wtorek, 11 listopada 2014

138. Zła rodzina czy zła au-pair?

Nieszczęście, które przytrafiło się jednej z moich dobrych koleżanek i czytelniczek zmusiło mnie do refleksji. Gdzie leży problem w całym systemie au-pair? Czy winę ponosi rodzina goszcząca, czy może au-pair? W tym poście opowiem Wam o moich doświadczeniach i obserwacjach z tym związanych.

Program au-pair nie zawsze jest rajem

Tak jak każdy program, ma swoje blaski i cienie. Ile ludzi, tyle opinii. Ciężko określić, czy rodzina z którą mamy świetny kontakt przez Skype będzie taka w rzeczywistości. Tak samo nie warto przekreślać rodziny, która w kontakcie na Skypie jest trochę nieśmiała, małomówna (szczególnie, jeśli to Norwegowie). Ja np. kiedy rozmawiałam z moimi na Skypie po raz pierwszy, to odczułam że mimo ich uśmiechu i zapewnień że bardzo mnie chcą, traktowali mnie jednak z dystansem. Teraz, z perspektywy czasu całkowicie to rozumiem. Norwegowie są zdystansowani do świata i ludzi. Ja, jakby nie patrzeć byłam osobą obcą, która dołączała do ich życia. Dziś, po 19 miesiącach nie ma między nami żadnej bariery, chociaż nie ukrywam, że trzeba było do siebie nawzajem dotrzeć. Jest dużo historii, o "cudownych rodzinach" na obrazku, na Skypie a bardzo okrutnych w rzeczywistości. Jedna dziewczyna, będąc w Oslo zaledwie po tygodniu nie wytrzymała i zgłosiła swoją złą sytuację agencji. Agencja chcąc pomóc zadzwoniła do rodziny  pytaniem czy wszystko gra. Jeszcze tego samego wieczoru rodzina wyrzuciła M. z domu. A co takiego złego działo się w domu, że M. musiała to zgłosić? Między innymi jedno z dzieci, 6-letnia dziewczynka spała z nią w łóżku, jej pokój miał własną łazienkę jak to było jej powiedziane wcześniej, ale łazienka znajdowała się w piwnicy, obwieszona pajęczynami, z zardzewiałym prysznicem. W ciągu dnia miała przydział jedzenia - rano kromka chleba z salami a wieczorem/popołudniu miska ryżu. Nie miała prawa też korzystać z lodówki i jedzenia rodziny goszczącej. To tylko niektóre z przykrych sytuacji, które ją tam spotkały.

Polska au-pair to nie sprzątaczka

Po pierwsze, różnica między au-pair a sprzątaczką jest ogromna. Dużo rodzin uważa, że au-pair to darmowa firma sprzątająca i można jej zlecić każde zadanie od koszenia trawy, po mycie okien na zewnątrz domu na szorowaniu fug szczoteczką do zębów kończąc. Gdzie leży problem? Moim zdaniem w zachowaniu au-pair z Tajlandii, Filipin itp. miejsc. Ja rozumiem, chcą przyjechać do "lepszego świata" i zrobić coś dla siebie, zarobić pieniądze. Uważam, że główny problem to fakt, że aby ściągnąć au-pair do Norwegii należy opłacić jej papiery wizowe. To droższe rozwiązanie niż au-pair europejska ale tu zaczyna się główny punkt. Taka au-pair jest zazwyczaj tak "wdzięczna" za danie jej możliwości, że zrobi wszystko. Dosłownie wszystko. Włączając czasem nawet pracę w restauracjach/hotelach należących do host rodziny. To ogromne okrucieństwo ze strony rodzin, że je tak wykorzystują a prawda wychodzi na jaw często kiedy dziewczyna już nie daje rady. Uważam, że gdyby znały swoje prawa i umiały o tym głośno mówić, sytuacja byłaby inna. Wina leży więc po obu stronach. Tu w Norwegii, europejskie au-pair postrzega się przez pryzmat tych azjatyckich. Nie podoba Ci się? Nie chcesz pracować więcej? To wypad, a my sobie zatrudnimy au-pair z Tajlandii/Filipin. Zgadnijcie, kogo zatrudniła rodzina goszcząca po tym, jak wyrzuciła M. z domu? Tak, dziewczynę z Azji. Moje koleżanki z Francji i Niemiec nie mają jednak tak dużych problemów ze swoimi rodzinami. Kiedy z nimi o tym rozmawiam, to zawsze podkreślają, że regulamin jest po to, aby obie strony się go trzymały, więc dodatkowe zadania typu "mycie okien na drabinie na zewnątrz domu" absolutnie nie wchodzi w grę. I jakoś mają życie jak w Madrycie. Polki i Czeszki to już inna liga. Dużo rodzin postrzega nas jako przybyszów z wschodniej Europy, którzy nigdy nie widzieli Iphone czy elektrycznego czajnika. Szczególnie tyczy się to tych, którzy nigdy w Polsce nie byli a wiedzę czerpią tylko z obserwacji Polaków, którzy mieszkają w ich wynajmowanej piwnicy czy którzy sprzątają domy u ich sąsiadów. To bardzo przykre. 

Znaj swoje prawa

W Norwegii jest tak, że kiedy chce się porozmawiać z szefem o podwyżce (która Ci się umownie należy) to idziesz i rozmawiasz. My w naszym polskim systemie jesteśmy wychowani tak, że "jak jest praca to niech będzie, nie będę się wykłócać o dodatkowe grosze". Tylko, że te dodatkowe grosze w skali roku mogą być ogromnymi pieniędzmi. Nowa umowa au-pair to prawie 5500 koron tzw. fastlønn które musimy dostać raz w miesiącu. Kwota ta jest stała i obejmuje sytuację, kiedy pracujemy nie więcej niż 30 godzin tygodniowo. Przykładowo, jeśli przez 4 tygodnie będę pracować po godzinie tygodniowo to cała ta kwota mi się mimo to należy. W sytuacji, kiedy pracujemy więcej niż 30 godzin w tygodniu - czyli przepracowałam już 30 godzin na ten tydzień a np. host rodzina musi wyjechać i zostaję z dziećmi na przykładowo jedną dobę, 24 godziny - to za każdą godzinę muszę dostać 190 koron dodatkowo (według tego, co mam w swojej umowie) co daje ponad 3600 koron dodatkowo. Niestety, dużo dziewczyn sobie odpuszcza. Pracują wieczorami, nocami w weekendy - mimo, że to godziny ponad. Godziny pracy liczą się również w sytuacji, kiedy dzieci śpią - bo nie możesz w tym czasie opuścić domu. Na początku takie au-pair mówią "to były tylko dwie godziny ponad", potem robią się z tego cztery godziny w następnym tygodniu, dziesięć w kolejnym i trzydzieści godzin więcej pod koniec miesiąca, za które należą nam się dodatkowe pieniądze a których nie bierzemy, bo "nie wypada kłócić się o pieniądze". Tylko, że w tym wypadku to nasze pieniądze. A po kilku miesiącach zaczyna się narzekanie wszystkim wokół, że "rodzina mnie wykorzystuje bo muszę tyle godzin pracować". Nieznajomość prawa szkodzi. Ja miałam problem przez au-pair, która była przede mną. Powiedziała mi, że rodzina nie zapłaci za moje książki i za transport do i z kursu. Ja, głupia, nie sprawdziłam tego, tylko uwierzyłam jej na słowo. Po czym stosunkowo niedawno, bo miesiąc temu zauważyłam w regulaminie, że rodzina ma obowiązek za to zapłacić. Przesłałam mojej hostce poszczególne wycinki z regulaminu i już na drugi dzień miałam pieniądze na koncie a hostka przeprosiła mnie za to, że nie prześledziła regulaminu na tyle dobrze, żeby o tym wiedzieć. Myślicie, że się nie bałam jej o tych brakujących pieniądzach powiedzieć? Bałam się jak cholera, ale mój chłopak powiedział, że w Norwegii tak się załatwia sprawy z szefem. Uważasz, że zasługujesz na więcej pieniędzy? Idziesz i to przedstawiasz, nikt nie ma prawa Cię za to wyrzucić.


Nie jedź na au-pair jeśli nie lubisz dzieci

To jest temat rzeka. Stąd się bierze większość "złych" au-pair. Dziewczyny przyjeżdżają tu, żeby się zaczepić, mieć punkt wyjściowy. Przyjeżdżają do dzieci, które potem stają się dla nich wstrętnymi bachorami, gówniarzami, z którymi nawet nie chcą rozmawiać. Mam taki przykład, dziewczyna w kółko narzekająca na to, jakim okropnym gówniarzem jest jej host dziecko, nie rozmawia z nim wcale. Wydaje mi się, że aby być au-pair trzeba też być dojrzałym emocjonalnie. Imprezowe dziewczyny, dla których najważniejszym punktem tygodnia jest impreza w sobotę, albo piwo w każdy możliwy weekend nigdy nie będą dobrym przykładem dla takiego dziecka. I jeśli mają problem ze sobą, że jedynym sposobem na odreagowanie stresu jest picie piwa w każdy możliwy sobotni wieczór - to błagam, ale nigdy nie będzie to materiał na au-pair. Wiem też, że dzieci są różne i czasem można trafić na prawdziwe wcielone diabły. Ale właśnie, dzieci są różne. A my nie przyjeżdżamy tu żeby te dzieci wychowywać. Ale jeśli wypracujemy ich szacunek do samych siebie to nie ma szans, żeby takie dziecko sprawiało nam problemy. To my decydujemy, jak wysoko zawiesić poprzeczkę i jaki dystans między nami wypracować. Wiem co mówię, w moim życiu byłam otoczona tyloma dziećmi, tyloma różnymi rodzajami dzieci, że to naprawdę nie jest nic nadzwyczajnego, znaleźć wspólny język i wypracować szacunek. Jeśli Ty nie szanujesz dziecka i traktujesz je jako narzędzie Twojej pracy, to nigdy nie będzie dobrze. Nie wiń też dziecka za decyzje i wychowanie rodziców. 


Nie wymagaj, jeśli nie dajesz w zamian

Jest też grupa dziewczyn, oczekujących królewskiego życia. Nie zrobi tego, bo nie chce. Nie zrobi tego, bo nie ma czasu. Nie zrobi tego, bo coś. Ale auto do miasta weźmie, no bo przecież autobusem się nie będzie tłukła jak auto stoi pod domem i jest do dyspozycji au-pair. Oczywiście, rodzina płaci za paliwo i rodzina płaci za bramki wjazdowe do miasta. Au-pair to ogromna sztuka kompromisów. Trzeba pamiętać o regulaminie, wypracowanych godzinach ale również trzeba umieć się dogadać z rodziną. Myślicie pewnie, że ja mając norweskiego chłopaka mogę sobie być taka cwana bo ja pewnie nie mam sytuacji, kiedy muszę zmienić wszystkie plany bo host rodzina mnie potrzebuje. Otóż mam takie sytuacje często. Mój chłopak to w pełni rozumie, bo to moja praca. Często na początku miesiąca mówię hostce, że np. 14 i 20 listopada mam trening HoopDance, więc jeśli mnie potrzebuje, to będę w domu po 18. Zawsze umiemy znaleźć balans pomiędzy tym, co robimy. Czasem zdarzało się, że w sobotę byłam u mojego chłopaka przez cały dzień i hostka dzwoniła, że muszę wrócić do domu, bo mają kryzysową sytuację i muszą jechać do pracy. Dla mnie to jest bardzo w porządku bo skoro nie wypracowałam w danym tygodniu 30 godzin, to dlaczego miałabym odmówić? Nawet jeśli miałabym pracować ponad to, to wiem, że dostanę za to pieniądze które mi się należą. Poza tym, kiedy mój chłopak szukał mieszkania do kupienia, ja parę razy mu towarzyszyłam, mimo że w tym czasie powinnam być z host rodziną i jeść obiad/sprzątać po obiedzie. Nigdy nie spotkałam się z odmową, kiedy prosiłam o wolne godzinę/dwie godziny wcześniej, jeśli im to również pasowało.

Moja rada - rozmawiajcie ze swoimi host rodzinami. Na Skypie określcie dokładnie, co leży w Waszych obowiązkach. Nie bójcie się powiedzieć jasno "W mojej umowie jest napisane, że jeśli pracuję więcej niż 30 godzin, powinnam dostać dodatkowe pieniądze" albo "Regulamin określa, że to rodzina pokrywa koszty podręczników na kurs". Oni Was nie zjedzą a zyskacie tylko szacunek. Jeśli rodzina już w rozmowie Skype będzie robiła z tym problem - uciekajcie gdzie pieprz rośnie. Z dala od takich ludzi. Dobra rodzina, to rodzina szanująca regulamin i rodzina szanująca nas jako ludzi. Nie ważne, czy jesteśmy z Filipin, Francji czy Polski. Nie powinnyśmy być traktowane różnie i nie pozwalajmy się tak traktować. 

Tutaj znajdziecie prawa i obowiązki au-pair po norwesku: KLIK

Pozdrawiam serdecznie, Pati

3 komentarze:

  1. Ja swojej rodzinie na "dzien dobry" powiedzialam, ze bede zachowywac sie jak u siebie w domu. Sprzatam, kiedy widze, ze jest brudna. Z moimi maluchami uwielbiam spedzac czas, nawet ponad. Traktuja mnie, jak czlonka rodziny i zawsze za wszystko dziekuja. Codziennym zaskoczeniem jest dla mnie, gdy wieczorem dziekuja mi za dzien! Nie wyliczaja wody ani jedzenia i kupuja rzeczy, na ktore mam ochote. Ugotowac dla nich obiad w sobote, ponad moje godziny? No problem, bo dla takich ludzi sie chce nawet piec pieciowarstwowy tort urodzinowy! Nie pojechalam przez agencje, bo nie wyszlo. Sami sie odnalezlismy i sami sie szanujemy, bo nie ma pomiedzy nami posrednikow. Kazdej nowej au pair zycze tak dobrych ludzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, o to właśnie chodzi !!! :)

      Usuń
  2. bardzo dobrze to Patrycja opisałaś. Ja nie jestem au-pair, ale z uwagi na moją pracę, część sytuacji znam z własnego doświadczenia. Wniosek z moich obserwacji jest taki, że trzeba rozmawiać, trzeba się nieraz poświęcić, ale i wymagać i upominać się o swoje. poprzez równe prawa pomiędzy stronami wszyscy czują się bezpiecznie i wiedzą, po jakim gruncie stąpają.

    OdpowiedzUsuń

Cześć ! Dziękuję za komentarz i zapraszam do dyskusji. Pamiętaj, że komentarze złośliwe lub wulgarne będą usuwane. Mój blog nie jest też słupem ogłoszeniowym, będę wdzięczna jeśli to uszanujesz. Pozdrawiam, Pati :)