sobota, 25 lutego 2017

261. Język dorsza

Ryby głosu nie mają, więc ten post nie będzie poświęcony temu, jak mówią dorsze. Będzie za to opowiadał o tym, jak smakuje język tej ryby! Wspominałam już o tym przy okazji wpisu 'Norwegia specyficzna w smaku'. Ørjanowi jakoś tak w pamięć zapadło, że już wtedy pisałam o tym, że chcę spróbować języków. Za punkt honorowy sobie obrał pokazanie mi, co jadł w dzieciństwie. Obecnie ceny są dosyć zaporowe a danie urosło do miana dosyć ekskluzywnego. Ørjan opowiadał, że kiedy był mały to na ich stole często gościły języki ze względu na to, że były bardzo tanie.

Ale po kolei.
Języki dorszy (torsketunger/skreitunger) są najbardziej świeże na początku roku. Odcinanie języków (tungeskjæring) jest uznawane za element dziedzictwa kulturowego, szczególnie popularne na Lofotach i wybrzeżu Północnej Norwegii. W latach 50-tych było szczególnie popularną pracą dorywczą wśród uczniów. Był to bardzo szybki i lekki zarobek w trakcie ferii zimowych.
Odcinanie języków przypada na okres tarła dorszy (skreisesong) i przypada między styczniem a kwietniem. Złowione ryby są dostarczane na brzeg i filetowane a głowy zostają przekazane "odcinaczom języków" (tungeskjærere).

Tak wyglądają surowe:



Przyrządzenie jest bardzo proste. Najpierw należy je umyć pod bieżącą wodą i osuszyć. Póżniej wystarczy otoczyć je w mące/bułce tartej i jajku z solą i pieprzem a następnie usmażyć na dużej ilości masła. Podawać z ziemniakami, warzywami (brokułąmi, marchewką czy np. szpinakiem) i plastrami cytryny. 


W smaku są bardzo delikatne i "rybne". Jednak nie przypadła mi kompletnie do gustu ich konsystencja. Są dosyć galaretowate i przez to miałam wrażenie, że są surowe. Ale ja nie przepadam nawet za galaretką więc moje plebejskie podniebienie może nie wiedzieć zbyt dobrze. Mimo wszystko, to bardzo ciekawe doświadczenie i zachęcam do spróbowania! A może już próbowałeś/aś? Jak wrażenia?

Pozdrawiam, Pati

PS. Balder dzielnie siedział nad książką kucharską w nadziei, że może coś dostanie. 


4 komentarze:

  1. Bardzo ciekawe!:) tylko że ta galaretowata konsystencja... Nie znoszę takiej formy posiłku, chyba się więc nie skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawe!:) tylko że ta galaretowata konsystencja... Nie znoszę takiej formy posiłku, chyba się więc nie skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dorsz niby ryba znana, ale jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, że ma język, który można zjeść,dziękuję za ciekawy wpis, gdyby mi się trafiła ta część ryby, będę wiedziała jak ja przyrządzić, patrząc na pierwsze zdjęcie miałam wrażenie, że to część kurczaka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Cześć ! Dziękuję za komentarz i zapraszam do dyskusji. Pamiętaj, że komentarze złośliwe lub wulgarne będą usuwane. Mój blog nie jest też słupem ogłoszeniowym, będę wdzięczna jeśli to uszanujesz. Pozdrawiam, Pati :)