sobota, 1 sierpnia 2015

186. Wrócić - to nic złego.

Nadszedł ten dzień. Ostatnie godziny, mimo że wypełnione pracą były jednak całkiem inne. Wiedziałam, że robię to ostatni raz i uwierz mi, po bitych dwóch latach była to ogromna ulga. Pierwszego lipca 2015 oficjalnie skończyłam dwuletni program au-pair. Przeprowadzałam się przez cały poprzedzający miesiąc. Każdego weekendu brałam ze sobą nowe pudełko/torbę z rzeczami i rozpakowywałam w nowym mieszkaniu. Tak, żeby ostatniego dnia mieć tylko małe zawiniątko i bezceremonialnie pożegnać się, zabrać ostatnie hula-hoopy, komputer i po prostu wyjść. Zostaję w tym samym mieście, 15 minut jazdy od domu rodziny goszczącej, dlatego nie potrzebne mi ceregiele związane z pożegnaniami. Przecież nie umieram. Tylko zaczynam wszystko od nowa. I wszystko będzie nowe. Bo tak naprawdę au-pair nie jest żadnym przygotowaniem. Po skończeniu kontraktu wchodzisz w środowisko norweskie na nowo. Tym razem nie jako uprzywilejowana opiekunka, z ubezpieczeniem i jakimś zabezpieczeniem finansowym ze strony rodziny goszczącej. Tylko jako aktywnie poszukujący pracy obcokrajowiec. I musisz się w tej rzeczywistości odnaleźć. Ale możesz też wrócić. Nic się nie stanie. Zapraszam do przeczytania poniższych punktów. Będzie trochę informacji praktycznych, więc jeśli jesteś au-pair w Norwegii lub zamierzasz nią być - na pewno Cię zainteresują.




1. Powrót do Polski to nie koniec świata
Wiem, że w większości przyjeżdżamy tutaj po to, żeby wygrzać cieplutkie miejsce, które pozwoli nam płynnie przejść w środowisko norweskie. Nie zawsze jednak to się udaje. Gdybym nadal była singlem to mówiąc całkiem szczerze - mocno bym się zastanowiła, czy zostaję po au-pair w Norwegii czy nie.
Bo po pierwsze - tęsknota. Tęsknimy za rodziną, za znajomymi albo uświadamiamy sobie, że Norwegia była fajna, ale tylko jako kraj przejazdowy i nie jest tylko przystankiem w drodze. Ja zawsze byłam w Norwegii zakochana, mój przyjazd tutaj wzmocnił tę więź ale nie musi być tak w przypadku wszystkich. I to nic złego wrócić do Polski. Bo po drugie - jeśli w trakcie pobytu nasz język bardzo się rozwinął to nie powinno być ciężko o pracę w ojczyźnie. I to konkretną pracę, z konkretnymi (jak na Polskę) zarobkami. I to pracodawcy dzwonią do Ciebie z ofertami, a nie Ty do pracodawców. Koleżanka, o której kiedyś tu pisałam wróciła do Polski mogłoby się zdawać, że "na tarczy", bo rodzina ją wyrzuciła w trakcie programu. Zarejestrowała się w różnych agencjach pracy, pisząc że zna język norweski (była wtedy na poziomie A2/B1). Od ręki dostała pracę w Warszawie, w biznes lounge a same jej tygodniowe napiwki były większe niż moja au-pairska miesięczna pensja. Dodatkowo dzwonili do niej pracodawcy z ofertami. Można? Można!

2. Au-pair to nie bieganie po łące za gromadką dzieci
O nie. W większości przypadków to ciężka harówka. W bardzo "elastycznych" godzinach, które czasem rozciągają się między wczesnymi godzinami porannymi i trwają do późnej nocy. No ale przecież w ciągu dnia miałaś wolne między 10 a 12, 13 a 14, 17 a 18.30 i 19.30 a 20.Trzeba mieć dużo samozaparcia i cierpliwości. I nie mieć miękkiego serca. Ja mam miękkie serce, często nie potrafiłam być asertywna. Przez co moja lista obowiązków wydłużała się dziwnym sposobem o rzeczy typu "umyć ściany", "rozmrozić zamrażarkę" czy "myć fugi w prysznicu szczoteczką do zębów" albo "kupić dzieciom zimowe kombinezony". Wiem, że sama sobie tak wybrałam i absolutnie nie mam zamiaru tu narzekać. Mówię tylko, że często zderzenie z rzeczywistością może być bardzo bolesne. Mimo, że rodzina goszcząca była dla mnie miła i naprawdę bardzo wiele im zawdzięczam, to jednak czasem nadużywali tego, że jestem ich au-pair. Często też, jeśli chodziło o oszczędności, to oszczędzało się na mnie a nie na którymś z kolei Ipadzie albo zestawie Lego. Mimo tego, że trochę im się dałam wrobić z tymi wszystkimi zadaniami to i tak starałam się egzekwować prawa mi przysługujące. Skoro w regulaminie było napisane, że to rodzina ma opłacić książki i dojazd do kursu (a poprzednia au-pair powiedziała mi, że oni za to nie płacą) to wzięłam stosowne punkty i przesłałam wszystko w ładnym e-mailu do host - mamy. Z dokładnym wyliczeniem, ile wyłożyłam ze swoich oszczędności do tej pory. Pieniądze miałam na koncie następnego dnia.

3. Feriepenger
Jako au-pair, należą nam się również pieniądze na wakacje. Chodzi tu o całą kwotę jaką do tego czasu zarobiłyśmy. Czyli, jeśli skończyłam kontrakt 1 lipca, to należą mi się pieniądze na wakacje również za okres od 1 stycznia do 1 lipca. W wyliczeniu bierze się wypłatę brutto (5400 kr) i koszt jedzenia (83 korony dziennie). Jeśli jest to rok ubiegły, to od tej kwoty wylicza się 10.2 %, które nie podlegają opodatkowaniu. Natomiast jeśli jest to w tym samym roku (opptjeningsåret), to te 10.2 % podlegają opodatkowaniu. Moja hostka nie wiedziała o tym, że koszt jedzenia również się wlicza. Kiedy zobaczyłam na koncie dosyć małą kwotę, od razu wysłałam jej e-mail z zapytaniem - co z resztą pieniędzy ? Trochę się na ten temat spierałyśmy, ale ja poparłam moją tezę wycinkami z regulaminów różnych agencjami au-pair i dla potwierdzenia skontaktowałam się również z agencją, która opiekowała się mną. Wszystko się wyjaśniło i koszt jedzenia jest liczony razem z pensją brutto. Pilnujcie tego, bo - mieć kilka tysięcy koron więcej, a nie mieć? Tym bardziej, że to nasze uczciwie zarobione pieniądze.

4. Co, jeśli wracamy do Polski?
Wyprowadzkę z Norwegii musimy zarejestrować w urzędzie podatkowym. Jest to ważne, ze względu na nadpłatę/niedopłatę podatku. Powinnyśmy dostać rozliczenie od razu po rejestracji. Najlepiej zrobić to za pomocą konta Altinn. Pamiętajcie, że w Polsce nie musicie rozliczać się drugi raz, bo oba kraje mają podpisaną umowę o braku podwójnego rozliczenia. Co też jest ważne - jeśli oszczędziłyście sobie dużą kwotę pieniędzy, to pamiętajcie że w bagażu możecie przewieźć maksymalnie 25 000 koron (bez płacenia podatku). 

5. Co, jeśli zostajemy w Norwegii?
Przeprowadzkę również trzeba udokumentować. Można to zrobić już na dwa tygodnie przed rzeczywistą datą przenosin. Najpierw musimy zarejestrować to na naszym koncie Altinn. Ale to nie koniec. Trzeba również zameldować to wydarzenie na stronie poczty (posten.no). Tam należy również wybrać, przez jak długi czas listy mają być przekierowywane na nowy adres. Pierwsze dwa miesiące są bezpłatne, ale jeśli wybierzemy dłuższy okres, to  będzie się to liczyło z opłatami. Ja wybrałam tylko te dwa bezpłatne miesiące, bo ten czas starcza spokojnie żeby zmienić ewentualne adresy na stronach internetowych prenumeraty czy klubów. Warto zaznaczyć, że instytucje jak banki czy firmy telekomunikacyjne aktualizują adres automatycznie jak tylko dostaną informację z urzędu. 

Bez względu na to, czy zostajesz w Norwegii, czy może jednak wracasz do Polski - w obu przypadkach decyzja należy tylko do Ciebie. To żaden wstyd wrócić, pamiętaj o tym.

Dziś o 16.00 minie równe dwa lata, od kiedy postawiłam swoją nogę na norweskiej ziemi. Czy po tych dwóch latach żałuję, że byłam au-pair? Absolutnie nie. Wiele się o sobie nauczyłam i patrząc na siebie dwa lata temu - widzę ogromną różnicę. I postęp. Polecam, Patka :)



16 komentarzy:

  1. Czy mogłabyś wstawić link do tego regulaminu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. https://www.udiregelverk.no/no/rettskilder/udi-rundskriv/rs-2012-015/ :)

      Usuń
  2. na jakiej podstawie wylicza się ten dzienny koszt jedzenia? Jest to gdzieś z góry ustalone? Trochę nie rozumiem wyliczania tego ferepenger. Masz jakiś link do tego regulaminu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwota jest ustalona odgórnie przez państwo i zmienia się co jakiś czas. Regulamin znajdziesz w komentarzu wyżej :)

      Usuń
  3. My po 3 latach mieszkania w Norwegii zaczynamy akcję "Wracamy do Polski". Mąż tęskni na ojczyzną, ma dość Norwegii, fjordów, deszczów, i braku piwa po 18. Bardzo ciężko pracował, oszczędzaliśmy, więc wracamy do kraju z porządną gotówką, jednak do końca nie zrywa kontaktu z Norwegią, bo pieniądze.pieniądze, ech pieniądze

    OdpowiedzUsuń
  4. jak bylo na wakacjach Pati?
    i jakiej pracy bedziesz szukac? w co najchetniej celowac?
    trzymam kciuki za nowy etap w zyciu, na pewno wszystko ulozy sie pomyslnie (szczegolnie ze wsparciem pod bokiem) :)
    pozdrawiam serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wakacje były cudowne, potrzebowałam kilku promieni słonecznych :) Co do pracy, to będę celować w BHP - zobaczymy co z tego wyjdzie :) Chociaż jestem zdania, że na początek cokolwiek będzie dobre więc nie odrzucam żadnej z opcji :)

      Usuń
  5. Zgadzam się, że wrócić to nic złego, a wspomnienia i doświadczenie z nawet krótkiego mieszkania w innym kraju jest bezcenne i bardzo pomocne jeśli chodzi o dalszy rozwój i szukanie kolejnej pracy. Ja bardzo nie chciałabym wracać i mam nadzieję, że nie będę musiała zmieniać planów :) Jak wiadomo jednak emigranci mają bardzo różne motywy przyjazdu do Norwegii - niektórzy robią to, bo zakochali się wcześniej w kraju i wiedzą, że chcą tutaj żyć, a niektórzy przyjeżdżają tylko dla kasy (dla mnie to trochę smutne) i wówczas pojawiają się dylematy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uważam, że pogoń za pieniądzem jest smutna - bo gdzie czas na życie?

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Za 23 dni jade do Polski... po kolejnych 18 wracam do swoich hostow na dwa tygodnie, by po 20 wrzesnia zaczac nowa prace jako kelnerka. Poczatki nowego sa trudne, ale chyba damy rade, prawda? :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiem czy to właściwe miejsce ale biorąc pod uwagę, że właśnie dzięki Twojemu Patrycjo blogowi wiele dziewczyn w tym ja zamarzyło o Norwegii i skorzystało z Proworka (o istenieniu którego wcześniej nie miałam pojecia) warto wspomnieć (nie wiem jak było wtedy) że współpraca z tym biurem obecnie nie jest normalana. Choć mam płynny angielski jestem po anglistyce, znam podtsawy norweskiego, którego uczyłam się sama przez rok i 2 razy byłam au pair za granicą to przez miesiąc agenacja nie zorganizowała mi żadnej rozmowy z żadną norweska host familią :( Zaś sama nie mogę zapraszać rodzin gdyż tylko oni maja prawo ''zaczepić'' mnie :( Ignorancja tych pań z biura gdy dzwonię jest nie tylko nieprofesjonalana ale i żenująca. Wiem oczywiście Patrycjo że to nie Twoja wina -ale ja wolałabym żeby ktoś mnie ostrzegł nim wpłaciłam pierwszą ratę i omijałabym Prowork szerokim łukiem :(- dlatego piszę ten komentarz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, ja niestety w Prowork nie pracuję i nikt mi nie płaci za ich polecanie. Pisałam o tej agencji, bo to dzięki niej dwa lata temu wyjechałam do Norwegii i na to jak zostałam obsłużona wtedy też nie mogę narzekać. Wydaje mi się, że prawda leży trochę po środku - rodziny mogą nie być bardzo zainteresowane ponieważ ogłoszenia dziewczyn są jak sklep, różne dziewczyny z różnych krajów i tylko Polki nie mają zdjęć profilowych (bo Polska wprowadziła takie prawo)... Wiec to utrudnia wybór bo większość ludzi jest niestety wzrokowcami...

      Usuń
    2. Hej, ja niestety w Prowork nie pracuję i nikt mi nie płaci za ich polecanie. Pisałam o tej agencji, bo to dzięki niej dwa lata temu wyjechałam do Norwegii i na to jak zostałam obsłużona wtedy też nie mogę narzekać. Wydaje mi się, że prawda leży trochę po środku - rodziny mogą nie być bardzo zainteresowane ponieważ ogłoszenia dziewczyn są jak sklep, różne dziewczyny z różnych krajów i tylko Polki nie mają zdjęć profilowych (bo Polska wprowadziła takie prawo)... Wiec to utrudnia wybór bo większość ludzi jest niestety wzrokowcami...

      Usuń

Cześć ! Dziękuję za komentarz i zapraszam do dyskusji. Pamiętaj, że komentarze złośliwe lub wulgarne będą usuwane. Mój blog nie jest też słupem ogłoszeniowym, będę wdzięczna jeśli to uszanujesz. Pozdrawiam, Pati :)