wtorek, 20 stycznia 2015

152. W drodze po śnieg

Mały przerywnik od postów kulinarnych. Wpadłam tu na chwilę podzielić się z Wami zdjęciami weekendu, który spędziłam z moim chłopakiem w górach, ok. 2-3 godziny jazdy z Bergen. Tego weekendu wydarzyła się bardzo ważna rzecz w tym roku, więc sobotni wieczór postanowiliśmy spędzić razem, świętując. Jednak w ciągu dnia zadzwonił do nas tata mojego chłopaka z pytaniem, czy nie chcielibyśmy przyjechać do chatki w górach bo spadło trochę śniegu i potrzebuje pomocy. Więc kupiliśmy słodkie bułki, milkshake'i, wpakowaliśmy się w samochód i wyruszyliśmy w drogę. Po drodze złapała nas śnieżyca, nie mam pojęcia jak Ørjan widział cokolwiek na drodze bo ja prócz śniegu i mijających nas aut nie widziałam nic.

Kiedy wjechaliśmy na lokalną drogę prowadzącą do Mjølfjell nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Nie dość, że droga nawet latem jest wąska i na kilku zakrętach trzeba mieć niezłe szczęście, bo mieszczą tylko jedno auto to teraz na dodatek po obu stronach miejscami leżało około 2 -3 metrów śniegu.



Domek taty mojego chłopaka jest na wzgórzu, więc z drogi trzeba zjechać na mały parking przeznaczony dla kilku aut (w promieniu są jeszcze cztery hytki innych ludzi) albo można podjechać bezpośrednio pod hytkę. Jednak, żaden pług tak stromo nie podjedzie, więc śnieg był odgarnięty tylko z parkingu. Zjazd z drogi był po prostu dziurą w zaspie śniegu. Czekała nas jeszcze droga piechotą do domku. Nic strasznego, jakieś 300-400 metrów. Po nieodgarniętym śniegu, który leżał sobie tam w postaci zasp 2-3 metrowych zaczęliśmy wędrówkę w górę. Ja z torebką, aparatem i hula hoop (a jakże!), mój chłopak z łopatą, latarką i plecakiem i tak sobie zaczęliśmy podejście. (brzmi jak wejście na Mount Everest), ale gdybyście widzieli jak się zapadałam po pas i jak się potem z tego śniegu wygrzebywałam to byście umarli ze śmiechu. Na górze jednak czekała na nas ciepła kolacja i miły wieczór przy kominku. Rano przyszedł czas na zrzucanie śniegu z dachu. Rezultat taki, że śnieg zrzucony i dach widać ale domek niekoniecznie. Zapraszam na kilka obrazków!










Śnieg można było zbierać z naszego pokoju na drugim piętrze :)






Próbuję udeptać jakąś powierzchnię do hula-hop :D

Ubrana w narciarskie spodnie i dwa swetry próbuję nowych tricków !

Pozdrawiam serdecznie,
Patka !

8 komentarzy:

  1. Wspaniały domek w uroczym miejscu! Chciałabym mieć takie miejsce w norweskich górach, gdzie mogłabym wyskoczyć na weekend ;) Trzeba jednak przyznać, że zasypało Was nieźle ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. :) Ja też widziałam śnieg :) Po bergeńskich deszczach to cudnie cieszący widok! Domek uroczy :) pozdrawiam Justa

    OdpowiedzUsuń
  3. Urocze miejsce :) z checia zaszyla bym sie w takim do ku na pare dni.

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. To bysmy mieli wiecej czasu dla siebie :D a tak na powaznie, to musielismy samochod wykopywac a potem musialam go wypchnac bo sie kolo zakopalo :)

      Usuń
  5. Piekne miejsce!! Ja jeszcze w tym sezonie nie jezdzilam na nartach :(

    OdpowiedzUsuń
  6. wow, świetne miejsce, i cudowny domek, a Warszawa niestety bez śniegu :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale pięknie! Wyślijcie tego śniegu troszkę do Polski :)

    OdpowiedzUsuń

Cześć ! Dziękuję za komentarz i zapraszam do dyskusji. Pamiętaj, że komentarze złośliwe lub wulgarne będą usuwane. Mój blog nie jest też słupem ogłoszeniowym, będę wdzięczna jeśli to uszanujesz. Pozdrawiam, Pati :)