzmi) 90%. Nikt też nie rzuca tu raczej do mielenia dorszyka atlantyckiego, który jest podstawowym składnikiem jedzenia psów zaprzęgowych, a który jak się go odłowi za dużo, to w polskich Lidlach zapełnia zamrażarki jako "Ryba doskonała na obiad". Norweskie paluszki rybne smaży się tradycyjnie na patelni a w sklepach dostępne są ogromne pudełka z 30-stoma sztukami na raz. Co lubię, to że jest to konkretny kawałek fileta a nie mielonka (nie wypowiadam się za te najtańsze bo takich nigdy nie próbowałam). Wspominałam już, że nazwy na pudełkach są często po szwedzku?
źródło obrazka: http://1.bp.blogspot.com/_lr_8b87_Dr4/TL35t17CrmI/AAAAAAAAAKI/EA6onkfPpRU/s1600/fiskepinner.jpg 

Fiskekaker, fiskeboller, fiskepinner i fiskegrateng to jedne z podstawowych dań w przedszkolach. W życiu nie przepuszczałam, że można wymyślić tyle różnych mielonych zamienników ryby. A Ty, próbowałeś/aś już coś z tej listy? Jeśli nie, masz zamiar spróbować przy najbliższej okazji? Czekam na Twoją opinię.

Zapraszam do kuchni innych krajów, biorących udział w dzisiejszej akcji:
Chiny - 12 potraw Yunnanu
Francja - Moje osobiste top 5 kuchni francuskiej
Francja - Boeuf bourgignon
Francja - Kuchnia francuska - moja osobista lista "pięciu przebojów"
Hiszpania - Czosnek w kuchni hiszpańskiej
Holandia - Holenderska kuchnia
Niemcy - Dziwne niemieckie dania
Niemcy - Kuchnia niemiecka a sprawa polska
Niemcy - Kuchnia w Niemczech - przepis na Currywurst
Rosja - bliny, kawior, Łomonosow
Szwajcaria - Tradycyjne potrawy w poszczególnych kantonach Szwajcarii
Szwajcaria - Co można zrobić z sera?
Szwecja - Szwedzka kuchnia? Szwedzkie kuchnie!
Wielka Brytania - Kuchnia Anglii moim okiem
Wielka Brytania - Im dziwniej tym lepiej
Wielka Brytania - English Cuisine
Włochy - Jak Włoszki to robią, czyli czy makaron tuczy?
Włochy - Jak skutecznie obrzydzić sobie Włochy?
Włochy - 10 rzeczy o kuchni włoskiej, których nie wiedziałeś
Wietnam - Kuchnia wietnamska
Pozdrawiam, Pati

poniedziałek, 24 listopada 2014

141. "Blogowanie pod jemiołą" czyli blogerski kalendarz adwentowy

Wielkie wydarzenie powstało z inicjatywy grupy "Blogi kulturowe i językowe" z którymi współtworzę również cykl"W 80 blogów dookoła świata". Z okazji rozpoczynającego się adwentu, przez 24 dni (1-24 grudnia) na poszczególnych blogach pojawiać się będzie wpis o tematyce około-świątecznej i świątecznej. W trakcie trwania akcji, na czytelników czekają m.in. konkursy blogowe oraz rabaty u naszych partnerów. Oficjalnie chciałabym ogłosić, że pracowaliśmy w pocie czoła, aby 1 grudnia uruchomić naszą akcję o nazwie "Blogowanie pod jemiołą". 


Na adwentowe okienko Pat i Norway serdecznie zapraszam już 11 grudnia. Aby być na bieżąco ze wszystkimi blogami wystarczy, że klikniesz w odpowiedni dzień kalendarza zamieszczonego niżej. Kalendarz działa jak ten prawdziwy, z czekoladkami w środku - okienko nie będzie puste w dniu publikacji postu i później. 

Image Map

Lub odwiedzisz i wesprzesz kliknięciem nasze oficjalne wydarzenie na Facebooku :

https://www.facebook.com/events/665738026878721/?ref=4


Pozdrawiam serdecznie, Pati

środa, 19 listopada 2014

140. Śmiejemy się ze Szwedów i Duńczyków


Wczoraj Natalia ze Szwecjobloga śmiała się z Norwegów, a dziś przyszedł czas na żarty o Szwedach, u mnie. "Oberwie" się też trochę Duńczykom ale to w ramach edukacji społeczeństwa - czego się nie robi dla nauki. Po pierwsze, ten obrazek:


źródło: Brown Cheese Please

Skandynawowie widziani oczami obcokrajowców oraz oczami innych Skandynawów. Mój chłopak zawsze mówi, że to całkowita prawda i tak właśnie widzą się nawzajem mieszkańcy tych trzech krajów. 

Absolutnie nie ma w relacjach Norweg - Szwed czy Norweg - Duńczyk nienawiści. Same żarty są raczej małym prztyczkiem w nos sąsiada niż obelgą. 

Żarty o Szwedach znalezione w "Vitser og supertricks", którą napisała Maria Lunde:


Pewien kierowca z Oslo miał dostarczyć pingwiny do akwarium w Bergen. Pech chciał, że po drodze samochód się zepsuł. Przejeżdżał tamtędy pewien Szwed i zaproponował pomoc. Norweg przekazał mu pingwiny i powiedział, że jadą one do akwarium. Drugiego dnia kierowca uruchomił pojazd i pojechał do Bergen. Kiedy zatrzymał się na przejściu dla pieszych zauważył Szweda spacerującego z wszystkimi pingwinami.
- Co ty tu wyprawiasz? - zapytał zdenerwowany Norweg. - Pingwiny miały jechać do akwarium!
- Przecież były wczoraj w akwarium! A dzisiaj idziemy do kina. - odpowiedział zadowolony Szwed.

***

Szwed chciał pójść do kina po raz pierwszy. Kupił bilet w okienku i odszedł do swojej sali. Po chwili jednak wrócił i kupił jeszcze jeden bilet. Sytuacja powtórzyła się jeszcze dwa razy. W końcu sprzedawczyni w okienku nie wytrzymała i zapytała, czemu Szwed kupuje tyle biletów na ten sam film. Na to on odpowiada:
- Bo ten facet na bramce co chwilę mi ten bilet rozdziera !

***

Jeden Szwed był bardzo zadowolony, że udało mu się ułożyć puzzle w zaledwie cztery miesiące. Bo na pudełku było napisane "Od 2 do 4 lat".

***

Jak sprawić, żeby Szwed śmiał się w poniedziałek?
Trzeba mu opowiedzieć kawał przed weekendem.

***

Dlaczego potrzeba dwóch Szwedów do umycia samochodu?
Jeden musi trzymać wąż, podczas gdy drugi jeździ w przód i w tył.


Żarty o Szwedzie, Norwegu i Duńczyku:


Pewnego razu Szwed, Norweg i Duńczyk kłócili się, które państwo ma największe domy.
- My mamy tak wysokie domy, że samoloty muszą latać między nimi zygzakiem. - powiedział Duńczyk.
- To jeszcze nic Nasze są tak wysokie, że kiedy bierzesz windę rano z najniższego do najwyższego piętra to dojeżdżasz dopiero wieczorem. - odrzekł Szwed.
- Naprawdę? Tylko tyle? Nasze domy są tak wysokie, że jeśli wyrzucimy z dachu noworodka to na ziemię spadnie starszy mężczyzna. - odpowiedział zadowolony Norweg.

***

Szwed, Norweg i Duńczyk kłócą się o to, kto ma najmniejszego tatę.
- Mój tata jest tak mały, że potrzebuje drabinki kiedy musi usiąść z nami przy stole. - powiedział duńczyk.
- Za to mój tata jest tak mały, że musi skakać ze spadochronem żeby wydostać się z łóżka. - przekonywująco powiedział Szwed.
W tym momencie oboje zauważyli, że Norweg płacze.
- Co się dzieje?
- Ja nie mam taty.
- Co się z nim stało?
- Umarł, kiedy spadł z kantu dywanu.

A na koniec pośmiejemy się z trenujących Norwegów:



Pozdrawiam, Pati

czwartek, 13 listopada 2014

139. 20 najczęściej używanych norweskich słów.

Dziś przedstawię Wam słowa, które w norweskim języku pojawiają się najczęściej. Lista pochodzi z norweskiej strony www.korrekturavdelingen.no, zajmującej się poprawną pisownią i liczy (aż!) 500 słów. Gdybym miała wrzucić tu wszystkie, to Was podczas czytania noc by zastała, więc wrzucam listę pod TYM linkiem, dla ambitnych. Listę stworzono przy pomocy Uniwersytetu w Bergen bazując na języku pisanym - książkach i gazetach.

źródło zdjęcia: http://sprakkalender2013.files.wordpress.com/2013/08/kjoleskaps-barn.jpg

1. OG

Najczęściej używane norweskie słowo, a raczej spójnik oznaczający "i".

2. I

A to oznacza "w".

3. DET

Rodzajnik określony używany najczęściej jako "to"
Det snille barnet - To grzeczne dziecko.
Det var hyggelig. - To było miłe./Było miło.

4. PÅ

Oznacza m.in. "na" i "w" w zależności od kontekstu.

Bor du på landet? - Mieszkasz na wsi?
Jeg var på skolen. - Byłam w szkole

5. SOM

To po prostu "który", "która", "które", "którzy" ale również "kto".

Kjenner du noen som liker blomkål? - Znasz kogoś, kto lubi kalafior?

Jeg så en mann som var veldig kjekk. - Widziałam mężczyznę, który był bardzo przystojny.

6. ER

Czas teraźniejszy czasownika "być". 

7. EN

Rodzajnik męski.

en eksamen - egzamin

en gutt - chłopiec

8. TIL

Oznacza m.in. "do", "dla"

Han sier det bare til meg. - On mówi to tylko (do) mnie/tylko mi.

9. Å

Pojawia się przed każdym bezokolicznikiem czasownika. Może też być używany jako odpowiednik polskiego "do". 

å gjøre, å lese, å leve - robić, czytać, żyć

Jeg har mye å gjøre. - Mam dużo do zrobienia.

10. HAN

"On" ale również "jego" "go"

Han er veldig snill. - On jest bardzo miły.

Jeg så han i går. - Widziałam go wczoraj.

11. AV

Używany najczęściej jako "z", "ze". Używany również w regularnych wyrażeniach (tzw. fast uttrykk).

Han ler av meg. - On się ze mnie śmieje.

slappe av - odpoczywać

av og til - od czasu do czasu

ved siden av - obok

12. FOR

Spotykany jako "dla", "do", "za"

For meg er det helt ok. - Dla mnie jest to całkowicie w porządku.

Kan du gjøre noe for meg? - Mógłbyś zrobić coś za/dla mnie?

13. MED

Oznaczające "z", "razem". Jest też używany w bardzo wielu regularnych wyrażeniach.

Går du på skole med henne? - Chodzisz z nią do szkoły?

bli med - towarzyszyć

Vil du bli med på kino? - Chciałbyś mi towarzyszyć w kinie?

14. AT

Używany jako "że", "który"

Sier du at de liker meg? - Mówisz, że oni mnie lubią?

15. VAR

Czas przeszły czasownika "być"

16. DE

Oni, ale może oznaczać również "Państwo"(Wy). Wtedy również w środku zdania zapisujemy je z dużej litery. "De" można wtedy użyć jako "Państwo/Wy" w odniesieniu do jednej osoby również

De var veldig glad! - Oni byli bardzo zadowoleni!

De kan sitte der og vente. - Możecie (Państwo) tam usiąść i poczekać.

17. IKKE

Zaprzeczenie. 

Eg liker ikke svinekjøtt. - Nie lubię wieprzowiny.

Han vet ikke. - On nie wie.

18. DEN

Forma określona, rodzajnik męski i żeński. Oznacza "ten", "ta" (określony, określona)

Den vakre jenta. - Ta piękna dziewczyna.

Den gamle bilen. - Ten stary samochód.

19. HAR

Czas teraźniejszy czasownika mieć.

20. JEG

Oznaczające "ja"

Jeg liker bloggen min veldig! - Lubię bardzo mój blog!


źródło obrazka: http://sprakkalender2013.files.wordpress.com/2013/01/langtord.gif
A jakich słów Wy używacie najczęściej? Zapraszam do komentowania! A jeśli post Wam się podobał to w przygotowaniu jest post o m.in. najczęściej błędnie pisanych słowach oraz najczęściej używanych norweskich imionach. Chcecie?

Pozdrawiam, Pati

wtorek, 11 listopada 2014

138. Zła rodzina czy zła au-pair?

Nieszczęście, które przytrafiło się jednej z moich dobrych koleżanek i czytelniczek zmusiło mnie do refleksji. Gdzie leży problem w całym systemie au-pair? Czy winę ponosi rodzina goszcząca, czy może au-pair? W tym poście opowiem Wam o moich doświadczeniach i obserwacjach z tym związanych.

Program au-pair nie zawsze jest rajem

Tak jak każdy program, ma swoje blaski i cienie. Ile ludzi, tyle opinii. Ciężko określić, czy rodzina z którą mamy świetny kontakt przez Skype będzie taka w rzeczywistości. Tak samo nie warto przekreślać rodziny, która w kontakcie na Skypie jest trochę nieśmiała, małomówna (szczególnie, jeśli to Norwegowie). Ja np. kiedy rozmawiałam z moimi na Skypie po raz pierwszy, to odczułam że mimo ich uśmiechu i zapewnień że bardzo mnie chcą, traktowali mnie jednak z dystansem. Teraz, z perspektywy czasu całkowicie to rozumiem. Norwegowie są zdystansowani do świata i ludzi. Ja, jakby nie patrzeć byłam osobą obcą, która dołączała do ich życia. Dziś, po 19 miesiącach nie ma między nami żadnej bariery, chociaż nie ukrywam, że trzeba było do siebie nawzajem dotrzeć. Jest dużo historii, o "cudownych rodzinach" na obrazku, na Skypie a bardzo okrutnych w rzeczywistości. Jedna dziewczyna, będąc w Oslo zaledwie po tygodniu nie wytrzymała i zgłosiła swoją złą sytuację agencji. Agencja chcąc pomóc zadzwoniła do rodziny  pytaniem czy wszystko gra. Jeszcze tego samego wieczoru rodzina wyrzuciła M. z domu. A co takiego złego działo się w domu, że M. musiała to zgłosić? Między innymi jedno z dzieci, 6-letnia dziewczynka spała z nią w łóżku, jej pokój miał własną łazienkę jak to było jej powiedziane wcześniej, ale łazienka znajdowała się w piwnicy, obwieszona pajęczynami, z zardzewiałym prysznicem. W ciągu dnia miała przydział jedzenia - rano kromka chleba z salami a wieczorem/popołudniu miska ryżu. Nie miała prawa też korzystać z lodówki i jedzenia rodziny goszczącej. To tylko niektóre z przykrych sytuacji, które ją tam spotkały.

Polska au-pair to nie sprzątaczka

Po pierwsze, różnica między au-pair a sprzątaczką jest ogromna. Dużo rodzin uważa, że au-pair to darmowa firma sprzątająca i można jej zlecić każde zadanie od koszenia trawy, po mycie okien na zewnątrz domu na szorowaniu fug szczoteczką do zębów kończąc. Gdzie leży problem? Moim zdaniem w zachowaniu au-pair z Tajlandii, Filipin itp. miejsc. Ja rozumiem, chcą przyjechać do "lepszego świata" i zrobić coś dla siebie, zarobić pieniądze. Uważam, że główny problem to fakt, że aby ściągnąć au-pair do Norwegii należy opłacić jej papiery wizowe. To droższe rozwiązanie niż au-pair europejska ale tu zaczyna się główny punkt. Taka au-pair jest zazwyczaj tak "wdzięczna" za danie jej możliwości, że zrobi wszystko. Dosłownie wszystko. Włączając czasem nawet pracę w restauracjach/hotelach należących do host rodziny. To ogromne okrucieństwo ze strony rodzin, że je tak wykorzystują a prawda wychodzi na jaw często kiedy dziewczyna już nie daje rady. Uważam, że gdyby znały swoje prawa i umiały o tym głośno mówić, sytuacja byłaby inna. Wina leży więc po obu stronach. Tu w Norwegii, europejskie au-pair postrzega się przez pryzmat tych azjatyckich. Nie podoba Ci się? Nie chcesz pracować więcej? To wypad, a my sobie zatrudnimy au-pair z Tajlandii/Filipin. Zgadnijcie, kogo zatrudniła rodzina goszcząca po tym, jak wyrzuciła M. z domu? Tak, dziewczynę z Azji. Moje koleżanki z Francji i Niemiec nie mają jednak tak dużych problemów ze swoimi rodzinami. Kiedy z nimi o tym rozmawiam, to zawsze podkreślają, że regulamin jest po to, aby obie strony się go trzymały, więc dodatkowe zadania typu "mycie okien na drabinie na zewnątrz domu" absolutnie nie wchodzi w grę. I jakoś mają życie jak w Madrycie. Polki i Czeszki to już inna liga. Dużo rodzin postrzega nas jako przybyszów z wschodniej Europy, którzy nigdy nie widzieli Iphone czy elektrycznego czajnika. Szczególnie tyczy się to tych, którzy nigdy w Polsce nie byli a wiedzę czerpią tylko z obserwacji Polaków, którzy mieszkają w ich wynajmowanej piwnicy czy którzy sprzątają domy u ich sąsiadów. To bardzo przykre. 

Znaj swoje prawa

W Norwegii jest tak, że kiedy chce się porozmawiać z szefem o podwyżce (która Ci się umownie należy) to idziesz i rozmawiasz. My w naszym polskim systemie jesteśmy wychowani tak, że "jak jest praca to niech będzie, nie będę się wykłócać o dodatkowe grosze". Tylko, że te dodatkowe grosze w skali roku mogą być ogromnymi pieniędzmi. Nowa umowa au-pair to prawie 5500 koron tzw. fastlønn które musimy dostać raz w miesiącu. Kwota ta jest stała i obejmuje sytuację, kiedy pracujemy nie więcej niż 30 godzin tygodniowo. Przykładowo, jeśli przez 4 tygodnie będę pracować po godzinie tygodniowo to cała ta kwota mi się mimo to należy. W sytuacji, kiedy pracujemy więcej niż 30 godzin w tygodniu - czyli przepracowałam już 30 godzin na ten tydzień a np. host rodzina musi wyjechać i zostaję z dziećmi na przykładowo jedną dobę, 24 godziny - to za każdą godzinę muszę dostać 190 koron dodatkowo (według tego, co mam w swojej umowie) co daje ponad 3600 koron dodatkowo. Niestety, dużo dziewczyn sobie odpuszcza. Pracują wieczorami, nocami w weekendy - mimo, że to godziny ponad. Godziny pracy liczą się również w sytuacji, kiedy dzieci śpią - bo nie możesz w tym czasie opuścić domu. Na początku takie au-pair mówią "to były tylko dwie godziny ponad", potem robią się z tego cztery godziny w następnym tygodniu, dziesięć w kolejnym i trzydzieści godzin więcej pod koniec miesiąca, za które należą nam się dodatkowe pieniądze a których nie bierzemy, bo "nie wypada kłócić się o pieniądze". Tylko, że w tym wypadku to nasze pieniądze. A po kilku miesiącach zaczyna się narzekanie wszystkim wokół, że "rodzina mnie wykorzystuje bo muszę tyle godzin pracować". Nieznajomość prawa szkodzi. Ja miałam problem przez au-pair, która była przede mną. Powiedziała mi, że rodzina nie zapłaci za moje książki i za transport do i z kursu. Ja, głupia, nie sprawdziłam tego, tylko uwierzyłam jej na słowo. Po czym stosunkowo niedawno, bo miesiąc temu zauważyłam w regulaminie, że rodzina ma obowiązek za to zapłacić. Przesłałam mojej hostce poszczególne wycinki z regulaminu i już na drugi dzień miałam pieniądze na koncie a hostka przeprosiła mnie za to, że nie prześledziła regulaminu na tyle dobrze, żeby o tym wiedzieć. Myślicie, że się nie bałam jej o tych brakujących pieniądzach powiedzieć? Bałam się jak cholera, ale mój chłopak powiedział, że w Norwegii tak się załatwia sprawy z szefem. Uważasz, że zasługujesz na więcej pieniędzy? Idziesz i to przedstawiasz, nikt nie ma prawa Cię za to wyrzucić.


Nie jedź na au-pair jeśli nie lubisz dzieci

To jest temat rzeka. Stąd się bierze większość "złych" au-pair. Dziewczyny przyjeżdżają tu, żeby się zaczepić, mieć punkt wyjściowy. Przyjeżdżają do dzieci, które potem stają się dla nich wstrętnymi bachorami, gówniarzami, z którymi nawet nie chcą rozmawiać. Mam taki przykład, dziewczyna w kółko narzekająca na to, jakim okropnym gówniarzem jest jej host dziecko, nie rozmawia z nim wcale. Wydaje mi się, że aby być au-pair trzeba też być dojrzałym emocjonalnie. Imprezowe dziewczyny, dla których najważniejszym punktem tygodnia jest impreza w sobotę, albo piwo w każdy możliwy weekend nigdy nie będą dobrym przykładem dla takiego dziecka. I jeśli mają problem ze sobą, że jedynym sposobem na odreagowanie stresu jest picie piwa w każdy możliwy sobotni wieczór - to błagam, ale nigdy nie będzie to materiał na au-pair. Wiem też, że dzieci są różne i czasem można trafić na prawdziwe wcielone diabły. Ale właśnie, dzieci są różne. A my nie przyjeżdżamy tu żeby te dzieci wychowywać. Ale jeśli wypracujemy ich szacunek do samych siebie to nie ma szans, żeby takie dziecko sprawiało nam problemy. To my decydujemy, jak wysoko zawiesić poprzeczkę i jaki dystans między nami wypracować. Wiem co mówię, w moim życiu byłam otoczona tyloma dziećmi, tyloma różnymi rodzajami dzieci, że to naprawdę nie jest nic nadzwyczajnego, znaleźć wspólny język i wypracować szacunek. Jeśli Ty nie szanujesz dziecka i traktujesz je jako narzędzie Twojej pracy, to nigdy nie będzie dobrze. Nie wiń też dziecka za decyzje i wychowanie rodziców. 


Nie wymagaj, jeśli nie dajesz w zamian

Jest też grupa dziewczyn, oczekujących królewskiego życia. Nie zrobi tego, bo nie chce. Nie zrobi tego, bo nie ma czasu. Nie zrobi tego, bo coś. Ale auto do miasta weźmie, no bo przecież autobusem się nie będzie tłukła jak auto stoi pod domem i jest do dyspozycji au-pair. Oczywiście, rodzina płaci za paliwo i rodzina płaci za bramki wjazdowe do miasta. Au-pair to ogromna sztuka kompromisów. Trzeba pamiętać o regulaminie, wypracowanych godzinach ale również trzeba umieć się dogadać z rodziną. Myślicie pewnie, że ja mając norweskiego chłopaka mogę sobie być taka cwana bo ja pewnie nie mam sytuacji, kiedy muszę zmienić wszystkie plany bo host rodzina mnie potrzebuje. Otóż mam takie sytuacje często. Mój chłopak to w pełni rozumie, bo to moja praca. Często na początku miesiąca mówię hostce, że np. 14 i 20 listopada mam trening HoopDance, więc jeśli mnie potrzebuje, to będę w domu po 18. Zawsze umiemy znaleźć balans pomiędzy tym, co robimy. Czasem zdarzało się, że w sobotę byłam u mojego chłopaka przez cały dzień i hostka dzwoniła, że muszę wrócić do domu, bo mają kryzysową sytuację i muszą jechać do pracy. Dla mnie to jest bardzo w porządku bo skoro nie wypracowałam w danym tygodniu 30 godzin, to dlaczego miałabym odmówić? Nawet jeśli miałabym pracować ponad to, to wiem, że dostanę za to pieniądze które mi się należą. Poza tym, kiedy mój chłopak szukał mieszkania do kupienia, ja parę razy mu towarzyszyłam, mimo że w tym czasie powinnam być z host rodziną i jeść obiad/sprzątać po obiedzie. Nigdy nie spotkałam się z odmową, kiedy prosiłam o wolne godzinę/dwie godziny wcześniej, jeśli im to również pasowało.

Moja rada - rozmawiajcie ze swoimi host rodzinami. Na Skypie określcie dokładnie, co leży w Waszych obowiązkach. Nie bójcie się powiedzieć jasno "W mojej umowie jest napisane, że jeśli pracuję więcej niż 30 godzin, powinnam dostać dodatkowe pieniądze" albo "Regulamin określa, że to rodzina pokrywa koszty podręczników na kurs". Oni Was nie zjedzą a zyskacie tylko szacunek. Jeśli rodzina już w rozmowie Skype będzie robiła z tym problem - uciekajcie gdzie pieprz rośnie. Z dala od takich ludzi. Dobra rodzina, to rodzina szanująca regulamin i rodzina szanująca nas jako ludzi. Nie ważne, czy jesteśmy z Filipin, Francji czy Polski. Nie powinnyśmy być traktowane różnie i nie pozwalajmy się tak traktować. 

Tutaj znajdziecie prawa i obowiązki au-pair po norwesku: KLIK

Pozdrawiam serdecznie, Pati

niedziela, 9 listopada 2014

137. Co straszy w Norwegii?

Wiem, że Halloween już za nami i temat posta jest trochę spóźniony ale postanowiłam napisać mimo to. Dziś przeczytacie o niektórych postaciach pojawiających się w norweskich wierzeniach ludowych. Wiara w mistyczne stworzenia ma bardzo długą tradycję.

TROLL

Istnieje wiele rodzajów trolli w Norwegii. Większość z nich to duże, brzydkie i nie do końca mądre istoty. Legenda głosi, że kontakt trolla z promieniami słonecznymi kończy się na przemianie go w kamień. Może dlatego mamy tu tyle skał? 



HULDRA

Huldra to piękna, młoda dziewczyna żyjąca w lesie. Swoim pięknem zwabia do siebie mężczyzn, żeby następnie ich zabić. Jedynym co ją wyróżnia jest krowi ogon. W wielu przekazach istnieją wzmianki o tym, jak huldra zakochała się w zwabionym przez siebie mężczyźnie, para wzięła ślub a krowi ogon odpadł - ściągając tym samym klątwę ciążącą na dziewczynie.


DRAUGEN

Jest to duch żyjący na morzu. Sprowadza śmierć na żeglarzy . Draugen jest nazywany też trollem morskim. 

NØKKEN

Stwór żyjący w wodach stojących, słodkich, głównie w lasach. Zwabia swoje ofiary grając piękną muzykę. Następnie zaciąga człowieka do wody i topi.


VETTEN

To nadnaturalna postać żyjąca w pobliżu gospodarstw domowych. Są czymś pomiędzy stworzeniami podziemnymi i gnomami. Są to stosunkowo przyjazne stworzenia, jeśli się im pomaga. Podania mówią, że gospodarz musiał być miły dla tych postaci jeśli chciał uzyskać jakieś plony w swoim gospodarstwie.

Pozdrawiam,
Patka

sobota, 1 listopada 2014

136. 30 słów kojarzących się z listopadem


Nadszedł listopad (November). Jeden z dwóch ostatnich (en av de to siste) miesięcy w tym roku. Słońce zachodzi już chwilę po godzinie czwartej (klokken fire). Ostatnie wrzosy (røsslynger) przekwitają. W ostatnich dniach Norwegię nawiedziła powódź (en flom). W takie deszczowe dni można by siedzieć godzinami w salonie (ei stue) pod kocem (et teppe) z lampką czerwonego wina (en rødvin). Listopad to dla Norwegów czas w którym wielu się przeprowadza (å flytte) do nowego domu (et nytt hus). Jednak niedziela jest dniem dla rodziny. Nie brakuje czasu na niedzielne wycieczki (søndagsturer). Należy pamiętać, że w Norwegii po zmroku trzeba używać (å bruke) odblasków (en refleks). Nawet jeśli idziemy się przejść (å rusle), pamiętajmy że musimy być widoczni. Czwartek (en torsdag) to już prawie weekend. Wieczór (en kveld) możemy więc zarezerwować sobie na wyprawę do centrum handlowego (et kjøpesenter), żeby zrobić zakupy (å handle). Możemy kupić (å kjøpe) mnóstwo na wyprzedaży (et tilbud) jesiennej, która się właśnie zaczęła. Pilnujmy męża, którego kolega (en kollega) chce wyciągnąć na firmowe wyjście do baru (lønningspils). Trzeba przecież oszczędzić na grudniowe wydatki. Pod koniec miesiąca możemy obchodzić Święto Dziękczynienia (en høsttakkefest), znane w Norwegii bardziej jako obchodzone do roku 1770 Święto Michała (Mikkelsmess). Możemy przygotować proste norweskie potrawy jak kotlety rybne (fiskekaker) w brązowym sosie (i brun saus) czy pyzy (raspeballer) z musem z brukwi (kålrabistappe). Koniec listopada przynosi nam w Bergen dwa niezwykłe wydarzenia. Jednym jest coroczne otwarcie największego na świecie miasta z piernika (Pepperkakebyen), a drugim wejście w czas adwentu i festiwal na cześć zapalenia pierwszej adwentowej świecy (en Lysfest). I chyba coraz bliżej Święta, hmm? 


Dwa poprzednie miesiące znajdziecie w zakładce "Język norweski" u góry strony.

Med vennlig hilsen,
Pati :)