piątek, 30 stycznia 2015

155. Morskie opowieści kulinarne (cz.2)

Dziś nadszedł czas na ostatni post ze styczniowej serii "Norwegia od kuchni". Zajmę się dziś norweskim zamiłowaniem do skorupiaków Nie omówię jednak gotowych potraw tylko produkty, które Norwegowie upodobali sobie na przestrzeni lat. Dla Was to ciekawa lekcja nowego słownictwa. Zapraszam niżej!
 
 

1. Hummer

Zaczynamy od homara który jest ekskluzywnym jedzeniem podczas wszelkich spotkań (eksklusiv selskapsmat). Można go kupić żywego, świeżo ugotowanego, ugotowanego i zamrożonego oraz jako kawałki mięsa w pudełku. Świeżo ugotowany homar podawany jest najczęściej bez żadnych przypraw i udziwnień. Ten mrożony natomiast jest składnikiem sałatek i innych dań. Obecnie odłów homarów jest w Norwegii ściśle kontrolowany i regulowany prawem. Regulacje obejmują między innymi zakaz odłowu między 1 października a 30-31 listopada oraz w czasie obejmującym godzinę po zachodzie słońca i godzinę przed wschodem słońca. Homar musi być również nie mniejszy niż 25 cm aby można było go odłowić. W przeciwnym wypadku musi być wypuszczony na wolność. Więcej o tym przeczytacie na stronie Fiskedirektorat.
 

2. Reker

Krewetki odławiane są przez cały rok. Zazwyczaj gotuje się je od razu na pokładzie i sprzedaje świeże lub mrozi. Norwegowie jedzą je na nieskończoną ilość sposobów, wrzucają do zup, robią sałatki, grillują. Wciąż jedną z najpopularniejszych metod jest podanie nieobranych krewetek z majonezem i cytryną. Sam sobie obierasz jedzenie, kładziesz na kromkę chleba, dodajesz majonez i cytrynę i gotowe. To bardzo popularne na wszelkiego rodzaju festynach czy imprezach firmowych w plenerze.
źródło
 

3. Krabbe

Kraby to moja miłość od pierwszego złowienia. Najlepiej łowić je w sierpniu-wrześniu bo wtedy są najbardziej skore do wchodzenia do skrzynek w które się je łowi. W żadnym wypadku nie powinno się gotować krabów, które już nie żyją ponieważ wydziela się wtedy niebezpieczna substancja która po pierwsze, psuje smak mięsa a po drugie stanowi zagrożenie po zjedzeniu. Po złowieniu wrzuca się je żyjące do osolonego wrzątku i gotuje. Można je również kupić żywe albo już ugotowane i zamrożone. Często w sklepach możemy też znaleźć ugotowane i podzielone kraby (pancerzyki i odnóża pełne pysznego mięska).
źródło
 

4. Ferskvannkreps

To żyjący w słodkich i bieżących wodach rak. Sezon na raki jest w Norwegii krótki i trwa tylko w sierpniu. Odławiane raki powinny mieć co najmniej 9 cm długości. Populacja raka szlachetnego w europejskich rzekach i jeziorach stale się zmniejsza ze względu na zanieczyszczenia. Norwegowie importują raki z innych krajów ponieważ mięso różni się od tego norweskiego.
źródło
 

5. Sjøkreps

Rak morski (langusta). Świeże sprzedawane są najczęściej już ugotowane. Na specjalne zamówienie można kupić je również żyjące. Importowane ogony raków (w Norwegii znane jako SCAMPI) można kupić również surowe, głęboko mrożone.
 

6. Blåskjell

Małże w czarnych muszelkach czyli omułki. Część łowi się w Norwegii a część sprowadza z innych krajów. Można je kupić świeże, lub już oczyszczone i wyjęte z muszli. Często znaleźć też można omułki pakowane hermetycznie. Żyjące należy dobrze oczyścić i takie żyjące ugotować. Żeby się zorientować, czy nasze małże jeszcze żyją należy zapukać w muszelkę - jeśli się zaciśnie, znaczy że ktoś jest w domu. Takie możemy wrzucić do gotowania. Absolutnie nie można gotować nieżyjących, zarówno jak krabów i innych skorupiaków ponieważ jest to niebezpieczne dla zdrowia i życia.
 

7. Østers

Ostrygi. Bezsprzecznie do gotowania muszą być świeże i żyjące ponieważ w przeciwnym wypadku wydzielają trującą substancję. Najczęściej jednak są serwowane żyjące w swojej muszli skropione tylko cytryną.
 
 
Tym postem kończę styczniowy cykl na Pat i Norway. W niedzielę zapraszam na post "30 słów.." bo zaczyna się luty. Kulinarne posty jednak będą się tu pojawiały bo temat nie jest nawet w 10% wyczerpany. Dajcie znać, czy Wam się podobało i czy warto!
Pozdrawiam serdecznie,
Patka
 
źródło informacji:
www.fiskedir.no
Den blårutete kokeboken, Ingrid Espelid Hovig

niedziela, 25 stycznia 2015

154. Norsk frokost

Dziś na tapetę weźmiemy norweskie śniadanie. Weekendy to swego rodzaju czas celebracji dla Norwegów. Stół zastawiony połową zawartości lodówki, upieczone bułeczki, kromki chleba, sok, mleko, herbata i kawa to zestaw obowiązkowy. Razem przejdziemy przez słownictwo związane z norweskim śniadaniem.
 
Frokost
Czyli śniadanie. W ciągu tygodnia często ograniczony do zjedzenia jogurtu, kromki chleba w weekendy przeradza się w istny festiwal. Jeśli miałabym coś przenieść do Polski to właśnie takie śniadania. W moim odczuciu są bardziej rodzinne niż obiady czy kolacje. Mam na myśli te weekendowe, kiedy cała rodzina dopiero przebudzona ze świeżym umysłem zasiada do stołu i zaczyna jeść.
 
Pålegg
Kiedy przyjechałam do Norwegii 18 miesięcy temu, moi hości używali jednego magicznego słowa, które mnie bardzo zastanawiało. Przez pierwsze dni często mówili, że jeśli jestem głodna to mam się nie krępować bo w lodówce jest "polak" i mogę się częstować. Za każdym razem otwierając lodówkę zastanawiałam się, co to ten polak. W końcu zapytałam i okazało się, że zupełnie nie zrozumiałam wymowy i mój mózg dopasował to sobie do znanego słowa "Polak". Hości oczywiście wymawiali to "Polegg" i ja do dziś się zastanawiam w jaki sposób mogłam słyszeć to błędnie. A co oznacza to magiczne słowo? Generalnie wszystko, co można "położyć" na chlebie. Tylko że tutaj chodzi też o wszelkiego rodzaju pasztety, serki, czekolady i inne rzeczy, które można "wsmarować". Zazwyczaj cały pålegg stoi w lodówce na specjalnej tacce tak, żeby można było wyciągnąć ją za jednym razem i postawić na stole.
 
 
Rundstykker
To okrągłe bułeczki ale nazywa się też tak generalnie wszelkie bułeczki podawane do śniadania (mimo, że te inne to baguetter (bagietki) czy briks (kwadratowe bułeczki). Norwegowie lubują się w bułeczkach, które można wsadzić na 10 minut do piekarnika i wyciągnąć pięknie wypieczone i gorące do śniadania.
źródło
 
Brød
Tu filozofii nie ma i to po prostu chleb. Liczba rodzajów dostępnych w sklepach jest jednak powalająca. Od chleba norweskiego, poprzez francuski, marchewkowy, słonecznikowy, alpejski na górskim kończąc. Gdyby dobrze policzyć to możnaby znaleźć około 15 różnych rodzajów chleba na półce dostępnych od ręki. Do śniadania podawany w postaci kromek (bardzo często podpieczonych lekko w tosterze).
 
Sjokolade pålegg
To typowo dziecięcy produkt - czekolada do chleba. Jednak i starsi sobie czasem nie odmawiają. Popularny jest w Norwegii program telewizyjny o kucharzu, który pomaga ludziom zmienić ich sposób żywienia. Raz pojechał do mężczyzny, około 30-letniego którego jedynym pożywieniem był chleb właśnie z tą czekoladą (najpopularniejszy rodzaj w Norwegii to Nugatti dostępny w około 5 różnych wariantach). Wyobraźcie sobie, kanapka z czekoladą na śniadanie, obiad i kolację. Nie bardzo !
 
 
Skinke
Szynka. Mimo ogromnego wyboru szynek nie dostaniemy raczej w Norwegii świeżo krojonej a tylko te 5-6 plastrów zapakowanych hermetycznie. Czasem po otwarciu opakowania zapach powala na kolana, że odechciewa się jeść. No cóż, nie wszystko jest idealne. A na pewno nie pakowane mięso.

 
Hvitost
To jest zabawny temat, bo to żółty ser, który jednak tłumacząc nazwę dosłownie jest serem ..białym! Mimo tego, używa się też nazwę "gulost" która reprezentuje ten żółty to przyjęło się również określanie go białym. Nie dziwię się, czasem jest on tak blady, że do żółtego koloru mu baaaardzo daleko! Co ciekawe, Norwegowie nie znają naszego "polskiego" białego sera (np. tego w kostce). Mimo, że ostatnio na rynku pojawił się ser, który Polki mogą śmiało używać do polskiego sernika(Kvarg), to jest to jednak ser mielony i jeśli ktoś lubi ten nie mielony - w Norwegii się zawiedzie.

 
Brunost
Brązowy kozi ser. Symbol Norwegii. Nie będę się rozpisywać bo temat był poruszany tu mnóstwo razy. Najlepszy z odrobiną malinowego dżemu. Mniam!
źródło
 
Eggerøre
Jajecznica. Norweska jajecznica to mieszanka jajek, mleka, soli i pieprzu. Micha jajecznicy którą kojarzycie z polskich śniadań może odejść w zapomnienie. To zazwyczaj mała miseczka z odrobiną jajecznicy w środku. To dlatego, że Norwegowie zazwyczaj używają jej jako pålegg, czyli po prostu kładą na kanapkę.
źródło
 
Speilegg
Jajko sadzone. Bardzo rzadko spotkałam się z tym, że na śniadanie było jajko sadzone. Zdarzyło się to może ze 3 razy w ciągu całego mojego pobytu tutaj. Może chodzi o to, że nad sadzonym trzeba chwilę postać podczas gdy jajecznica "smaży się sama" i trzeba ją tylko przemieszać kiedy zacznie się ścinać.
źródło
 
 
Røkt laks
Wędzony łosoś. Razem z jajecznicą to element nieodłączny na kanapce. Plastry lekko wędzonej ryby to coś, za czym przepadają mieszkańcy tego kraju.

 
Kaviar
Kawior w tubce to podstawa nie tylko w domach ale i w przedszkolach. Każdy je kawior - od najmłodszych dzieci po najstarszych mieszkańców tego kraju. Ulubionym jest chyba kawior na knekkebrød (o którym pisałam w ostatnim poście).
 

 
Mam nadzieję, że nauczyliście się dziś jakichś nowych słów lub dowiedzieliście czegoś nowego! W czasie gdy ten post się opublikował, ja najprawdopodobniej jadłam śniadanie razem z Ørjanem - z całą zawartością lodówki wystawioną na nasz maleńki stolik.
Pozdrawiam serdecznie,
Patka!

czwartek, 22 stycznia 2015

153. Lefser, lomper i spółka, czyli baza norweska.

Tradycja norweska to również wszelkiego rodzaju placki i "naleśnikopodobne" wyroby. Dziś opiszę kilka rzeczy, które są w Norwegii bazą do wykonania kanapek czy prostych przekąsek. Mieszkańcy tego kraju wręcz lubują się w naleśnikach, gofrach, lefser i lomper. Dzieci w przedszkolach zajadają bardzo chętnie knekkebrød. Do rybnej zupy podaje się flatbrød. Coraz popularniejszy staje się polarbrød. Ale, jaka jest różnica pomiędzy nimi? Po przeczytaniu tego postu nie będziecie mieli żadnych wątpliwości.

1. Lefser

Miękkie, okrągłe placki na bazie mąki i/lub ziemniaków. Lefser to przekąska głównie słodka. W sklepach istnieje wiele rodzajów - z cukrem, z cynamonem albo przełożone słuszną porcją masła z cukrem i cynamonem. Można je kupić w postaci kwadratowych "kanapek" (wtedy grubość jednego kawałka to około 0.5) lub zrolowane jak naleśniki (z nadzieniem w środku). Alternatywą jest podanie ich z dżemem lub serem (brązowym lub żółtym).
 
 

2. Lomper

W smaku bardzo ziemniaczane używane głównie do tych "słonych" przekąsek. Ja lubię przekładać je warzywami lub wędliną/serem i zjadać jak kanapki. Norwegowie zawijają w nie parówki i tak powstaje norweski hot-dog. Lomper pochodzą ze Szwecji ale przyjęły się w kraju bardzo szybko. Czasem można spotkać się z lomper podawanymi z cukrem i cynamonem, jak lefser ale moim zdaniem różnica w smaku jest ogromna. Dlatego najbardziej podstawową formą podania jest właśnie parówka z keczupem owinięta w ten cienki placek. To jeden z podstawowych produktów na stacjach benzynowych oferujących szybkie jedzenie.
 
źródło
 

3. Knekkebrød

Na pewno kojarzycie pieczywo Wasa z polskich półek. Tu w Norwegii jest to prawdziwy hit. Jedzone na śniadanie, zabierane w postaci kanapek na wycieczki, podawane jako przekąska dzieciom w przedszkolu, jedzone na kolację. Knekkebrød istnieje w wielu wariantach. Wersja bez glutenu, z solą, ze słonecznikiem, sezamowa, pełnoziarnista - to tylko niektóre z oferowanych w każdym sklepie. Zawsze się dziwię z jakim zapałem 3-4 letnie dzieci chrupią te sucharki. Na półkach sklepowych istnieje również mnóstwo gotowych mieszanek do samodzielnego wypieku. Wystarczy też wpisać frazę "knekkebrød" w wyszukiwarkę i otrzymamy niezliczoną ilość przepisów. Knekkebrød to zdecydowany element obowiązkowy w norweskich domach. Knekkebrød to w dosłownym tłumaczeniu "łamliwy chleb"
źródło

 

4. Flatbrød

Zupy również zagryza się sucharkami. Flatbrød to bardzo cienki rodzaj chrupicego pieczywa (ma maksymalnie 2mm grubości). W smaku jest delikatniejszy od knekkebrød i jest dodatkiem np. do bergeńskiej zupy rybnej czy sodd podawanej w rejonie Trøndelag. W średniowieczu stanowił podstawę wyżywienia społeczeństwa ze względu na swoją prostotę wykonania. Pierwsza pisemna wzmianka o tym wypieku pojawiła się właśnie w średniowieczu. W dosłownym tłumaczeniu nazwa oznacza "płaski chleb".
 

5. Polarbrød

Mój ulubieniec, chleb polarny. To produkt mrożony po wypieczeniu i rozmrażany na chwilę przed wyłożeniem na półki sklepowe. Czasem może się zdarzyć, że opakowanie jest jeszcze zimne a krążki pieczywa lekko twarde. Mrożenie zaraz po upieczeniu pozwala na podanie klientowi produktu świeżego - bez użycia konserwantów. Metoda ta nazywa się metodą "polarną" i pochodzi z północnej Szwecji. Sprzedawany w postaci miękkich krążków jedzony jak kanapki na słodko, słono, pikantnie oraz na przykład polany sosem pomidorowym i posypany żółtym serem zapieczony w postaci mini pizzy. Ogranicza nas tylko wyobraźnia!

źródło

6. Skorpa

Suche i chrupiące połówki małych bułeczek. Bardzo kruche a zarazem lekko twarde. Popularne w Danii i Szwecji "skorupki" są też częścią norweskich kanapek. W smaku przypominają pieczywo WASA. Tylko bardziej się kruszą co doprowadza mnie do szału, bo po zjedzeniu jednej takiej bułeczki okruchy są rozrzucone w promieniu metra i wszystko wygląda jak darmowa stołówka dla kur.

A Wy? Kojarzycie jeszcze jakieś produkty tego typu, których nie opisałam? Zapraszam do dyskusji !
Pozdrawiam,
Patka

wtorek, 20 stycznia 2015

152. W drodze po śnieg

Mały przerywnik od postów kulinarnych. Wpadłam tu na chwilę podzielić się z Wami zdjęciami weekendu, który spędziłam z moim chłopakiem w górach, ok. 2-3 godziny jazdy z Bergen. Tego weekendu wydarzyła się bardzo ważna rzecz w tym roku, więc sobotni wieczór postanowiliśmy spędzić razem, świętując. Jednak w ciągu dnia zadzwonił do nas tata mojego chłopaka z pytaniem, czy nie chcielibyśmy przyjechać do chatki w górach bo spadło trochę śniegu i potrzebuje pomocy. Więc kupiliśmy słodkie bułki, milkshake'i, wpakowaliśmy się w samochód i wyruszyliśmy w drogę. Po drodze złapała nas śnieżyca, nie mam pojęcia jak Ørjan widział cokolwiek na drodze bo ja prócz śniegu i mijających nas aut nie widziałam nic.

Kiedy wjechaliśmy na lokalną drogę prowadzącą do Mjølfjell nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Nie dość, że droga nawet latem jest wąska i na kilku zakrętach trzeba mieć niezłe szczęście, bo mieszczą tylko jedno auto to teraz na dodatek po obu stronach miejscami leżało około 2 -3 metrów śniegu.



Domek taty mojego chłopaka jest na wzgórzu, więc z drogi trzeba zjechać na mały parking przeznaczony dla kilku aut (w promieniu są jeszcze cztery hytki innych ludzi) albo można podjechać bezpośrednio pod hytkę. Jednak, żaden pług tak stromo nie podjedzie, więc śnieg był odgarnięty tylko z parkingu. Zjazd z drogi był po prostu dziurą w zaspie śniegu. Czekała nas jeszcze droga piechotą do domku. Nic strasznego, jakieś 300-400 metrów. Po nieodgarniętym śniegu, który leżał sobie tam w postaci zasp 2-3 metrowych zaczęliśmy wędrówkę w górę. Ja z torebką, aparatem i hula hoop (a jakże!), mój chłopak z łopatą, latarką i plecakiem i tak sobie zaczęliśmy podejście. (brzmi jak wejście na Mount Everest), ale gdybyście widzieli jak się zapadałam po pas i jak się potem z tego śniegu wygrzebywałam to byście umarli ze śmiechu. Na górze jednak czekała na nas ciepła kolacja i miły wieczór przy kominku. Rano przyszedł czas na zrzucanie śniegu z dachu. Rezultat taki, że śnieg zrzucony i dach widać ale domek niekoniecznie. Zapraszam na kilka obrazków!










Śnieg można było zbierać z naszego pokoju na drugim piętrze :)






Próbuję udeptać jakąś powierzchnię do hula-hop :D

Ubrana w narciarskie spodnie i dwa swetry próbuję nowych tricków !

Pozdrawiam serdecznie,
Patka !

niedziela, 18 stycznia 2015

151. Norwegia specyficzna w smaku

Dziś post szczególnie dla tych z Was, którzy lubią wszelkiego rodzaju eksperymenty kulinarne i niespotykane dotąd smaki. Tym razem o "najdziwniejszych" a zarazem bardzo typowych rzeczach jedzonych przez mieszkańców tego kraju. Dla Waszego dobra - nie siadajcie do czytania zaraz po posiłku lub w trakcie posiłku, szczególnie jeśli macie wrażliwe żołądki

1. Wieloryb - Hval
Jeśli większość z Was ma teraz przed oczami majestatyczne ogromne stworzenia, największe ssaki na świecie pokrojone na kawałki i podane na kanapce jakiegoś blondwłosego Norwega z brodą to porzućcie to wyobrażenie. Po kolei. Mało osób wie, co tak naprawdę kryje się pod nazwą "mięso wieloryba". Na lokalnej grupie Polek w Bergen spotkałam się raz z przedziwną rozmową, kiedy to "ekspertki" od wszystkiego i niczego rozprawiały o tym, co by kupić rodzinie w Polsce.
Płetwal błękitny
Jedna zaproponowała wieloryba na co inna odpisała, że to chyba nielegalne bo w Polsce wielorybnictwo jest zakazane. Trzecia wtrąciła, że z tymi wielorybami to jest tak, że norwescy rybacy dostają pozwolenie na zabicie dwóch płetwali błękitnych rocznie i tylko to mięso sprzedają a potem jak nie ma, to nie ma i trzeba czekać do następnego roku. Takie opinie możemy spokojnie włożyć między bajki i wykazać się trochę większą erudycją. Zamiast pisać tego typu banialuki na portalach społecznościowych (gdzie potem większość z tych kobiet była przekonana "Ooo, tak tak, ja też o tym słyszałam") wystarczy wrzucić proste hasło w Google i sprawa od razu się wyjaśnia. Tam dowiadujemy się, że:

  • Obecnie zezwolenie na małe wielorybnictwo przybrzeżne mają praktycznie tylko Norwegia, Japonia, Islandia i Grenlandia.
  • Nielegalnym jest polowanie na humbaki, sejwale, finwale i płetwale błękitne. To największe na świecie gatunki wielorybów a ich liczebność została przetrzebiona w XXw. przed wprowadzeniem zakazu polowań. To samo tyczy się kaszalota, którego liczebność drastycznie zmalała w XVIII wieku.
    Płetwal karłowaty
  • Wieloryb, którego znajdujemy dziś na półkach w norweskich sklepach to płetwal karłowaty. Gatunek ten to stosunkowo mały osobnik (ok. 7 m długości), który wyrządza szkody w sieciach rybackich. Głównie z tego powodu zdecydowano się na jego odłowy. Nie są to jednak odłowy na skalę masową tylko małe wielorybnictwo przybrzeżne w 4 wymienionych przeze mnie krajach oraz wśród tradycyjnych grup etnicznych jak np. Inuici. 
Wieloryb w smaku jest.. lekko metaliczny. Szczególnie ten wędzony. Mimo tego, że to ssak - odczuwa się nutę rybiego zapachu. Tradycyjnie przyrządzany w Norwegii w latach 60-tych był gotowany w lekko posolonej wodzie i podawany z rodzajem cienkiego, chrupiącego placka (flatbrød). Obecnie istnieje wiele przepisów na przyrządzenie wieloryba ale wciąż popularne jest podawanie wędzonych plastrów na kanapkach np. do śniadania. Ja lubię go najbardziej właśnie na chlebie. Zalety tego mięsa to m.in. mała zawartość tłuszczu przy bardzo dużej zawartości białka i protein. Dodatkowo wieloryb to doskonałe źródło tłuszczy omega-3 i tranu.

2. Renifer - Reinsdyr
Ktoś zjadł rudolfa i Świąt nie będzie. Renifera zjemy w Norwegii w każdej możliwej postaci. Na kanapkach, jako kiełbasę, surowe mięso, ugotowane kawałki w zupie. Mnie to mięso smakuje lasem. Nie mam pojęcia dlaczego, ale tak właśnie jest. W porównaniu z dzikiem, renifer to mięso miękkie, wręcz rozpływające się w ustach. Moim ulubionym daniem jest zupa grzybowa z reniferem. Przynajmniej raz na miesiąc staram się wyciągać chłopaka do jednej z moich ulubionych restauracji, która serwuje najlepszą zupę z renifera. Ja sama jej jeszcze nie przyrządzałam ale np. jako dodatek do kanapek pojawia się czasem w mojej lodówce. Moja mama jest raczej przeciwna jedzeniu mięsa, które pochodzi od zwierząt "niespotykanych". Kiedy przyjechałam do Polski w październiku 2013, przywiozłam ze sobą surowe plastry mięsa renifera. Moja mama nie wiedząc jak się zabrać za jedzenie zrobiła... pizzę. Pizza była super w smaku. Kiedy w zeszłym roku opowiadałam mojemu chłopakowi o tej pizzy, powiedział że nigdy w życiu nie słyszał o tym, żeby ktoś zrobił z renifera pizzę. 

Podsuszona kiełbasa z renifera przypomina w smaku tę z konia. Można powiedzieć, że renifer smakuje jak łoś, ale dla mnie łoś jest o wiele twardszy i gumowaty. Oczywiście smak to każdego indywidualna sprawa, dlatego polecam Wam spróbować przy najbliższej okazji. Renifer jest porównywalny często z rybami, jeśli chodzi o zawartość cennych składników.

3. Łoś - Elg
źródło
To takie duże, z rogami. Co w Szwecji i Norwegii często pijane zawisa na jabłonkach i płotach. Polowanie na łosie to część norweskiej tradycji. Co roku wielu Norwegów wyrusza zapolować na króla lasu. Odbywa się to między 25 września (w niektórych częściach 5 października) a ostatnim dniem października. Każda gmina określa sama, ile sztuk można odstrzelić. Na stołach łoś jest spotykany najczęściej w postaci steku. Wiele rodzin, ze względu na bajecznie proste przygotowanie gości u siebie taki stek każdej niedzieli. Podawany z ziemniakami i kwaśnawą konfiturą z borówki brusznicy - jako dwa stałe dodatki. Do tego najczęściej "jesienne" warzywa jak brokuły czy kalafior. Jeśli ktoś ma ochotę takiego łosia przyrządzić to TU znajdziecie jeden z najbardziej tradycyjnych przepisów. Inne znane potrawy to gulasz z łosia (elggryte) czy kiełbasa (elgpølse).
Gulasz z łosia

4. Owca - Lam/Sau
A raczej jej głowa. W Norwegii jada się bardzo dużo baraniny i jagnięciny. Jesień to czas, kiedy półki sklepowe zapełniają się po brzegi całymi nogami, kawałkami podudzi, żeberkami i...głowami. Jedzona szczególnie na zachodzie głowa owcy (Smalahove) to dosyć specyficzne danie.
źródło
Szczególnie, że patrzy się na nas tym pustym oczodołem, który jest prawdziwym frykasem. Mięśnie z oczodołów to jedna z najlepszych części takiej owieczki i każdy się zajada. Niby nic się nie marnuje, ale ja mam dreszcze już na sam widok tych wszystkich głów niemal wgapiających się we mnie w sklepie. Przyznam, próbowałam tego dania razem z bratem na festiwalu norweskiego jedzenia w Bergen i nie posmakowało mi. Mój chłopak mówi, że to dlatego że jadłam zimne i bez purree z brukwi oraz konfitury z borówki brusznicy. Trochę w tym prawdy jest, bo przykładowo - mdli mnie na sam zapach pinnekjøtt - żeberek przygotowywanych na Boże Narodzenie, a podane z puree z brukwi i konfiturą zjadam z ogromną przyjemnością. Jak tylko będę miała okazję spróbować głowę na ciepło i z dodatkami - dam Wam znać. Póki co, jestem na nie bo smak był.. a właściwie to nie był. W każdym razie nie był dobry.
Co mnie zachęca do spróbowania tego jeszcze raz, to mimo że to ucięte głowy to i tak się "uśmiechają". Wiem, drastyczne porównanie. Shame on me.
Smalahove

5. Dorsz - Torsk
Jeśli jeszcze nie zrobiło Wam się niedobrze to czytajcie dalej. Ten punkt nie traktuje bowiem o całym dorszu. Tych którzy pomyśleli "Pff, co jest specyficznego w jedzeniu dorsza!" bardzo przepraszam i już wyjaśniam. Skoro jemy owczą głowę i mięśnie z oczodołów to co może być jeszcze "smaczniejszego" ?
źródło
To po prawej stronie. A to nic innego jak.. język. Język dorsza (torsketunge) to jeden z przysmaków nie tylko w Norwegii ale również w innych częściach świata. Rzadko się z nim spotykam, widziałam to danie może 2-3 razy ale jakoś jeszcze się nie skusiłam. Może to dlatego, że wszystko co ma konsystencję podobną do surowego jajka jest dla mnie trochę dziwne. Mimo tego, języki smaży się najczęściej w oleju tak, że w efekcie końcowym przypominają wyglądem nuggetsy z kurczaka. Jeśli Norweg podaje Wam coś przypominającego nuggetsy - upewnijcie się, że to faktycznie są nuggetsy. Jestem bardzo ciekawa tego smaku i na pewno przy najbliższej okazji się skuszę.


Wybrałam tych 5 różnych zwierząt żeby zobrazować Wam kulinarne upodobania Norwegów. Popularne jest tu też np. obieranie krewetek i jedzenie ich z majonezem i cytryną, wrzucanie żywych krabów do wrzątku a następnie wysysanie mięsa z odnóży czy jedzenie suszonych szczątków ryby. To wszystko tematy nie wyczerpane na Pat i Norway a które na pewno się pojawią jeśli tylko wyrazicie chęć przeczytania o tym.
Pozdrawiam serdecznie,
Pati

środa, 14 stycznia 2015

150. Norweska kuchnia meksykańska

Cześć ! Jak Wam się podobały poprzednie dwa posty? Czytacie mnie jeszcze? Dziś o zjawisku dosyć dziwnym. Piątkowe wieczory w Norwegii przenoszą się do Meksyku. Co ciekawe, Meksyk ten jest interpretacją własną i Meksykanie przyjeżdżający tutaj mówią "Nie, to nie nasze! Tak się tego nie je!". Pomimo początkowego sceptyzmu Skandynawów tradycja przyjęła się na dobre. Każdy piątek - w niektórych domach sobota - albo oba dni razem przebiegają pod tematem meksykańskiej kuchni. Sklepy mają specjalne weekendowe promocje, w każdym jest wydzielony dział z przyprawami orientalnymi. W takim sklepie za rogiem znajdziemy muszle do taco, tortille, indyjskie chlebki naan itp. produkty.  Warto zaznaczyć że jest to piątkowy/sobotni obiad jedzony około godz. 18-20.Co jest norweskim TOP 5 na piątkowe/sobotnie wieczory?

1. Enchiladas

Kiedy tu przyjechałam, tradycją w moim domu były piątki z Enchiladas. Bardzo norweską wersją. Otóż, Norwegowie wszystkie potrawy tego typu polewają gęstą śmietaną. Nie ważne, czy to pizza, czy enchiladas, czy taco - gęsta śmietana (Rømme) musi być. Na początku takie połączenie sos pomidorowy + śmietana było dla mnie czymś dziwnym. Teraz natomiast nie daję rady obejść tej śmietany. Tradycja, to tradycja.
Norweskie enchiladas, to proste danie. Oprócz pokrojenia piersi kurczaka w kostkę nie wymaga żadnych innych "zaawansowanych" umiejętności. Kurczaka tego smaży się w przyprawie (która jest w "Enchiladas kit"), dodaje sos pomidorowy (który też jest w "Enchiladas kit") i zawija w placki tortilli (które też są w "Enchiladas kit"!). Co to takiego ten "Enchiladas kit" ? To pudełko zawierające wszystko (z wyjątkiem kurczaka i tartego sera) potrzebne do przygotowania tego dania. Potem tylko wystarczy polać zwinięte placki resztą sosu pomidorowego, posypać tartym żółtym serem i wrzucić do piekarnika. Szybko, łatwo i meksykańsko-norwesko. A gotowe, oczywiście - traktuje się śmietaną.

2. Taco

Tutaj też łatwo. Paczka przyprawy do Taco, paczka chrupiących muszelek albo miseczek zrobionych z miękkich placków tortilli i mięso mielone. Do tego kubek śmietany, kukurydza z puszki, słoiczek sosu "Salsa" albo typowego sosu do Taco, plasterki ogórka, papryki, pomidora i trochę sałaty. Mięso usmażyć z dodatkiem przyprawy, muszelki podgrzać w piekarniku a wszystko inne ułożyć w osobnych miseczkach, żeby każdy mógł sam sobie nałożyć. Norweski obiad meksykański nr 2 - jest!
źródło

3. Nachos

Nie jestem żadną znawczynią meksykańskiego jedzenia. Wręcz przeciwnie - znam tylko tę norweską wersję. Najśmieszniejsze wydaje mi się właśnie Nachos. Wiele razy pisałam, o prostocie jaka panuje w norweskich kuchniach podczas przygotowania posiłków. To danie chyba przebija wszystko. Podsmażone na patelni mięso mielone (oczywiście z przyprawą - do Fahitas, Taco, Nachos - wybór dowolny) wykładamy na blaszkę lub do naczynia żaroodpornego. Posypujemy to chipsami nachos (trójkątnymi) albo taco (okrągłymi). Na to nie żałujemy startego żółtego sera. Wkładamy do piekarnika na jakieś 10-15 minut, wyciągamy i serwujemy z (a jakże!!) norweską śmietaną i sosem salsa. Wersja dla tych, którzy nie mają dzieci - dodać przed pieczeniem plasterki papryczki jalapeno. A podczas jedzenia nie zaszkodzi zagryzać sałatą, cząskami pomidorów, ogórków, papryki czy kukurydzy. I od razu danie jakieś takie mniej fastfoodowe się wydaje !

4. Tortilla

Tutaj, filozofia taka jak przy Taco. Z tym, że mięsem są cząstki piersi kurczaka a wszystko razem zawijamy w miękkie placki tortilli. Tuż przed zawinięciem wieńczymy to oczywiście kleksem śmietany i jakiegoś "meksykańskiego sosu" - w tym wypadku jest to najczęściej sos salsa. Tortillę lubię chyba najbardziej ze wszystkich wyżej wymienionych.

5. Grandiosa (nie meksykańska ale wciąż to jeden z najpopularniejszych weekendowych obiadów)

Dziedzictwo narodowe, podstawowy produkt trzymający przy życiu wszystkich młodych Norwegów którzy właśnie wyprowadzili się z domu rodzinnego. Obowiązkowy element na wieczory w gronie rodziny/znajomych. Najczęściej sprzedawana pizza w Norwegii. Kilka ciekawostek na temat tego "cudu gastronomii":
  • Od 1980 roku sprzedano około 420 milionów sztuk Grandiosy. Gdyby ułożyć te sprzedane sztuki w rzędzie to zajęłyby około 12 tysięcy mil (co równa się trzykrotnej podróży Ziemia-Księżyc)
  • Szacuje się, że obecnie rocznie Norwegowie zjadają ponad 21 milionów sztuk.
  • Jeśli ułożyć pudełka pizzy sprzedawane średnio jednego dnia w wieżę, to jej wysokość byłaby 14 razy większa niż Hotel Plaza w Oslo (który ma 117 metrów - 37 pięter)
  • Jeśli wziąć pod uwagę wszystkie mrożone pizze produkowane w Norwegii, to rocznie Norwegowie zjadają ponad 45 milionów sztuk. Oznacza to, że zjadają więcej niż jedną na sekundę.
  • Codziennie z fabryki Grandiosy wyjeżdża około 9 tirów wypełnionych pudełkami z mrożoną pizzą
  • W 2011 roku około 200 tysięcy Norwegów deklarowało, że je Grandiosę podczas kolacji Wigilijnej.
Fenomen tego produktu leży chyba w samej idei. Otóż, oprócz klasycznej Margherity znajdziemy pizzę z kurczakiem, mięsem mielonym, szynką, wegetariańską, meksykańską, z salami, na cienkim cieście, na grubym cieście a nawet pizzę bez glutenu! Do tego dodajmy, że ciasto smakuje lepiej niż niektóre "domowej roboty" ciasta. Mnie ta "tradycja" bardzo bawiła bo nie rozumiałam jak mrożona pizza może urastać do miana dania narodowego. Ale ona naprawdę smakuje świetnie! Chociaż jestem zwolenniczką tworzenia jedzenia od podstaw, to na Grandiosę mogę się skusić bo wiem, że to niezły kawałek pizzy!
(Co do meksykańskiego jedzenia to oczywiście istnieje Grandiosa m.in. z Taco i z Nachos)

Pozdrawiam serdecznie i zapraszam na następny post już 18 stycznia. Kto zgadnie, o czym będę pisać? :)
Patka

piątek, 9 stycznia 2015

149. Norwegia na słodko

Witajcie ! Pod moją nieobecność dużo się tu dzieje, przygotowane przeze mnie wpisy umilą Wam styczeń i pogłębią Waszą wiedzę o kulinarnej stronie Norwegii. Dziś przyszedł czas na drugi wpis. Tym razem na warsztat biorę tę słodszą stronę kraju.
Prawie wszystko w tym kraju jest proste. Nie wymagające zbytniego nakładu pracy. Jest to wynikiem wielu lat biedy, która nauczyła mieszkańców tego kraju wykorzystywania często najbardziej podstawowych produktów. Jak Norwegowie osładzają sobie życie? Zapraszam niżej.

1. Kransekake

Czyli w dosłownym tłumaczeniu ciasto z wianków. Mielone migdały, białka jajka i cukier puder. Chyba prościej się nie da. Więcej pracy jest przy samym wypiekaniu wianków dlatego statystyczny Norweg idzie po najmniejszej linii oporu i kupuje wypiek gotowy i udekorowany. To absolutnie nie mój smak, mimo że jestem "wszystkożerna". Dla mnie to takie mocne 4 w dziesięciopunktowej skali. Jeśli ktoś z Was ma ochotę takie ciasto u siebie upiec, to zapraszam po przepis do Dagmary. Tylko uważajcie - przepiękne zdjęcia na jej blogu mogą sprawić, że spędzicie tam długie godziny!

 2. Karamellpudding

Pudding karmelowy. Koniecznie z karmelowym sosem. W smaku, jak to pudding - słodki i "budyniopodobny". Wręcz nieodłączny element wszelkiego rodzaju spotkań rodzinnych. I tu mamy dwa wyjścia - zrobić samemu, lub kupić gotowy. Ten gotowy jest z firmy Freia i Norwegowie uważają go za absolutny hit. 

3. Multekrem

Krem zrobiony z maliny moroszki. "Napisz o multekrem, to dopiero jest popularne u nas!!!" Tak mi tu Ørjan nad uchem podpowiada i wymyśla co chwilę nowe, "tradycyjne i popularne potrawy", że lista może szybko rozrosnąć się do niebotycznych rozmiarów.
Malina moroszka jest bogactwem norweskich ziem. Rośnie w górach w północnej części kraju i jest jednym z najbardziej kojarzonych z Norwegią owoców. Krem z moroszki jest podawany najczęściej z rodzajem kruchego wafelka - krumkake.

4. Mandelkake

Ciasto migdałowe z ogromną porcją żółtego kremu na wierzchu. Słodszej rzeczy chyba w życiu nie jadłam. O ile ciasto jest w miarę neutralne i aromatyczne, o tyle krem na wierzchu zabija kubki smakowe ilością cukru w nim zawartą.

5. Skillingsboller

Bergeński przysmak, drożdżowe bułki z cynamonem to absolutny hit, szczególnie w tej części kraju. Nazwa ma ciekawą historię, ponieważ odnosi się do starej norweskiej waluty. Skilling, w tłumaczeniu oznacza szyling/szeląg i jest nazwą germańskiej jednostki pieniężnej. Jeden szyling, tyle kosztowała w dawnych czasach ta drożdżówka. Było to na tyle powszechne i popularne, że "Bułka za szylinga" stała się nazwą powszechnie używaną po dziś dzień. Do tej pory prawie wszystkie osoby, które mnie odwiedziły lub poprosiły o pokazanie Bergen zostały uraczone przeze mnie taką właśnie bułką.

6. Riskrem

Słodki deser ryżowy podawany na zimno polany sosem malinowym lub truskawkowym. To deser bardzo popularny w trakcie Świąt Bożego Narodzenia. Ślinka cieknie na sam widok!

7. Vafler

Gofry znajdują swoje miejsce w tym zestawieniu bo to - zaraz po hot-dogach - jedna z najczęściej spotykanych w Norwegii przekąsek. Jeśli wybieramy się gdziekolwiek, na festyn, koncert, wydarzenie publiczne i widzimy budkę z kawą to możemy być niemal pewni, że znajdziemy tam też gofry. Posypane cukrem pudrem, lub obłożone dżemem. Norwegowie lubują się w gofrach. Do tego stopnia, że w zeszłym roku mój chłopak dostał na urodziny...  3 gofrownice. A to dlatego, że raz wspomniał w rozmowie podczas obiadu u swojego taty, że nie ma gofrownicy. Więc i tata i rodzeństwo wzięli to sobie do serca i każdy kupił po gofrownicy, będąc przekonanym że prezent będzie "unikatowy". Jednym z popularnych sposobów serwowania gofrów jest np. podanie ich z plastrami brązowego lub żółtego (który w Norwegii jest nazywany biały) sera. Albo, klasycznie - łącząc słodkie ze słonym - gofry ze słonym masełkiem.




8. Eplekake

Norwegowie są bardzo dumni ze swoich jabłek. Początek września to czas, kiedy królują one w sklepach. W domach zaczyna pachnieć norweską szarlotką. Koniecznie z dużą ilością cynamonu, który jest jedną z najczęściej używanych norweskich przypraw. Norweska szarlotka różni się od polskiego jabłecznika. Smak i struktura ciasta są odmienne co wcale nie znaczy, że jest gorsze czy lepsze od tego, które kojarzymy z naszego dzieciństwa.

9. Czekolady Freia

Najbardziej znane norweskie czekolady. Freia współpracuje z wieloma markami i tym sposobem możemy znaleźć bardzo wiele różnych typów czekolady. Jak np. czekolada z Oreo, Daim, czy popularnymi tu żelkami czy dropsami.

10. Marsipangris

Marcepanowe świnki. Nie wiem dlaczego, ale nigdy nie przekonałam się do marcepanu. W Norwegii marcepan to nieodłączny element Świąt Wielkanocnych i Bożego Narodzenia. Co wyróżnia ten słodycz, to fakt, że jest on w postaci małej świnki. Świąteczny marcepan produkowany przez firmę Nidar jest tym najbardziej znanym. Produkcja zaczęła się w 1915 roku i do reszty zawładnęła sercami Norwegów. Nidar podaje, że w 2014, zgodnie z planem sprzedał 45 milionów marcepanowych figurek, w tym m.in. 10 milionów świnek, ponad tysiąc kilometrów marcepanowych "kiełbasek" i siedem milionów marcepanowych różyczek.


Postanowiłam ograniczyć listę do tych słodkości, które znam i które najbardziej kojarzą mi się z Norwegią. Lista mogłaby być bardzo długa bo, tak jak w Polsce istnieje tu dużo bardzo odmiennych rodzajów słodkości. Na kolejny wpis z tej serii zapraszam już 14 stycznia !
Pozdrawiam serdecznie,
Patka

poniedziałek, 5 stycznia 2015

148. Co każdy Norweg ma w kuchni?

Cześć ! Styczniowy cykl "Norwegia od kuchni" na Pat i Norway zaczynamy od postu czysto technicznego. Opowiem Wam, co jest niezbędne w (prawie, ale wyjątek tylko potwierdza regułę)każdej norweskiej kuchni. To jak np. stolnica w każdej polskiej kuchni.

Ekspres do kawy

Jeśli ktoś nie ma jeszcze ekspresu do kawy, to możemy być pewni że zażyczy sobie taki w prezencie urodzinowym/świątecznym. Kawa to w Norwegii dobro narodowe. Ja żadnym znawcą nie jestem ale jak dla mnie jest w smaku kwaśna i bardzo mocna. Norwegowie nie używają z reguły mleka ani cukru. Moim sąsiadem jest właściciel najbardziej znanej w Norwegii marki kawy, Friele. Do wyboru, do koloru - kawa w ziarnach, mielona, do ekspresu, do czajnika ciśnieniowego, śniadaniowa - każdy znajdzie coś dla siebie.

Termos na kawę/czajnik ciśnieniowy
źródło
Jedno z tych dwóch, lub oba ma absolutnie każdy Norweg. Jak wyżej - kawa to niezbędnik mieszkańców tego kraju. Dlatego przyrządy muszą być na swoim miejscu.

Nóż do sera

Nawet w wynajmowanym mieszkaniu jest duże prawdopodobieństwo że w szufladzie, oprócz podstawowego wyposażenia typu noże i widelce znajdziemy dziwną łopatkę z wąską szczeliną. To specjalny nóż do sera. Narzędzie proste i samo w sobie genialne. Jednak nie zawsze oczywiste jest jego przeznaczenie. Znam przynajmniej 3 osoby (z różnych krajów), którym chwilę zajęło zorientowanie się, do czego to służy. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy raz w samochodzie znajomego znalazłyśmy z koleżanką taki nóż do sera na podłodze. Zapytałam "czemu wozisz to w ten sposób?" Jego odpowiedź była szokująca "Kiedy się wprowadziłem, znalazłem to w kuchni. Kto normalny trzyma skrobaczkę do szyb w kuchni?". Pomyślcie, jaka była jego mina kiedy dowiedział się, że skrobał lód z szyb swojego samochodu nożem do sera.

Robot wielofunkcyjny
źródło
Taki, co miksuje, blenduje, sieka. Czyli robi wszystko, co oszczędzi czasu statystycznemu Norwegowi.

Wazon na wodę
źródło
Oczywiście, to nie jest poprawne tłumaczenie z norweskiego "Vannkaraffel" ale jak zobaczycie o czym mówię to dla Was to też będzie bardziej wazon niż karafka. Kiedy tu przyjechałam, bardzo się zdziwiłam że na stole stały dwa wazony pełne wody, ale bez kwiatów. Potem okazało się, że to nie wazony tylko pełnowartościowe czajniki na wodę. Każdy (tu już raczej bez wyjątku) Norweg taką flaszkę posiada.

Silikonowa szpatułka
źródło
Przy przygotowaniu bardzo popularnych muffinek i brownies firmy TORO nie może zabraknąć slikkepott, czyli silikonowej szpatułki służącej do wybrania ostatniej kropelki z miski. W Polsce nie spotkałam się z tym przyrządem chyba nigdy. Tutaj półki sklepowe się uginają, w niektórych domach możemy znaleźć nawet 10 szt. (jak w moim au-pairskim domu) i jest to niezbędny przyrząd w każdym domu.

Kuchenka mikrofalowa
Popularna mikrofalówka to również nieodłączny element w norweskich kuchniach. Dla niektórych jedyne źródło jedzenia. Była dziewczyna mojego chłopaka "gotowała" obiady w kuchence mikrofalowej - wyobraźcie sobie surowe ziemniaki ugotowane w ten sposób. Niestety, umiejętności przygotowania posiłków od podstaw zaczęły zanikać, co widać szczególnie wśród młodszych pokoleń.

Decylitry
źródło
Może to nie przyrząd, ale fajna ciekawostka. W Norwegii wszystkie pojemności liczy się w decylitrach. Wszystkie przepisy, opisy na paczkach sosów, ciastek, muffinek zawierają tę jednostkę. Na początku trudno mi było się przestawić, w Polsce mamy "ml" do płynnych składników, "dag" do sypkich a tutaj wszystko bez wyjątku oznaczone jest "DL".
Pozdrawiam i zapraszam na następny post z serii "Norwegia od kuchni" już 9 stycznia o godz. 10 !
Patka