piątek, 30 stycznia 2015

155. Morskie opowieści kulinarne (cz.2)

Dziś nadszedł czas na ostatni post ze styczniowej serii "Norwegia od kuchni". Zajmę się dziś norweskim zamiłowaniem do skorupiaków Nie omówię jednak gotowych potraw tylko produkty, które Norwegowie upodobali sobie na przestrzeni lat. Dla Was to ciekawa lekcja nowego słownictwa. Zapraszam niżej!
 
 

1. Hummer

Zaczynamy od homara który jest ekskluzywnym jedzeniem podczas wszelkich spotkań (eksklusiv selskapsmat). Można go kupić żywego, świeżo ugotowanego, ugotowanego i zamrożonego oraz jako kawałki mięsa w pudełku. Świeżo ugotowany homar podawany jest najczęściej bez żadnych przypraw i udziwnień. Ten mrożony natomiast jest składnikiem sałatek i innych dań. Obecnie odłów homarów jest w Norwegii ściśle kontrolowany i regulowany prawem. Regulacje obejmują między innymi zakaz odłowu między 1 października a 30-31 listopada oraz w czasie obejmującym godzinę po zachodzie słońca i godzinę przed wschodem słońca. Homar musi być również nie mniejszy niż 25 cm aby można było go odłowić. W przeciwnym wypadku musi być wypuszczony na wolność. Więcej o tym przeczytacie na stronie Fiskedirektorat.
 
źródło

2. Reker

Krewetki odławiane są przez cały rok. Zazwyczaj gotuje się je od razu na pokładzie i sprzedaje świeże lub mrozi. Norwegowie jedzą je na nieskończoną ilość sposobów, wrzucają do zup, robią sałatki, grillują. Wciąż jedną z najpopularniejszych metod jest podanie nieobranych krewetek z majonezem i cytryną. Sam sobie obierasz jedzenie, kładziesz na kromkę chleba, dodajesz majonez i cytrynę i gotowe. To bardzo popularne na wszelkiego rodzaju festynach czy imprezach firmowych w plenerze.
źródło
 

3. Krabbe

Kraby to moja miłość od pierwszego złowienia. Najlepiej łowić je w sierpniu-wrześniu bo wtedy są najbardziej skore do wchodzenia do skrzynek w które się je łowi. W żadnym wypadku nie powinno się gotować krabów, które już nie żyją ponieważ wydziela się wtedy niebezpieczna substancja która po pierwsze, psuje smak mięsa a po drugie stanowi zagrożenie po zjedzeniu. Po złowieniu wrzuca się je żyjące do osolonego wrzątku i gotuje. Można je również kupić żywe albo już ugotowane i zamrożone. Często w sklepach możemy też znaleźć ugotowane i podzielone kraby (pancerzyki i odnóża pełne pysznego mięska).
źródło
 

4. Ferskvannkreps

To żyjący w słodkich i bieżących wodach rak. Sezon na raki jest w Norwegii krótki i trwa tylko w sierpniu. Odławiane raki powinny mieć co najmniej 9 cm długości. Populacja raka szlachetnego w europejskich rzekach i jeziorach stale się zmniejsza ze względu na zanieczyszczenia. Norwegowie importują raki z innych krajów ponieważ mięso różni się od tego norweskiego.
źródło
 

5. Sjøkreps

Rak morski (langusta). Świeże sprzedawane są najczęściej już ugotowane. Na specjalne zamówienie można kupić je również żyjące. Importowane ogony raków (w Norwegii znane jako SCAMPI) można kupić również surowe, głęboko mrożone.
źródło
 

6. Blåskjell

Małże w czarnych muszelkach czyli omułki. Część łowi się w Norwegii a część sprowadza z innych krajów. Można je kupić świeże, lub już oczyszczone i wyjęte z muszli. Często znaleźć też można omułki pakowane hermetycznie. Żyjące należy dobrze oczyścić i takie żyjące ugotować. Żeby się zorientować, czy nasze małże jeszcze żyją należy zapukać w muszelkę - jeśli się zaciśnie, znaczy że ktoś jest w domu. Takie możemy wrzucić do gotowania. Absolutnie nie można gotować nieżyjących, zarówno jak krabów i innych skorupiaków ponieważ jest to niebezpieczne dla zdrowia i życia.
źródło
 

7. Østers

Ostrygi. Bezsprzecznie do gotowania muszą być świeże i żyjące ponieważ w przeciwnym wypadku wydzielają trującą substancję. Najczęściej jednak są serwowane żyjące w swojej muszli skropione tylko cytryną.
źródło
 
 
Tym postem kończę styczniowy cykl na Pat i Norway. W niedzielę zapraszam na post "30 słów.." bo zaczyna się luty. Kulinarne posty jednak będą się tu pojawiały bo temat nie jest nawet w 10% wyczerpany. Dajcie znać, czy Wam się podobało i czy warto!
Pozdrawiam serdecznie,
Patka
 
źródło informacji:
www.fiskedir.no
Den blårutete kokeboken, Ingrid Espelid Hovig

niedziela, 25 stycznia 2015

154. Norsk frokost

Dziś na tapetę weźmiemy norweskie śniadanie. Weekendy to swego rodzaju czas celebracji dla Norwegów. Stół zastawiony połową zawartości lodówki, upieczone bułeczki, kromki chleba, sok, mleko, herbata i kawa to zestaw obowiązkowy. Razem przejdziemy przez słownictwo związane z norweskim śniadaniem.
 
Frokost
Czyli śniadanie. W ciągu tygodnia często ograniczony do zjedzenia jogurtu, kromki chleba w weekendy przeradza się w istny festiwal. Jeśli miałabym coś przenieść do Polski to właśnie takie śniadania. W moim odczuciu są bardziej rodzinne niż obiady czy kolacje. Mam na myśli te weekendowe, kiedy cała rodzina dopiero przebudzona ze świeżym umysłem zasiada do stołu i zaczyna jeść.
źródło
 
Pålegg
Kiedy przyjechałam do Norwegii 18 miesięcy temu, moi hości używali jednego magicznego słowa, które mnie bardzo zastanawiało. Przez pierwsze dni często mówili, że jeśli jestem głodna to mam się nie krępować bo w lodówce jest "polak" i mogę się częstować. Za każdym razem otwierając lodówkę zastanawiałam się, co to ten polak. W końcu zapytałam i okazało się, że zupełnie nie zrozumiałam wymowy i mój mózg dopasował to sobie do znanego słowa "Polak". Hości oczywiście wymawiali to "Polegg" i ja do dziś się zastanawiam w jaki sposób mogłam słyszeć to błędnie. A co oznacza to magiczne słowo? Generalnie wszystko, co można "położyć" na chlebie. Tylko że tutaj chodzi też o wszelkiego rodzaju pasztety, serki, czekolady i inne rzeczy, które można "wsmarować". Zazwyczaj cały pålegg stoi w lodówce na specjalnej tacce tak, żeby można było wyciągnąć ją za jednym razem i postawić na stole.
źródło
 
 
Rundstykker
To okrągłe bułeczki ale nazywa się też tak generalnie wszelkie bułeczki podawane do śniadania (mimo, że te inne to baguetter (bagietki) czy briks (kwadratowe bułeczki). Norwegowie lubują się w bułeczkach, które można wsadzić na 10 minut do piekarnika i wyciągnąć pięknie wypieczone i gorące do śniadania.
źródło
 
Brød
Tu filozofii nie ma i to po prostu chleb. Liczba rodzajów dostępnych w sklepach jest jednak powalająca. Od chleba norweskiego, poprzez francuski, marchewkowy, słonecznikowy, alpejski na górskim kończąc. Gdyby dobrze policzyć to możnaby znaleźć około 15 różnych rodzajów chleba na półce dostępnych od ręki. Do śniadania podawany w postaci kromek (bardzo często podpieczonych lekko w tosterze).
źródło
 
Sjokolade pålegg
To typowo dziecięcy produkt - czekolada do chleba. Jednak i starsi sobie czasem nie odmawiają. Popularny jest w Norwegii program telewizyjny o kucharzu, który pomaga ludziom zmienić ich sposób żywienia. Raz pojechał do mężczyzny, około 30-letniego którego jedynym pożywieniem był chleb właśnie z tą czekoladą (najpopularniejszy rodzaj w Norwegii to Nugatti dostępny w około 5 różnych wariantach). Wyobraźcie sobie, kanapka z czekoladą na śniadanie, obiad i kolację. Nie bardzo !
źródło
 
 
Skinke
Szynka. Mimo ogromnego wyboru szynek nie dostaniemy raczej w Norwegii świeżo krojonej a tylko te 5-6 plastrów zapakowanych hermetycznie. Czasem po otwarciu opakowania zapach powala na kolana, że odechciewa się jeść. No cóż, nie wszystko jest idealne. A na pewno nie pakowane mięso.
źródło
 
 
Hvitost
To jest zabawny temat, bo to żółty ser, który jednak tłumacząc nazwę dosłownie jest serem ..białym! Mimo tego, używa się też nazwę "gulost" która reprezentuje ten żółty to przyjęło się również określanie go białym. Nie dziwię się, czasem jest on tak blady, że do żółtego koloru mu baaaardzo daleko! Co ciekawe, Norwegowie nie znają naszego "polskiego" białego sera (np. tego w kostce). Mimo, że ostatnio na rynku pojawił się ser, który Polki mogą śmiało używać do polskiego sernika(Kvarg), to jest to jednak ser mielony i jeśli ktoś lubi ten nie mielony - w Norwegii się zawiedzie.
źródło
 
 
Brunost
Brązowy kozi ser. Symbol Norwegii. Nie będę się rozpisywać bo temat był poruszany tu mnóstwo razy. Najlepszy z odrobiną malinowego dżemu. Mniam!
źródło
 
Eggrøre
Jajecznica. Norweska jajecznica to mieszanka jajek, mleka, soli i pieprzu. Micha jajecznicy którą kojarzycie z polskich śniadań może odejść w zapomnienie. To zazwyczaj mała miseczka z odrobiną jajecznicy w środku. To dlatego, że Norwegowie zazwyczaj używają jej jako pålegg, czyli po prostu kładą na kanapkę.
źródło
 
Speilegg
Jajko sadzone. Bardzo rzadko spotkałam się z tym, że na śniadanie było jajko sadzone. Zdarzyło się to może ze 3 razy w ciągu całego mojego pobytu tutaj. Może chodzi o to, że nad sadzonym trzeba chwilę postać podczas gdy jajecznica "smaży się sama" i trzeba ją tylko przemieszać kiedy zacznie się ścinać.
źródło
 
 
Røkt laks
Wędzony łosoś. Razem z jajecznicą to element nieodłączny na kanapce. Plastry lekko wędzonej ryby to coś, za czym przepadają mieszkańcy tego kraju.
źródło
 
 
Kaviar
Kawior w tubce to podstawa nie tylko w domach ale i w przedszkolach. Każdy je kawior - od najmłodszych dzieci po najstarszych mieszkańców tego kraju. Ulubionym jest chyba kawior na knekkebrød (o którym pisałam w ostatnim poście).
źródło
 

W dalszej części postu postanowiłam umieścić słownik obrazkowy. Bezsensowne byłoby, gdybym zaczęła pisać po jednym słowie wytłumaczenia (bo nie wiem, w jaki sposób mogę opisać rolę np. pomidora w norweskim śniadaniu).
 
Smør
źródło
 
 
Syltetøy
źródło
 
 
Peanøttsmør
źródło
Tomat
źródło
 
 
Agurk
źródło
 
 
Paprika
źródło
 
Salat
źródło
 
Melk
źródło
 
Te
źródło
 
Kaffe
źródło
 
 
Mam nadzieję, że nauczyliście się dziś jakichś nowych słów lub dowiedzieliście czegoś nowego! W czasie gdy ten post się opublikował, ja najprawdopodobniej jadłam śniadanie razem z moim chłopakiem - z całą zawartością lodówki wystawioną na nasz maleńki stolik.
Pozdrawiam serdecznie,
Patka!

czwartek, 22 stycznia 2015

153. Lefser, lomper i spółka, czyli baza norweska.

Tradycja norweska to również wszelkiego rodzaju placki i "naleśnikopodobne" wyroby. Dziś opiszę kilka rzeczy, które są w Norwegii bazą do wykonania kanapek czy prostych przekąsek. Mieszkańcy tego kraju wręcz lubują się w naleśnikach, gofrach, lefser i lomper. Dzieci w przedszkolach zajadają bardzo chętnie knekkebrød. Do rybnej zupy podaje się flatbrød. Coraz popularniejszy staje się polarbrød. Ale, jaka jest różnica pomiędzy nimi? Po przeczytaniu tego postu nie będziecie mieli żadnych wątpliwości.

1. Lefser

Miękkie, okrągłe placki na bazie mąki i/lub ziemniaków. Lefser to przekąska głównie słodka. W sklepach istnieje wiele rodzajów - z cukrem, z cynamonem albo przełożone słuszną porcją masła z cukrem i cynamonem. Można je kupić w postaci kwadratowych "kanapek" (wtedy grubość jednego kawałka to około 0.5) lub zrolowane jak naleśniki (z nadzieniem w środku). Alternatywą jest podanie ich z dżemem lub serem (brązowym lub żółtym).
 
źródło
 

2. Lomper

W smaku bardzo ziemniaczane używane głównie do tych "słonych" przekąsek. Ja lubię przekładać je warzywami lub wędliną/serem i zjadać jak kanapki. Norwegowie zawijają w nie parówki i tak powstaje norweski hot-dog. Lomper pochodzą ze Szwecji ale przyjęły się w kraju bardzo szybko. Czasem można spotkać się z lomper podawanymi z cukrem i cynamonem, jak lefser ale moim zdaniem różnica w smaku jest ogromna. Dlatego najbardziej podstawową formą podania jest właśnie parówka z keczupem owinięta w ten cienki placek. To jeden z podstawowych produktów na stacjach benzynowych oferujących szybkie jedzenie.
 
źródło
 

3. Knekkebrød

Na pewno kojarzycie pieczywo Wasa z polskich półek. Tu w Norwegii jest to prawdziwy hit. Jedzone na śniadanie, zabierane w postaci kanapek na wycieczki, podawane jako przekąska dzieciom w przedszkolu, jedzone na kolację. Knekkebrød istnieje w wielu wariantach. Wersja bez glutenu, z solą, ze słonecznikiem, sezamowa, pełnoziarnista - to tylko niektóre z oferowanych w każdym sklepie. Zawsze się dziwię z jakim zapałem 3-4 letnie dzieci chrupią te sucharki. Na półkach sklepowych istnieje również mnóstwo gotowych mieszanek do samodzielnego wypieku. Wystarczy też wpisać frazę "knekkebrød" w wyszukiwarkę i otrzymamy niezliczoną ilość przepisów. Knekkebrød to zdecydowany element obowiązkowy w norweskich domach. Knekkebrød to w dosłownym tłumaczeniu "łamliwy chleb"
źródło

 

4. Flatbrød

Zupy również zagryza się sucharkami. Flatbrød to bardzo cienki rodzaj chrupicego pieczywa (ma maksymalnie 2mm grubości). W smaku jest delikatniejszy od knekkebrød i jest dodatkiem np. do bergeńskiej zupy rybnej czy sodd podawanej w rejonie Trøndelag. W średniowieczu stanowił podstawę wyżywienia społeczeństwa ze względu na swoją prostotę wykonania. Pierwsza pisemna wzmianka o tym wypieku pojawiła się właśnie w średniowieczu. W dosłownym tłumaczeniu nazwa oznacza "płaski chleb".
 
źródło
 

5. Polarbrød

Mój ulubieniec, chleb polarny. To produkt mrożony po wypieczeniu i rozmrażany na chwilę przed wyłożeniem na półki sklepowe. Czasem może się zdarzyć, że opakowanie jest jeszcze zimne a krążki pieczywa lekko twarde. Mrożenie zaraz po upieczeniu pozwala na podanie klientowi produktu świeżego - bez użycia konserwantów. Metoda ta nazywa się metodą "polarną" i pochodzi z północnej Szwecji. Sprzedawany w postaci miękkich krążków jedzony jak kanapki na słodko, słono, pikantnie oraz na przykład polany sosem pomidorowym i posypany żółtym serem zapieczony w postaci mini pizzy. Ogranicza nas tylko wyobraźnia!

źródło

6. Skorpa

Suche i chrupiące połówki małych bułeczek. Bardzo kruche a zarazem lekko twarde. Popularne w Danii i Szwecji "skorupki" są też częścią norweskich kanapek. W smaku przypominają pieczywo WASA. Tylko bardziej się kruszą co doprowadza mnie do szału, bo po zjedzeniu jednej takiej bułeczki okruchy są rozrzucone w promieniu metra i wszystko wygląda jak darmowa stołówka dla kur.

źródło
A Wy? Kojarzycie jeszcze jakieś produkty tego typu, których nie opisałam? Zapraszam do dyskusji !
Pozdrawiam,
Patka

wtorek, 20 stycznia 2015

152. W drodze po śnieg

Mały przerywnik od postów kulinarnych. Wpadłam tu na chwilę podzielić się z Wami zdjęciami weekendu, który spędziłam z moim chłopakiem w górach, ok. 2-3 godziny jazdy z Bergen. Tego weekendu wydarzyła się bardzo ważna rzecz w tym roku, więc sobotni wieczór postanowiliśmy spędzić razem, świętując. Jednak w ciągu dnia zadzwonił do nas tata mojego chłopaka z pytaniem, czy nie chcielibyśmy przyjechać do chatki w górach bo spadło trochę śniegu i potrzebuje pomocy. Więc kupiliśmy słodkie bułki, milkshake'i, wpakowaliśmy się w samochód i wyruszyliśmy w drogę. Po drodze złapała nas śnieżyca, nie mam pojęcia jak Ørjan widział cokolwiek na drodze bo ja prócz śniegu i mijających nas aut nie widziałam nic.

Kiedy wjechaliśmy na lokalną drogę prowadzącą do Mjølfjell nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Nie dość, że droga nawet latem jest wąska i na kilku zakrętach trzeba mieć niezłe szczęście, bo mieszczą tylko jedno auto to teraz na dodatek po obu stronach miejscami leżało około 2 -3 metrów śniegu.



Domek taty mojego chłopaka jest na wzgórzu, więc z drogi trzeba zjechać na mały parking przeznaczony dla kilku aut (w promieniu są jeszcze cztery hytki innych ludzi) albo można podjechać bezpośrednio pod hytkę. Jednak, żaden pług tak stromo nie podjedzie, więc śnieg był odgarnięty tylko z parkingu. Zjazd z drogi był po prostu dziurą w zaspie śniegu. Czekała nas jeszcze droga piechotą do domku. Nic strasznego, jakieś 300-400 metrów. Po nieodgarniętym śniegu, który leżał sobie tam w postaci zasp 2-3 metrowych zaczęliśmy wędrówkę w górę. Ja z torebką, aparatem i hula hoop (a jakże!), mój chłopak z łopatą, latarką i plecakiem i tak sobie zaczęliśmy podejście. (brzmi jak wejście na Mount Everest), ale gdybyście widzieli jak się zapadałam po pas i jak się potem z tego śniegu wygrzebywałam to byście umarli ze śmiechu. Na górze jednak czekała na nas ciepła kolacja i miły wieczór przy kominku. Rano przyszedł czas na zrzucanie śniegu z dachu. Rezultat taki, że śnieg zrzucony i dach widać ale domek niekoniecznie. Zapraszam na kilka obrazków!










Śnieg można było zbierać z naszego pokoju na drugim piętrze :)






Próbuję udeptać jakąś powierzchnię do hula-hop :D

Ubrana w narciarskie spodnie i dwa swetry próbuję nowych tricków !

Pozdrawiam serdecznie,
Patka !