poniedziałek, 9 marca 2015

161. Co u mnie?

Dostaję mnóstwo wiadomości z pytaniami co u mnie, jak mi się tu żyje. Jako, że w ostatnim czasie posty językowo-kulturowe wręcz opanowały blog dziś uchylę rąbka mojego życia prywatnego. 

Wciąż mieszkam z rodziną goszczącą realizując drugi kontrakt. Ten kończy się w czerwcu i potem przeprowadzam się do mieszkania, które razem z chłopakiem kupiliśmy w drugiej połowie zeszłego roku. Dzielnie dobieramy kolejne elementy wyposażenia i staramy się zrobić nasze cztery kąty bardziej "koselig". 


Udało mi się znaleźć interesujące mnie studia. Na początku mówiłam o studiach magisterskich, jako kontynuacja mojego licencjatu z Polski. Jednak Bergen jak się przekonałam jest miastem artystów i humanistów - ciężko tu o coś związanego z bezpieczeństwem narodowym. Przez chwilę zastanawiałam się nad Szkołą Marynarki Wojennej, ale nie dość, że jestem już za stara (24 lata panie, już się nie nadaję) to na dodatek wada wzroku (nawet po laserowym zabiegu, któremu chciałam się poddać) skutecznie mnie eliminuje. Wybór padł na studia podyplomowe, które nie wymagają m.in. wykazu ocen z angielskiego z co najmniej 7 lat/matury rozszerzonej z języka angielskiego, lub egzaminu TOEFL. Moja "podyplomówka" (jeśli się dostanę), będzie trwała 1 rok. Po tym czasie będę mogła posługiwać się norweskim dyplomem co w przypadku szukania pracy w zawodzie - będzie plusowało. 

Zapisałam się również na kurs online na jednej z amerykańskich uczelni - Masachussets Institute of Technology (tak bardzo popularny w filmach "EM AJ TI". Chociaż otwarcie kursu dopiero jesienią, to ja już zacieram ręce i bardzo się cieszę. W końcu papier z EMAJTI to też niezła rekomendacja :)



Jak już przy papierach jesteśmy, to chcę się pochwalić jednym takim który trafił niedawno w moje ręce. Na początku myślałam, że jest mi on niezbędny, a na początku stycznia przy poszukiwaniu studiów okazało się, że nie koniecznie. Jednak bardzo się cieszę, bo to kolejna pozycja w moim CV. Pamiętacie pewnie, że w styczniu byłam "zajęta" i posty kulinarne pojawiały się automatycznie, napisane dwa miesiące wcześniej. Otóż pracowałam wtedy nad moją norweską gramatyką, przerabiałam wszystkie możliwe podręczniki. Wszystko po to, żeby podejść do tzw. Test i norsk - høyre nivå" potocznie nazywanego Bergenstest. Patrząc na to, że niektórzy ludzie zdają go dopiero po 5-6 a nawet 10 latach pobytu w kraju ja zwyczajnie rzuciłam się na głęboką wodę nie będąc pewna, czy wypłynę. Po 16 miesiącach nauki norweskiego, bo chcę studiować a to mi jest niezbędne. O ile o część pisemną toczy się właśnie ogromna batalia o tyle ustny był... normalny. Poszłam, zestresowałam się, zaczęłam rozmawiać z panem egzaminatorem tak, jak codziennie rozmawiam z host rodziną czy z moim chłopakiem (miałam też zaćmienie umysłu, kiedy to zapomniałam prawie wszystkie słowa). Pan egzaminujący i dwie Panie oceniające moją produkcję byli zadowoleni. Ja byłam.. Trochę zawiedziona bo wiem, że stać mnie na więcej. Po jakichś 3 tygodniach przyszedł wynik: EGZAMIN USTNY - ZDANY :)


Co do pisemnego, to po wszystkim byłam mega pozytywna. Teksty, słuchanie, gramatyka - kiedy je zobaczyłam, to w duchu się zaśmiałam. Że TO ma być ten straszny egzamin? Część pisemna zajęła mi 3 strony A4. Byłam bardzo zadowolona z tematu i z argumentacji jaką udzieliłam. Do domu dostałam kopię tego, co napisałam. Ørjan sprawdził - "Egzamin masz w kieszeni", moja przyjaciółka, nauczycielka norweskiego a zarazem Norweżka (!) sprawdziła - "Nie ma innej opcji, zdane", host rodzina rzuciła okiem - "Będzie zdane!". I przyszły wyniki, półtorej tygodnia temu. Wszystko, prócz tej nieszczęsnej pisemnej produkcji zdane. Ja przecieram oczy ze zdumienia, mój Ørjan mówi "Na pewno pomylili prace!!!!!". Rodzina mówi "Na bank pomylili prace!". A ja.. chyba przez to że w Polsce się wychowałam widzę mały szwindel. Bo przecież, kurs skończyłam na poziomie B2cz.1. A tych części jest 4 a do tego jeszcze kurs przygotowujący do testu. Ja je "przeskoczyłam" bo po tym co zobaczyłam na B2cz.1 stwierdziłam, że nie wydam prawie 16 tysięcy, żeby czytać gazety. (4 przeskoczone kursy po ok 4000 koron każdy). Skoro więc 16 tysięcy nie wpłynęło na ich konto, dlaczego miałabym zdać za pierwszym razem? 
Póki co wysłałam skargę (mam prawo do jednej skargi), praca jest wysłana do innego oceniającego. Może być też tak, że człowiek to nie maszyna - tym bardziej że ja byłam jedną z ostatnich osób na liście w Bergen. Pomyłki w tym wypadku mogą się zdarzać. Moja hostka wysyła im dramatyczne e-maile, a mój chłopak szuka podobnych spraw w gazetach. Przykładowo - w zeszłym tygodniu w gazecie ukazał się artykuł o dziewczynie, która podeszła do innego egzaminu i w rezultacie otrzymała ocenę niedostateczną. Wysłała skargę, będąc pewna że poszło jej dobrze. W odpowiedzi przyszła ocena bardzo dobra. Taki przeskok na skali ocen? Można? Można! Trzymajcie więc za mnie kciuki, bo jak się nie powiedzie to czeka mnie pracowita jesień z ponownym przygotowaniem do pisemnego egzaminu.

Z nowości, to zaangażowałam się bardzo w HoopDance - uczestniczę w warsztatach, przyjaźnię się z założycielką HoopDance Norge i poznaję nowe, bardzo ciekawe osoby. 

W tej tęczy stoję ja :) A tęcza to naświetlony trick z hula hoopem :)
Weekendy spędzam u mojego chłopaka, chodzimy na spacery, jeździmy i wdrapujemy się na różne bunkry, wieże i stanowiska strzelnicze. Szukamy też więcej opuszczonych miejsc, żeby mieć co opisywać tu na blogu w cyklu "Norwegia opuszczona".


Bergen budzi się właśnie z zimowego snu. Bardzo powoli, ze słońcem próbującym wybić się zza ciężkich deszczowych chmur. Pierwsze przebiśniegi i krokusy już wyszły - to chyba dobry znak. Również mewy coraz częściej drą mi się pod oknem. Idzie wiosna ! :)


Pozdrawiam, Pati

20 komentarzy:

  1. Hej Pati, czytam Cię już od bardzo dawna, gratuluje mieszkania i tego, że tak dobrze radzisz sobie w Norwegii, może kiedyś też tam zagoszczę na stałe (o ile mój facet zrozumie, że nie czuję żadnego patriotyzmu jeśli mowa o Polsce, a Skandynawia mnie kręci).
    No ale do rzeczy, gdzie i za ile jeśli można wiedzieć kupiliście tą lampę w rogu niedaleko okna? Tą stojącą na tych 3 nóżkach?:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej ! :) Lampa była prezentem świątecznym dla mojego chłopaka, bo mu się taka marzyła ale tutaj ceny zaczynały się od 3000 tysięcy. Ja znalazłam na allegro, nie pamiętam już ile kosztowała ale na pewno poniżej tysiąca :) Sprawdź allegro pod hasłem "lampa studyjna" :)

      Usuń
  2. Czytam Cię od niedawna, bo od niedawna uczę się norweskiego, i fajne, że napisałaś taki post, dzięki któremu mogłem Cię lepiej poznać :) Pozdrawiam z Polski, Łukasz :)
    zdobraksiazka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje! :) chetnie zajrze do Ciebie :)

      Usuń
  3. Super, w końcu wiemy co u Ciebie słychać :)
    Świetnie, że powoli się urządzacie w mieszkanku. Trzymam kciuki aby pozytywnie rozpatrzono Twój wniosek.
    Apropo studiów, sama studiuję bezpieczeństwo wewnętrzne(czyli trochę zbliżone do Twojego kierunku) i czy jest szansa dostania pracy w Norge w zawodzie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! :) ogolnie z tego co sie orientuje to praca w "bezpieczenstwie" tutaj wymaga czesto obywatelstwa (np. Praca w policji). Sama jeszcze papierow nigdzie nie skladalam, wiec ciezko mi powiedxiec jak z zatrudnieniem. :) na pewno napisze o tym na blogu, jak bede wiedziala cos wiecej :)

      Usuń
  4. Ah! A właśnie już czekałam na kolejnego posta! Jak na zawołanie ;) Aplikację już kawalek po kawałku kończę i możliwe, że we Wrześniu/koniec sierpnia zawitam do Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpowiedzi
    1. Dziękuję, przyda się wsparcie :)

      Usuń
  6. Jak fajnie wreszcie przeczytać co u Ciebie słychać:) Nie żeby poprzednie posty były gorsze, po prostu już tu trochę brakowało Ciebie. Gratuluję zdanego ustnego bergenstestu, trzymam kciuki za wyjaśnienie sytuacji z pisemnym. Tak jak Twoi znajomi sądzę, że to musiała być pomyłka (ewentualnie "pomyłka"), ale skoro napisałaś odwołanie, to powinno się udać wszystko odkręcić.
    Czy u was też są takie straszne wichury, czy tylko u mnie w Rogalandzie, pod Stavanger, tak wieje, jakby chciało wyrwać drzewa z korzeniami?
    Pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też ! Zaczęło się wczoraj wieczorem i tak wiało całą noc, że aż szklanki w szafkach dzwoniły. Teraz się trochę uspokoiło :) Na szczęście !

      Usuń
  7. Tyle niusów! Gratuluję sukcesów i trzymam kciuki za pozytywny rozwój sytuacji. Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  8. Trzymam kciuki za egzamin i życzę udanej przeprowadzki :) Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Sporo się u Ciebie dzieje :) Rozmawiałam ostatnio z różnymi osobami na kursie norweskiego nt. Bergenstest, większość opowiadała, że próbowała zdawać po kilka razy i próbują dalej (!). Gdyby Tobie udało się zdać za pierwszym razem to byłby naprawdę duży sukces. Trzymam kciuki, aby tym razem wyniki były pozytywne :)

    OdpowiedzUsuń
  10. świetnie sobie radzisz - serdeecznie gratuluje tych wszystkich sukcesów, konsekwencji, wytrwałości i wyborów :) Co do egzaminu to głowa do góry, zdać większość części po tak krótkim pobycie w Norwegii to nie lada wyczyn. Podziwiam i wracam do książek :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Trzymam mocno kciuki....za pozytywny wynik egzaminu !....no i gratuluję własnego m4 :).....pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem pewna na 100% ze dostaniesz poprawione pismo z "GODT BESTÅTT". Z moich obserwacji 1/10 osob (ktore faktycznie zasluguja na pozytywny rezultat) dostaje wynik ze zdanym testem, a reszta to tak jak my, albo ten nieszczesny referat albo skriftlig produksjon niezdane ... Chyba chodzi o to, zeby pozostali egzaminatorzy sie nie nudzili i mieli prace. Trzymam kciuki i wiem, ze na pewno bedzie dobrze !!

    OdpowiedzUsuń
  13. Patrycjo! Takich "emigrantow" nam potrzeba! Zdolnych, madrych, ambitnych i pozytywnych! Sama mieszkam za granica od 15 lat. Mialam 23 lata jak wyjechalam z PL. Twoj blog lubie czytac bo kiedys studiowalam w Szwecji i Norwegii i Skandynawia zajmuje specjalne miejsce w moim sercu :) Powodzenia w zyciu prywatnym, zawodowym i wytrwalosci w pisaniu bloga, ktory jestem pewna ma wielu wiernych czytelnikow! M.

    OdpowiedzUsuń
  14. Udało Ci się zdać coś, co innym zajmuje od 5 do 10 lat – jak sama mówisz – i jeszcze się na siebie denerwujesz, że mogło być lepiej. Raczej powinnaś być z siebie bardzo dumna :) Poza tym stres to stres. Na co dzień z pewnością porozumiewasz się bez większego problemu. Więc lepiej patrzeć na praktykę, aniżeli sztuczne sytuacje z panem egzaminatorkiem w tle :)

    Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. A 16 tysięcy piechotą nie chadza. Życzę, aby cała sprawa rozwiązała się na Twoją korzyść. Oby okazała się jedynie głupią pomyłką.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Cześć ! Dziękuję za komentarz i zapraszam do dyskusji. Pamiętaj, że komentarze złośliwe lub wulgarne będą usuwane. Mój blog nie jest też słupem ogłoszeniowym, będę wdzięczna jeśli to uszanujesz. Pozdrawiam, Pati :)