niedziela, 18 stycznia 2015

151. Norwegia specyficzna w smaku

Dziś post szczególnie dla tych z Was, którzy lubią wszelkiego rodzaju eksperymenty kulinarne i niespotykane dotąd smaki. Tym razem o "najdziwniejszych" a zarazem bardzo typowych rzeczach jedzonych przez mieszkańców tego kraju. Dla Waszego dobra - nie siadajcie do czytania zaraz po posiłku lub w trakcie posiłku, szczególnie jeśli macie wrażliwe żołądki

1. Wieloryb - Hval
Jeśli większość z Was ma teraz przed oczami majestatyczne ogromne stworzenia, największe ssaki na świecie pokrojone na kawałki i podane na kanapce jakiegoś blondwłosego Norwega z brodą to porzućcie to wyobrażenie. Po kolei. Mało osób wie, co tak naprawdę kryje się pod nazwą "mięso wieloryba". Na lokalnej grupie Polek w Bergen spotkałam się raz z przedziwną rozmową, kiedy to "ekspertki" od wszystkiego i niczego rozprawiały o tym, co by kupić rodzinie w Polsce.
Płetwal błękitny
Jedna zaproponowała wieloryba na co inna odpisała, że to chyba nielegalne bo w Polsce wielorybnictwo jest zakazane. Trzecia wtrąciła, że z tymi wielorybami to jest tak, że norwescy rybacy dostają pozwolenie na zabicie dwóch płetwali błękitnych rocznie i tylko to mięso sprzedają a potem jak nie ma, to nie ma i trzeba czekać do następnego roku. Takie opinie możemy spokojnie włożyć między bajki i wykazać się trochę większą erudycją. Zamiast pisać tego typu banialuki na portalach społecznościowych (gdzie potem większość z tych kobiet była przekonana "Ooo, tak tak, ja też o tym słyszałam") wystarczy wrzucić proste hasło w Google i sprawa od razu się wyjaśnia. Tam dowiadujemy się, że:

  • Obecnie zezwolenie na małe wielorybnictwo przybrzeżne mają praktycznie tylko Norwegia, Japonia, Islandia i Grenlandia.
  • Nielegalnym jest polowanie na humbaki, sejwale, finwale i płetwale błękitne. To największe na świecie gatunki wielorybów a ich liczebność została przetrzebiona w XXw. przed wprowadzeniem zakazu polowań. To samo tyczy się kaszalota, którego liczebność drastycznie zmalała w XVIII wieku.
    Płetwal karłowaty
  • Wieloryb, którego znajdujemy dziś na półkach w norweskich sklepach to płetwal karłowaty. Gatunek ten to stosunkowo mały osobnik (ok. 7 m długości), który wyrządza szkody w sieciach rybackich. Głównie z tego powodu zdecydowano się na jego odłowy. Nie są to jednak odłowy na skalę masową tylko małe wielorybnictwo przybrzeżne w 4 wymienionych przeze mnie krajach oraz wśród tradycyjnych grup etnicznych jak np. Inuici. 
Wieloryb w smaku jest.. lekko metaliczny. Szczególnie ten wędzony. Mimo tego, że to ssak - odczuwa się nutę rybiego zapachu. Tradycyjnie przyrządzany w Norwegii w latach 60-tych był gotowany w lekko posolonej wodzie i podawany z rodzajem cienkiego, chrupiącego placka (flatbrød). Obecnie istnieje wiele przepisów na przyrządzenie wieloryba ale wciąż popularne jest podawanie wędzonych plastrów na kanapkach np. do śniadania. Ja lubię go najbardziej właśnie na chlebie. Zalety tego mięsa to m.in. mała zawartość tłuszczu przy bardzo dużej zawartości białka i protein. Dodatkowo wieloryb to doskonałe źródło tłuszczy omega-3 i tranu.

2. Renifer - Reinsdyr
źródło
Ktoś zjadł rudolfa i Świąt nie będzie. Renifera zjemy w Norwegii w każdej możliwej postaci. Na kanapkach, jako kiełbasę, surowe mięso, ugotowane kawałki w zupie. Mnie to mięso smakuje lasem. Nie mam pojęcia dlaczego, ale tak właśnie jest. W porównaniu z dzikiem, renifer to mięso miękkie, wręcz rozpływające się w ustach. Moim ulubionym daniem jest zupa grzybowa z reniferem. Przynajmniej raz na miesiąc staram się wyciągać chłopaka do jednej z moich ulubionych restauracji, która serwuje najlepszą zupę z renifera. Ja sama jej jeszcze nie przyrządzałam ale np. jako dodatek do kanapek pojawia się czasem w mojej lodówce. Moja mama jest raczej przeciwna jedzeniu mięsa, które pochodzi od zwierząt "niespotykanych". Kiedy przyjechałam do Polski w październiku 2013, przywiozłam ze sobą surowe plastry mięsa renifera. Moja mama nie wiedząc jak się zabrać za jedzenie zrobiła... pizzę. Pizza była super w smaku. Kiedy w zeszłym roku opowiadałam mojemu chłopakowi o tej pizzy, powiedział że nigdy w życiu nie słyszał o tym, żeby ktoś zrobił z renifera pizzę. No co, trzeba eksperymentować!
Podsuszona kiełbasa z renifera przypomina w smaku tę z konia. Można powiedzieć, że renifer smakuje jak łoś, ale dla mnie łoś jest o wiele twardszy i gumowaty. Oczywiście smak to każdego indywidualna sprawa, dlatego polecam Wam spróbować przy najbliższej okazji. Renifer jest porównywalny często z rybami, jeśli chodzi o zawartość cennych składników.
Zupa z renifera
3. Łoś - Elg
źródło
To takie duże, z rogami. Co w Szwecji i Norwegii często pijane zawisa na jabłonkach i płotach. Polowanie na łosie to część norweskiej tradycji. Co roku wielu Norwegów wyrusza zapolować na króla lasu. Odbywa się to między 25 września (w niektórych częściach 5 października) a ostatnim dniem października. Każda gmina określa sama, ile sztuk można odstrzelić. Na stołach łoś jest spotykany najczęściej w postaci steku. Wiele rodzin, ze względu na bajecznie proste przygotowanie gości u siebie taki stek każdej niedzieli. Podawany z ziemniakami i kwaśnawą konfiturą z borówki brusznicy - jako dwa stałe dodatki. Do tego najczęściej "jesienne" warzywa jak brokuły czy kalafior. Jeśli ktoś ma ochotę takiego łosia przyrządzić to TU znajdziecie jeden z najbardziej tradycyjnych przepisów. Inne znane potrawy to gulasz z łosia (elg gryte) czy kiełbasa (elgpølse).
Gulasz z łosia

4. Owca - Lamme
A raczej jej głowa. W Norwegii jada się bardzo dużo baraniny i jagnięciny. Jesień to czas, kiedy półki sklepowe zapełniają się po brzegi całymi nogami, kawałkami podudzi, żeberkami i...głowami. Jedzona szczególnie na zachodzie głowa owcy (Smalahove) to dosyć specyficzne danie.
źródło
Szczególnie, że patrzy się na nas tym pustym oczodołem, który jest prawdziwym frykasem. Mięśnie z oczodołów to jedna z najlepszych części takiej owieczki i każdy się zajada. Niby nic się nie marnuje, ale ja mam dreszcze już na sam widok tych wszystkich głów niemal wgapiających się we mnie w sklepie. Przyznam, próbowałam tego dania razem z bratem na festiwalu norweskiego jedzenia w Bergen i nie posmakowało mi. Mój chłopak mówi, że to dlatego że jadłam zimne i bez purree z brukwi oraz konfitury z borówki brusznicy. Trochę w tym prawdy jest, bo przykładowo - mdli mnie na sam zapach pinnekjøtt - żeberek przygotowywanych na Boże Narodzenie, a podane z puree z brukwi i konfiturą zjadam z ogromną przyjemnością. Jak tylko będę miała okazję spróbować głowę na ciepło i z dodatkami - dam Wam znać. Póki co, jestem na nie bo smak był.. a właściwie to nie był. W każdym razie nie był dobry.
Co mnie zachęca do spróbowania tego jeszcze raz, to mimo że to ucięte głowy to i tak się "uśmiechają". Wiem, drastyczne porównanie. Shame on me.
Smalahove

5. Dorsz - Torsk
Jeśli jeszcze nie zrobiło Wam się niedobrze to czytajcie dalej. Ten punkt nie traktuje bowiem o całym dorszu. Tych którzy pomyśleli "Pff, co jest specyficznego w jedzeniu dorsza!" bardzo przepraszam i już wyjaśniam. Skoro jemy owczą głowę i mięśnie z oczodołów to co może być jeszcze "smaczniejszego" ?
źródło
To po prawej stronie. A to nic innego jak.. język. Język dorsza (torsketunge) to jeden z przysmaków nie tylko w Norwegii ale również w innych częściach świata. Rzadko się z nim spotykam, widziałam to danie może 2-3 razy ale jakoś jeszcze się nie skusiłam. Może to dlatego, że wszystko co ma konsystencję podobną do surowego jajka jest dla mnie trochę dziwne. Mimo tego, języki smaży się najczęściej w oleju tak, że w efekcie końcowym przypominają wyglądem nuggetsy z kurczaka. Jeśli Norweg podaje Wam coś przypominającego nuggetsy - upewnijcie się, że to faktycznie są nuggetsy. Jestem bardzo ciekawa tego smaku i na pewno przy najbliższej okazji się skuszę.

Wybrałam tych 5 różnych zwierząt żeby zobrazować Wam kulinarne upodobania Norwegów. Popularne jest tu też np. obieranie surowych krewetek i jedzenie ich z majonezem i cytryną, wrzucanie żywych krabów do wrzątku a następnie wysysanie mięsa z odnóży czy jedzenie suszonych szczątków ryby. To wszystko tematy nie wyczerpane na Pat i Norway a które na pewno się pojawią jeśli tylko wyrazicie chęć przeczytania o tym.
Pozdrawiam serdecznie,
Pati

6 komentarzy:

  1. Prosimy wiecej i wiecej, a powiedz jeszcze jak twoja okolica przezyla ostatnia wichure, na Misje okropnych szkod porobilo, cala zeszla niedziele zajelo sprzatanie okolicy. Justyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W mojej czesci miasta (okolice lotniska) nie bylo szczegolnie duzych problemow. Kilka przewroconych drzew po ktorych nastepnego dnia nie bylo sladu to chyba te najpowazniejsze rzeczy ktore tu zaobserwowalam :)

      Usuń
  2. świetnie przygotowany tekst! Również lubię eksperymentować z jedzeniem i wszystkie powyższe rodzaje mięsa są na mojej liście "do spróbowania. Jak na razie wygrywa spaghetti z mięsem z łosia, które było przepyszne :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. "Łoś - to takie duże, z rogami. Co w Szwecji i Norwegii często pijane zawisa na jabłonkach i płotach" - spadłam i turlam się ze śmiechu :)))).

    OdpowiedzUsuń
  4. Jecie koniki? O moj Boze!
    Nie, zarcik. Uwielbiam miesko z konia :D
    Fajny post!

    OdpowiedzUsuń
  5. Renifera, łosia, dorsza próbowałam przyrządzonych na różne sposoby, ale wieloryb nadal czeka na skosztowanie. Świeże krewetki z majonezem, skropione cytryną na kromce świeżego chleba to prawdziwa rozkosz! :)

    OdpowiedzUsuń

Cześć ! Dziękuję za komentarz i zapraszam do dyskusji. Pamiętaj, że komentarze złośliwe lub wulgarne będą usuwane. Mój blog nie jest też słupem ogłoszeniowym, będę wdzięczna jeśli to uszanujesz. Pozdrawiam, Pati :)