niedziela, 14 sierpnia 2016

237. Moja norweska historia

Postanowiłam zacząć na blogu nowy cykl. Chodzi mi po głowie seria wpisów z historiami zwykłych ludzi, którzy przyjechali do Norwegii i tu teraz żyją. Przyjechałeś za pracą, za rodziną, za miłością? A może wyjazd wakacyjny przedłużył się o kilka lat? Najlepsze historie pisze życie, dlatego zachęcam do napisania swojej historii na adres historia.patinorway@wp.pl

A żeby dodać Tobie odwagi, zacznę od napisania mojej historii.

Ci, którzy są tu ze mną od początków istnienia bloga wiedzą, że przyjechałam tu jako au-pair. Miałam jeden plan - po studiach przyjechać do Norwegii i nauczyć się więcej o kulturze i języku tego kraju. Wiedziałam na 100% że nie chcę przyjechać tu w celu zarobkowym. Pieniądze to tylko dodatek do życia, więc nie motywowały mojego wyjazdu. Wiedziałam, że jadąc do pracy prawdopodobnie będę mieszkać z Polakami, pracować z Polakami i mówić na co dzień po polsku. A przecież chciałam nauczyć się języka i dowiedzieć czegoś o kulturze. Dlatego też, swoją przygodę w krainie fiordów zaczęłam programem au-pair. Zostawiłam swoje życie w Polsce i rzuciłam się na głęboką wodę. Sama, bez znajomości języka (wtedy wydawało mi się, że coś tam wiem bo przecież uczyłam się z fiszek i książki przed wyjazdem), zamieszkałam z norweską rodziną znalezioną przez agencję Prowork Au-pair. Początkowo również ten blog był swego rodzaju pamiętnikiem, gdzie moja rodzina mogła poczytać co u mnie, czy obejrzeć zdjęcia (bez spowalniania Skype milionami przesyłanych plików). Po jakimś czasie do czytania bloga dołączyli zupełnie obcy mi ludzie dlatego zaczęłam zmieniać trochę jego formę. 

Pierwszy raz w samolocie, sama, w drodze do Norwegii
Pierwsze miesiące były trudne, z dala od rodziny, w miejscu gdzie nie rozumiałam przechodniów na ulicy czy nawet "własnych" dzieci w domu. Moja rodzina goszcząca często pytała, jak się czuję, czy tęsknię za domem i myślę, że to bardzo mi również pomogło. Zakładałam, że mój program au-pair będzie trwał rok. Jednak po kilku miesiącach rodzina goszcząca zapytała, czy zostanę z nimi jeszcze jeden rok. Nie miałam w sumie nic do stracenia, mój język zaczynał przypominać to, co słyszałam na co dzień w przedszkolu, szkole, sklepie, w domu, na ulicy i w telewizji. Postanowiłam, że zostanę jeszcze rok, nauczę się języka "tak porządnie" i wtedy zadecyduję, co dalej. 

Mieszkanie z dziećmi było ciekawym doświadczeniem
W tym samym czasie poznałam również Ørjana. Nie oczekiwałam zupełnie nic od tej znajomości, wszystko samo spadło na mnie nagle. Postanowiliśmy być razem i zobaczyć przez ten mój rok pobytu jak wszystko się ułoży. Najpierw polecieliśmy razem na wakacje we Włoszech, później razem wybieraliśmy mieszkanie do kupienia aż w końcu Ørjan spędził ze mną Boże Narodzenie w Polsce. Na początku 2015 roku zdecydowaliśmy, że wszystko między nami jest tak, jak być powinno i chcemy razem zamieszkać. Z niecierpliwością czekałam do 1 lipca 2015, kiedy kończył się mój dwuletni kontrakt u rodziny goszczącej. Dzieci były bardzo smutne kiedy się przeprowadzałam, bo byłam częścią ich życia przez 2 lata. Pocieszały się tym, że będę mieszkać około 15 minut jazdy od nich. 
No skradł mi serce i nadal trzyma :)
Lipiec zeszłego roku spędziliśmy razem w Polsce i na Krecie, w sierpniu pomyślałam, że już czas zacząć szukać pracy. Nie rzuciłam się na oferty, nie rozsyłałam CV gdzie popadnie. Wiedziałam, że nie chcę pracować w restauracji czy hotelu, szukałam raczej miejsca gdzie mogę rozwinąć się językowo. Ørjan cały czas powtarzał mi, że mam znaleźć to, co mi odpowiada, a nie chwytać się pierwszej lepszej okazji. Mój poziom nudy osiągnął zenit i pomyślałam, że w trakcie kiedy szukam konkretnej pracy mogę przecież pomóc trochę w przedszkolu obok którego mieszkam. Zaszłam tam jednego ciepłego sierpniowego dnia po drodze do sklepu. Poszłam do kierowniczki, pokazałam moje papiery i... dostałam pracę. Tak po prostu. Pani dała mi podanie które musiałam wysłać na policję w celu uzyskania atestu (który potwierdza, że nie byłam karana i mogę pracować z dziećmi). Miałam przyjść do przedszkola i podpisać umowę kiedy dostanę atest pocztą. Atest przyszedł jakieś dwa tygodnie później, w czasie kiedy Norwegię nawiedziły potężne ulewy. Wtedy mój zapał opadł, bo dwa lata odprowadzania "moich" dzieci do przedszkola nauczyły mnie jednego - czy ulewa, czy słońce - dzieci każdy dzień spędzają na zewnątrz. Wizja stania na deszczu jako pracy zarobkowej szybko ostudziła mój początkowy entuzjazm. Koniec końców, nie poszłam do przedszkola w celu podpisania umowy, tylko żeby powiedzieć że jednak mi ta praca nie do końca odpowiada. W tym czasie przeszłam trzy tury rozmów kwalifikacyjnych do innego miejsca, a w październiku zaoferowano mi tam pracę. Niedługo minie rok, od kiedy pracuję w biurze międzynarodowej firmy, na co dzień posługuję się nie tylko norweskim ale również angielskim, polskim i coraz częściej francuskim. Uważam, że warto było poczekać i znaleźć miejsce, w którym mogę się rozwijać a każdy dzień jest zupełnie inny. A w mojej pracy bardzo dużo się dzieje: 
Mamy mnóstwo kluczyków

I mnóstwo dowodów rejestracyjnych

Od kiedy zaczęłam pracę w Avis, mój album w telefonie jest pełen zdjęć szkód.
Auto z "Hertz" na naszym "terenie" :D






A niewątpliwym plusem są te wszystkie nowe auta, którymi mam okazję jeździć! Przykładowo na zdjęciu po lewej: wnętrze auta Land Rover Discovery, którego odbierałam zaraz po zakupie - miał przejechane całe.. 9 km. 

Zdaję sobie sprawę, że moja norweska historia dopiero się zaczęła. Trzy lata pobytu to początek o wiele dłuższej drogi. Bardzo często zastanawiam się, jak mniejsze czy większe decyzje doprowadziły mnie do miejsca w którym teraz jestem. Zimny kraj trolli w pokrętny sposób, dziełem różnych zbiegów okoliczności i przypadków stał się moim domem. I wiesz co? Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa! 

Czekam na Twoją historię!


Hilsen
Pati

14 komentarzy:

  1. Ja również chcę pojechać do Norwegii jako au-pair! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja historia też się tutaj kiedyś znajdzie! Tylko najpierw przydałoby się wyjechać do Norwegii... 😂
    Twój blog jest bardzo inspirujący, podoba mi się wszystko, co piszesz zwłaszcza że sama póki co nie miałam okazji odwiedzić Norwegii. Poza tym jesteś au-pair, nad byciem którą ostatnimi czasy się zastanawiam.
    Czekam na kolejne wpisy.
    Pozdrawiam gorąco :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja znam Twoją historię od początku,bo od początku śledzę Twojego bloga;-) choć ostatnio zaniedbałam blogowy świat, tak nadrabiam zaległości;-)
    Dzięki temu postowi, nadrobiłam ostatnie zaległości ;-) tak się zastanawiałam gdzie pracujesz no i już wiem;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, myślę że nawet byłaś pierwszą z tych osób spoza rodziny, które mnie czytały :) !

      Usuń
  4. Ciekawa historia, rozczuliło mnie, że chcieli Cię od razu przyjąc do pracy w tym przedszkolu... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głównie dlatego, że mieszkam zaraz obok i byłabym idealnym pracownikiem "na telefon" bo autobus w te okolice jeździ dosyć rzadko :) ale faktycznie, bardzo mnie to podbudowalo :)

      Usuń
    2. Głównie dlatego, że mieszkam zaraz obok i byłabym idealnym pracownikiem "na telefon" bo autobus w te okolice jeździ dosyć rzadko :) ale faktycznie, bardzo mnie to podbudowalo :)

      Usuń
  5. Bardzo ciekawie ci się życie ułożyło :)

    ----------
    Zapraszam na mój blog: http://germanolozka.blogspot.com/ o językach germańskich (niemiecki, norweski, angielski) i innych ciekawostek z mojego życia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ciekawie ci się życie ułożyło :)

    ----------
    Zapraszam na mój blog: http://germanolozka.blogspot.com/ o językach germańskich (niemiecki, norweski, angielski) i innych ciekawostek z mojego życia :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja zaczem dużo później niż ty przygodę z Norwegią. Ale podoba mi się że przyjechałaś tu, spróbowałaś i się rozwijasz. Nie wielu młodych ma taką energię i siłę by dążyć do czegoś.
    Pozdrawiam i życzę powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytam Cie od samego poczatku i bardzo Ci kibicuje . Brawo Pati !! Tak trzymaj !! No i kochajcie sie, bo milosc dodaje nam skrzydel :-) . A ja chyba juz jestem za stara na opowiadanie swoich histori, tez za dlugo juz tu jestem i nie starczyloby miejsca na moje opowiadanie. Choc nie wiem, nie wiem - moze sie kiedys skusze. Usciski Ania

    OdpowiedzUsuń
  9. Twoja historia jest cudowna i wspaniale motywuje do działania! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Pati, świetny post! I właściwie niewiarygodne, ze wszystko tak świetnie się ułożyło i dzięki wyjazdowi au pair znalazłaś swoje miejsce na ziemi! W NORWEGII! ;-) Pozdrowienia od Prowork i wyrazy uznania za prowadzenie bloga z taka pasją:-)

    OdpowiedzUsuń

Cześć ! Dziękuję za komentarz i zapraszam do dyskusji. Pamiętaj, że komentarze złośliwe lub wulgarne będą usuwane. Mój blog nie jest też słupem ogłoszeniowym, będę wdzięczna jeśli to uszanujesz. Pozdrawiam, Pati :)