niedziela, 9 kwietnia 2017

268. Norwegia opuszczona - Bølgekraftverket

Fanów z serii "Norwegia opuszczona" zainteresuje na pewno dzisiejszy wpis. Jeśli jesteś tu nowy/a to zapraszam do przeczytania poprzednich postów o opuszczonych miejscach w Norwegii. W ubiegłą niedzielę Ørjan zabrał mnie do niedziałającej już elektrowni wodnej. Co ciekawe, jest to bardzo popularne miejsce podczas sztormów, ale trzeba być ostrożnym. Fale tam potrafią być potężne i jak przekonasz się oglądając zdjęcia -  z łatwością niszczą wszystko co spotykają na swojej drodze.

Elektrownię otworzono na wyspie Toftøy w Øygarden w latach 80-tych, Kto miał okazję odwiedzić Øygarden wie, że wieje tam niemiłosiernie. To było głównym powodem stworzenia tam specjalnej turbiny napędzanej przez fale. Fale z otwartego morza trafiały do betonowej, zwężanej rynny podnosząc poziom wody w sztucznym zbiorniku a tym samym wprawiając w ruch mechanizm i przyczyniając się do tworzenia energii elektrycznej. Elektrownia, którą odwiedziliśmy została otworzona przez spółkę Norwave w 1985 roku. W tym samym roku konkurencyjna spółka Kværner Brug otworzyła swoją elektrownię niedaleko Norwave.
Inwestycja była dość niefortunna dla Kværner Brug. Już trzy lata po otwarciu okazało się, że fundamenty były zbyt słabe i obiekt został zmieciony z powierzchni ziemi przez huragan.

Jednak nie oznacza to, że Norwave żyła długo i szczęśliwie. W 1989 właściciele postanowili ulepszyć rynnę.  Norwegii kiedy coś się buduje, to zazwyczaj trzeba też coś wysadzić w powietrze. Tak było w tym przypadku. Eksplozja była tak potężna że uszkodziła znaczną część rynny. Do tego doszły też zniszczenia powodowane przez fale i huragany. Zarząd Norwave nigdy nie zdołał zgromadzić potrzebnego kapitału na odbudowę miejsca. I tak stoi od tego czasu miotane siłami natury. 
Udało nam się trafić na dosyć "spokojne" morze, więc mogliśmy dojść do większości miejsc bez strachu o własne życie. Jeśli się tam wybierasz - zachowaj ostrożność!!

Niedaleko szlabanu prowadzącego do elektrowni jest mały parking na którym można zostawić samochód. Aby dojść do szlabanu, należy pójść ulicą "Bølgekraftvegen", minąć dom z ogromnym drewnianym trollem i małą "wystawą" w altance. Stamtąd do elektrowni czeka nas około 15 minutowy spacer. 





Elektrownia ukaże się po naszej prawej stronie

Trzeba przejść przez dosyć słabo wyglądający most (nie polecam przy dużych falach)


Po lewej stronie jest morze. Fale są czasem tak ogromne, że przepływają przez to wzniesienie ciągnąc za sobą ogrodzenie












Podjazd podmyty przez fale

Tablica informacyjna stojąca kiedyś przed budynkiem

Betonowe maszty to konstrukcja która podtrzymywała betonowy most. 

Część drogi






To most, który kiedyś znajdował się na belkach (Potrafisz sobie teraz wyobrazić siłę tych fal?

Trzeba uważnie patrzeć pod nogi bo wókół leży mnóstwo niestabilnych kamieni z wystającymi z nich metalowymi prętami




Po prawej stronie rynna która miała łapać fale


Znalazłam też street art 


W dole znajdował się cylinder.

"Wesołej Wielkanocy"


Drewniana kładka w miejscu gdzie kiedyś znajdował się betonowy most dla samochodów i pieszych

Wokół powstało mnóstwo hyttek, zastanawiam się jak to jest siedzieć tam podczas sztormu :)
Pozdrawiam,
Pati

3 komentarze:

  1. Czytając o elektrowni spodziewałam się czegoś... ekhm... większego. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie była największa, ale za to była pierwszą na świecie elektrownią zasilaną falami morskimi ;)

      Usuń
  2. Byłam w Norwegii w Wielkanoc tego roku.Mój syn mieszka już trzy lata w Bergen. Byłam dumna z niego, jak widziałam, że porozumiewa sie z tubylcami po norwesku. Byłam już po raz czwarty. Norwegia bardzo mi się podoba. Cieszę się, że prowadzisz bloga.

    OdpowiedzUsuń

Cześć ! Dziękuję za komentarz i zapraszam do dyskusji. Pamiętaj, że komentarze złośliwe lub wulgarne będą usuwane. Mój blog nie jest też słupem ogłoszeniowym, będę wdzięczna jeśli to uszanujesz. Pozdrawiam, Pati :)