piątek, 20 maja 2016

225. Czego możemy się nauczyć od Norwegów?

Jeśli uważasz, że Norwegowie ciemny naród i nic się od nich nie nauczysz - zapraszam innym razem. Wszystkich innych serdecznie zachęcam do dalszego czytania. Pomysł na post podesłała mi czytelniczka Dorota. Podała mi przykłady zachowań, które obserwuje w swojej pracy a ja dodałam do listy również własne spostrzeżenia. Na wszelki wypadek zaznaczę, że wpis nie jest w obraźliwym tonie i nie ma zamiaru umniejszać Polakom. To subiektywne spojrzenie na to, czego nam jako narodowi brakuje. 

1. Szacunek
Od razu doprecyzuję:
- szacunek do natury - Norwegowie kochają spędzać wolny czas na świeżym powietrzu. Spacery, wycieczki w góry, kąpiele w fiordzie - to powód do dumy a nie dziwactwo. Zdecydowanie brakuje tego Polakom, zwykłego wyjścia na łono natury i wyciszenia się. Nie potrzeba majątku, żeby przejść się z rodziną do pobliskiego lasu, czy na łąkę. A gdzie jak gdzie, ale w Polsce to jest gdzie chodzić! Trzeba się tylko ruszyć i zobaczyć to, co jest wokół.
źródło

- szacunek do inności - możesz mieć zielone włosy, kosmiczne ubrania, dziwne nakrycie głowy, chodzić na boso, być homoseksualistą, albo chodzić wspak - nikt raczej nie zwróci na to uwagi, a na pewno nie tak jak w Polsce. Nikt nie będzie się za Tobą odwracał, pokazywał palcem. To zdecydowanie lubię w Norwegach i uważam, że takie podejście by nikomu nie zaszkodzilo. 
źródło

- szacunek dla kultury i tradycji - mam nadzieję, że 11 listopada w Polsce będzie kiedyś obchodzony tak hucznie jak 17 maja w Norwegii. Norwegowie są dumni ze swojej tradycji, ze swoich narodowych strojów, flagi i kultury. Urodziny są powodem do wywieszenia flagi, śluby czy chrzty są powodem do dumnego włożenia bunadu (mimo, że gruba wełna gryzie a buty cisną!). W Polsce również mamy stroje ludowe, jednak w większości regionów można je podziwiać już tylko w... skansenach czy muzeach. 
- szacunek do prywatności - jeśli sam nie zaczniesz opowiadać o swoich tajemnicach, żaden Norweg raczej nie zacznie ich od Ciebie wyciągać. Nie ma tu typowego wypytywania czy wścibskości z którą niestety można się spotkać w Polsce na każdym kroku. W Norwegii można sprawdzić na stronie internetowej zeznanie podatkowe sąsiada, ile zarabia, czy kupił łódź/mieszkanie/nowy samochód. Do niedawna można było to robić anonimowo, teraz trzeba zalogować się swoim numerem personalnym. Czy uważam to za brak prywatności? Nie, bo nie jest to raczej temat do debat pomiędzy współpracownikami/znajomymi "Wow, naprawdę tyle zarobiłeś?!" Mam dziwne przeczucie, że w Polsce byłby to pretekst do nieustających dyskusji. 

2. Równość 
Norwegowie z ogromnym szacunkiem traktują "Janteloven" czyli zbiór praw mówiących o równości właśnie. Równość jest tu zaznaczana na każdym kroku. Kobiety, które są budowlańcami, mechanikami, lakiernikami czy kierowcami betoniarek przestały już mnie dziwić. Każdy ma prawo robić to co chce. Nie ma tu zawodów "tylko dla facetów". Kobiety same potrafią otworzyć sobie drzwi i mogą się poczuć wręcz obrażone, jeśli ktoś zrobi to za nie. W pracy normalnym jest, że szef przyjdzie uciąć z Tobą pogawędkę i będzie Cię traktował na równi ze sobą. Ørjan dzwoni do swojego szefa po godzinach żeby pogadać, a ja mam moich dwóch szefów w znajomych na Facebooku. Jeden z nich dosyć często pisze zabawne komentarze pod zdjęciami które udostępniam. Do obu mam ogromny szacunek i bardzo lubię swoją pracę. W Norwegii wszyscy zwracają się do siebie na "ty", w moim biurze często pojawiają się generałowie z armii (Forsvaret), znani kabareciarze czy piosenkarze, pracownicy policji, administracji - do wszystkich zwracamy się po imieniu. Równość górą! :)

źródło


3. Prostota 
Mąż Doroty lubi prostotę w norweskich wnętrzach czy nawet urzędach. Łatwość załatwiania spraw wręcz zadziwia. Norwegia wprowadza ułatwienia żeby ludziom żyło się lepiej. Dostałeś zeznanie podatkowe i nie musisz w nim nic poprawiać? Nic nie rób! Nie musisz nawet go odsyłać. Urząd podatkowy będzie wiedział, że nie chcesz nic poprawić. Numer personalny (odpowiednik naszego PESEL) jest przypisany do banków, przychodni lekarskich, pogotowia, niektórych sklepów internetowych i urzędów. Jednym kliknięciem można załatwić mnóstwo spraw. Od zmiany adresu, przez zakup pralki na kredyt na abonamencie do telefonu kończąc. Wiem, że wielu Polaków narzeka na norweską papierologię, ale ja się z tymi narzekaniami nie zgadzam. Nie trzeba wydeptywać ścieżek do banków czy urzędów, z czym niestety kojarzy mi się Polska. Wszędzie trzeba dreptać, od okienka do okienka , od jednej skwaszonej Pani do drugiej. A tu jeszcze Cię przywitają z uśmiechem. Przyjazne urzędy i ułatwiona papierologia przydałyby się w Polsce, zdecydowanie!

4. Uczciwość
Oczywiście, nie mam na myśli że Norwegowie są uczciwi a Polacy to oszuści. Ale jednak tutaj zaufanie do drugiego człowieka jest o wiele większe. Polak pomyśli "Ha! Norweg naiwniak wierzy, że wszyscy są uczciwi!". A ja uważam, że założenie, że inni są uczciwi jest tutaj jak najbardziej pożądanym zachowaniem. Niestety, my dorastamy w przekonaniu że inni są cwaniakami i chcą nas wykorzystać albo oszukać. A tutaj? Tutaj niektóre górskie chatki są otwarte, lodówka jest pełna jedzenia a na szafce leży koperta z pieniędzmi. Można do takiej chatki pójść (jeśli jest się w towarzystwie turystycznym), spędzić tydzień, a na koniec uzupełnić lodówkę o produkty które się zjadło i o pieniądze, które się użyło. Nie ma żadnego Pana Mietka, który przyjeżdża i sprawdza czy ktoś odkupił jedzenie albo oddał pieniądze. Przyjmuje się, że nikt nikogo nie oszuka. W niektórych miejscowościach pod sklepem stoją stoiska z owocami (np. truskawkami). Obok stoi puszka, do której wrzuca się zapłatę. Wybierasz sobie koszyczek i wrzucasz wyliczoną kwotę do puszki. Czy to nie genialne? Jedno miasto, zwane miastem książek ma na ulicach poustawiane półki z książkami. Również tam można wrzucić np. 20 koron do zawieszonej obok skrzynki i wybrać sobie książkę. Tego też nikt nie pilnuje! A ja odzyskuję wiarę w ludzi. Na pewno myślisz, że Norwegowie są naiwniakami. A mi się wydaje, że po prostu nie przejechali się na kimś tak często, jak my doświadczamy tego w Polsce. 
źródło

5. Cierpliwość 
Kiedy przyjeżdżam do Polski zawsze czuję się nieswojo. Wszyscy gdzieś pędzą, nie ważne jak szybko jedziesz ktoś zawsze musi Cię wyprzedzić, wymusić pierwszeństwo. Jakby to był sport narodowy. W marketach wszyscy narzekają na kolejki, w urzędach niecierpliwie przestępują z nogi na nogę. Wszyscy się spieszą, tylko gdzie? W Polsce wstrzymuję oddech. Żeby zdążyć. Tutaj oddycham, nie stresuję się, że nie zdążę. Zawsze zdążę. Cierpliwość na drogach, w sklepach i urzędach to coś czego zdecydowanie możemy się od Norwegów nauczyć i wyjdzie nam to na dobre. Wielu narzekaczy myli tę cierpliwość z lenistwem. Norwegowie leniwi, nic im się nie chce, na wszystko mają czas. A na co mamy czas my, Polacy? Może na narzekanie, ale na pewno nie na życie.

6. Brak zazdrości 
Pisałam o tym tutaj wiele razy. Zazdrość to coś z czym spotykam się ze strony polskich "znajomych". Możesz nie uważać, że Twoje życie jest dobre albo że jest całkiem przeciętne, ale zawsze znajdzie się ktoś kto Ci będzie czegoś zazdrościł i szukał dziury w całym. Dostałeś/aś pracę? Na pewno Cię Norwegowie wykiwają! Masz nowe auto? Ale paliwo i bramki są drogie więc stracisz na tym dużo pieniędzy! Kupiłeś fotel z Ikea? Ale przecież Ikea to najtańszy sklep w Norwegii, więc nie masz czym się chwalić! Mój ulubiony wytyk który słyszę non stop "Mówisz po norwesku tylko dlatego, że masz chłopaka Norwega i mieszkałaś u norweskiej rodziny!" A przepraszam bardzo, czy ktoś z nich otworzył mi głowę i wsadził do niej wiedzę? Czy ktoś z nich nauczył się za mnie słówek, zdał za mnie Bergenstest, czy chociażby spędza za mnie czasem nawet 6 bitych godzin dziennie rozmawiając przez telefon z klientami z całej Norwegii? Nie! A argument "No ale mieszkałaś z nimi" wsadzam między bajki. Bo znam dziewczyny, które mieszkają tu po 5,7,10 lat, mają mężów i narzeczonych Norwegów, dwujęzyczne dzieci, a same nie mówią po norwesku wcale lub słabo. Więc przepraszam jeśli się mylę i to nie jest przejaw zazdrości/szukania dziury w całym. Mimo wszystko chciałabym, żeby ludzie wzięli przykład z Norwegów i zaczęli interesować się swoim życiem bardziej niż cudzym. Nikomu to nie zaszkodzi a na pewno pomoże :)

Jakie jest Twoje zdanie na ten temat?
Zapraszam do dyskusji w komentarzach! 
Mvh
Pati 

20 komentarzy:

  1. Tak, wiele możemy nauczyć się od Norwegów :) Ja nauczyłam się cierpliwości i polubiłam weekendowe wycieczki w góry, mniej marudzę i cieszę się, że mogę mieszkać w pięknym Bergen :) Jedynie nie rozumiem dlaczego niektórzy NOrwedzy chodząc na wycieczki w góry z psami, zostawiają plastikowe woreczki z odchodami na ścieżkach, zamiast je ze sobą zabrać! To taki brak szacunku do natury.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, wiele możemy nauczyć się od Norwegów :) Ja nauczyłam się cierpliwości i polubiłam weekendowe wycieczki w góry, mniej marudzę i cieszę się, że mogę mieszkać w pięknym Bergen :) Jedynie nie rozumiem dlaczego niektórzy NOrwedzy chodząc na wycieczki w góry z psami, zostawiają plastikowe woreczki z odchodami na ścieżkach, zamiast je ze sobą zabrać! To taki brak szacunku do natury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tych torebek z psia kupa sama nie mogę rozgryzc! Z jednej strony ten szacunek do natury a z drugiej foliowki z kupą. To aż się kupy nie trzyma! :D

      Usuń
  3. Swietny post;) A czy moglabys napisac posta o Twojej drodze do zdanego bergenstestu? Dla niektorych osob bylaby to swietna motywacje;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie do postu o Bergenstest brakuje mi motywacji, bo moje przygotowania były takie.... Oczywiste :) przerobiłam sama 3 książki i ćwiczenia do norweskiego, czytałam gazety, wkuwałam odmianę czasowników - no nie mogę tego sklecic w sensowniejszy tekst :) ale jak się zmotywuje i na coś wpadnę, to na pewno napisze o tym na blogu :)

      Usuń
    2. Właśnie do postu o Bergenstest brakuje mi motywacji, bo moje przygotowania były takie.... Oczywiste :) przerobiłam sama 3 książki i ćwiczenia do norweskiego, czytałam gazety, wkuwałam odmianę czasowników - no nie mogę tego sklecic w sensowniejszy tekst :) ale jak się zmotywuje i na coś wpadnę, to na pewno napisze o tym na blogu :)

      Usuń
    3. Dziekuje za odpowiedz;)i gratuluje zdanego Bergenstestu.

      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  4. bardzo podobał mi się Twój post :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Post świetny, prawdziwy, w zasadzie nie wiem co można więcej dodać bo z każdym punktem nie sposób się nie zgodzić! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow, spodziewałam się raczej biczowania niż tylu miłych słów! :) dziękuję!!

    OdpowiedzUsuń
  7. O! konkretny, mocny w słowach post! podoba mi się! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Biczowanie nic tu nie da, ale porządny klaps (choć to zabronione) należy się Tobie, bo już całkiem... odjechałaś, lukrując na potęgę obraz Norwegii, że aż mdli. I proszę tu od progu nie pozdrawiać mnie staropolskim: hejter!, tylko dlatego, że nie poklepuję po plecach autorki bloga. Masz oczywiście prawo na takie podejście do sprawy, ale może najzwyczajniej w świecie... wyrządzasz krzywdę ludziom, którzy nigdy w Norwegii nie byli i chłoną Twój lukrowany, pocztówkowy obraz kraju bez jednej skazy. A jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach.

    Można zachwycać się dbałością Norwegów o środowisko naturalne, ale można by było zauważyć brak dbałości o naturalne środowisko miejskie - np. takiego syfu (tak, to najodpowiedniejsze słowo) jaki potrafi pozostawić norweska młodzież w popołudniowych autobusach, to uwierz mi, w Polsce nie widziałem. Można cieszyć się z równouprawnienia przy otwieraniu drzwi, będąc młodą osobą, ale jak będziesz równouprawnieniowo stała w autobusie, mając dajmy na to z 80 lat, podczas gdy na siedzeniach wygodnie rozsiądą się młodsze roczniki i nikomu do głowy nie przyjdzie ustąpić Tobie miejsca, to spojrzysz przez mniej różowe okulary.
    Tolerancja na inność - świetnie! Tylko dlaczego pewna Polka musiała wywalczyć sobie tolerancję na język polski w sądzie? Dlaczego po wynajęciu przez muzułmanów sali opery w Bergen w zeszłym roku, zaczęto przebąkiwać o "ślepej tolerancji", gdy nagle wszyscy Norwegowie obudzili się zdziwieni, że tyle lat walczą o równouprawnienie kobiet, a tu skucha! - kobiety musiały wchodzić do sali budynku użyteczności publicznej (to bardzo podkreślano w prasie), przemykając bocznym wejściem, bo głównym tylko mężczyźni mieli prawo do wejścia.
    Komputeryzacja - świetnie! Tylko jeśli wydeptujesz ścieżki do tego skomputeryzowanego urzędu, bo zwyczajnie nierozgarnięci i niekompetentni pracownicy nie są wstanie poprawnie przenieść danych z jednego dokumentu do drugiego, to po kolejnej wizycie (bo musisz dosłownie palcem pokazać, gdzie tkwi błąd), masz gdzieś uśmiech urzędniczki i tylko marzysz, aby w końcu mieć sprawę porządnie załatwioną...

    Nie chcę się odnosić do wszystkich punktów, bo komentarz mógłby niebezpiecznie przyjąć rozmiary wpisu, ale może jeszcze jedno, niezwiązane z tym wpisem, ale z którymś z poprzednich. Jeśli którykolwiek z Norwegów, po przyjeździe z krótkiego wypadu do Polski, nie będzie z uśmiechem na twarzy wyliczał mi, co w kraju nad Wisłą jest "billig", to uwierzę, że nieprawdą jest, że Norwegia jest droga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko lukier, jest też posypka! Żeby było jeszcze bardziej słodko! :) Tak jak napisałam w poście, to moje subiektywne spojrzenie na sprawę a inni mają prawo się nie zgadzać i wyrażać swoje zdanie na podstawie własnych doświadczeń. Piszesz, że wyrządzam komuś krzywdę. Ja tego tak nie widzę, opisuję rzeczywistość swoimi oczami i NIGDY nie napisałam, że ja mam rację a inni się mylą. Każdy ma swój rozum i swoje spojrzenie na sprawę. Może wydaje Ci się, że mój blog jest lukrowany bo nie ma tu typowego polskiego narzekania i wytykania? Nie oszukujmy się, jeśli ktoś tu przyjechał tylko za pieniędzmi to nigdy nie zrozumie mojej sympatii do tego kraju. Świat jest ogromny, do wyboru jest 205 państw (licząc również te nie uznane oficjalnie) i nie trzeba się męczyć w tej okropnej Norwegii z zacofanymi Norwegami.

      PS. Co do tego, że w Polsce wszystko jest "billig" - jeśli taki Norweg leci do Gdańska na tydzień i swoje "billig" opiera na cenie ubrań, które wytargał z Reserved albo papierosach jakie kupił na bezcłówce czy w Biedronce, to radzę porozmawiać z kimś innym. Z kimś, kto spędził więcej czasu w Polsce i kupuje nie tylko produkty, ale również usługi. Gdzie niektóre z nich, jak np. okulista i wyrobienie okularów, potrafią kosztować 2-3 razy więcej niż w Norwegii. Nie chcę się wdawać w niepotrzebne dyskusje, bo Ty masz swoje zdanie, ja mam swoje i żadne z nas opinii nie zmieni.

      PS. Słup ogłoszeniowy o nazwie "Moja Norwegia" ma forum na którym można się wyżywać i pisać obraźliwe teksty i wytykać błędy Norwegom 24/7. Tam nie ma lukru i pocztówek, może ta strona przypadnie do gustu bardziej niż mój słodki i nieskazitelny blog :)

      Usuń
  9. dziękuję Ci bardzo za ten tekst bo mogłabym zrobić "kopiuj wklej" niemal wszystko na swoim blogu. Nie wiedziałam, że Irlandzycy i Norwegowie mogą być tak podobni? A może to bardziej cecha dojrzałych demokracji?

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo fajny wpis :) praktycznie pod wszystkimi punktami mogę się podpisać, chociaż uważam, że stereotypowe myślenie może być krzywdzące. Jestem Polką, i nie jestem zazdrosna, nigdzie się nie spieszę, uwielbiam naturę, i uważam się za tolerancyjną osobę. Od pewnego czasu mam kontakt z Norwegami. Niektórzy są cudowni, pomocni, i mają świetne poczucie humoru (oj tak!), długo by wymieniać. Można z nimi stworzyć udane znajomości. Niestety nie wszyscy tacy są, to zależy od jednostki.Ogólnie oceniam ich na plus. Jednak zauważyłam, że może to wynikać z nastawienia. Ja od samego początku jestem nastawiona pozytywnie, staram się uczyć ich języka, interesuje się norweską kulturą, nie krytykuję ich kraju. Uważam, że takie podejście topi lody. Część Polaków niestety zamyka się w swoim polskim gronie. Przyjeżdżają do pracy, i nie próbują się zintegrować. Niestety to widać. Później te zamknięte grono atakuje wszystko co norweskie. Uważam, że to bardzo niesprawiedliwe, bo jak ktoś decyduje się żyć w innym kraju to powinien przynajmniej spróbować się zintegrować, i mam tu na myśli wszystkie narodowości.
    Do Twojej listy dodałabym jeszcze powściągliwość - zauważyłam, że Norwegowie nie są aż tak bezpośredni jak my. Czasami wolą się ugryźć w język, zwłaszcza na tematy bardzo kontrowersyjne. Z mojego doświadczenia unikają rozmów o polityce, zarobkach itp. zwłaszcza z osobami, których nie znają zbyt dobrze. Dzięki temu nie ma konfliktów.

    Może jednak dla równowagi mogłabyś napisać wpis "czego Norwegowie mogą nauczyć się od Polaków?" Bardzo jestem ciekawa jakie masz zdanie na ten temat :)

    Pozdrawiam
    A

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super spostrzeżenia! Masz rację, że to takie stereotypowe myślenie i nie można wrzucić wszystkich do jednego worka. I tak jak piszesz - wszystko zależy od nastawienia z jakim się przyjeżdża :) Co do wpisu w drugą stronę, to mam już taką listę przygotowaną, muszę tylko znaleźć chwilę żeby ją przepisać na komputer i stworzyć wpis. Wbrew pozorom uważam, że jest dużo rzeczy których Norwegowie mogliby nauczyć się od Polaków :) Taki post na pewno się tu pojawi :)

      Usuń
  11. Bardzo ciekawy post, nic dodać i nic ująć:)Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Oczywiście nie wierzę, że nic Cię w Norwegii nie wkurza ;) ale też jestem zdania, że powinniśmy się od siebie nawzajem uczyć! Przybijam piątkę!

    OdpowiedzUsuń

Cześć ! Dziękuję za komentarz i zapraszam do dyskusji. Pamiętaj, że komentarze złośliwe lub wulgarne będą usuwane. Mój blog nie jest też słupem ogłoszeniowym, będę wdzięczna jeśli to uszanujesz. Pozdrawiam, Pati :)