poniedziałek, 5 czerwca 2017

275. Dlaczego można się zakochać w Bergen?

Dzisiejszy wpis jest pół żartem - pół serio. Osoby bez poczucia humoru proszone są o naciśnięcie krzyżyka w lewym górnym rogu w TYM momencie (to dla Waszego dobra). Wszystkich innych zapraszam serdecznie do lektury. 

Wielu ludzi narzeka, że Bergen smutne, szare, że tylko pada, że nie ma lata a na dodatek bergeński jest strasznym dialektem. Ja i udowodnię, że można na to spojrzeć z innej strony. 

1. Trudny dialekt.
Fakt, bergeńskie bulgotanie i wymawianie "r" nie należy do najłatwiejszych. Ciężko się tego dialektu nauczyć, szczególnie jeśli trafimy na bergensera dumnego ze swojego języka. Z drugiej jednak strony - mieszkańcy Bergen nie są lubieni w innych częściach kraju właśnie ze względu na to, jak mówią. Ja uważam, że to zwykła zazdrość bo oni też mają problemy zrozumieć bergenserów. Toteż, jeśli nauczysz się dialektu z tego miasta - nikt w Norwegii Ci nie podskoczy. Bo Cię prawdopodobnie nie zrozumieją. (No dobra, teraz w dobie telewizji i radia, kiedy wszystko się miesza, może nie będzie to tak prestiżowe. Ale wciąż, warto znać!) A, no i nauka jest łatwiejsza bo istnieje tylko forma męska i nijaka (en i et).

2. Góry nad morzem
Jeśli po 6 godzinnej wyprawie z Ulriken na Fløyen powiesz "Mam już dość tego chodzenia po górach!" możesz spokojnie zejść do miasta i położyć się na nabrzeżu patrząc na morze i mewy. Nawet wybierając miejsce zamieszkania możesz wybrać, czy chcesz łowić ryby z okna, czy może wspinać się codziennie kilkaset metrów nad poziom morza wracając ze sklepu. I to wszystko w obrębie jednego miasta.



3. Sposób na oszczędzanie
Mieszkając w Bergen można dużo zaoszczędzić. Nie od dziś wiadomo, że w Norwegii im więcej deszczu pada, tym bardziej tanieje prąd. A że w Bergen pada non-stop, to i oszczędzanie wydaje się bardziej sensowne. Druga sprawa - możesz być pewien/pewna, że nie wydasz fortuny na kosmetyki do opalania czy letnie ubrania (bo skoro ciągle pada, to letnie ubrania które mamy prawie wcale się nie niszczą, a i kosmetyki do opalania chyba bardziej przydają się zimą w górach niż latem w Bergen).

4. Nie trzeba się stroić.
Idziesz na randkę? Nie wiesz co włożyć, żeby zrobić dobre pierwsze wrażenie? Wyjrzyj przez okno, najprawdopodobniej będziesz potrzebować tylko sztormiaka, parasola i gumowców. Nie będziesz mieć też pożytku z prostownicy, bo wilgotne powietrze nastroszy Ci włosy 5 minut po wyjściu z domu. Byłabym też ostrożna z nakładaniem dużej ilości makijażu (chyba, że jest wodoodporny i utrwalony przynajmniej półcentymetrową warstwą lakieru, wtedy jest prawdopodobieństwo, że nie spłynie).

5. Cztery pory roku
Wbrew pozorom, mamy w Bergen cztery pory roku. Najczęściej są one wszystkie skumulowane w ciągu jednego dnia. Wychodzisz rano do pracy a na chodniku wita Cię cienka warstwa śniegu i lodu. Chwilę przed wejściem do biura zaczyna się niesamowita ulewa. Kiedy w ciągu dnia siedzisz przed komputerem a obok Ciebie na kablu od modemu suszą się ubrania, z westchnieniem spoglądasz na zewnątrz i widzisz wychodzące słońce. Po pracy uderza Cię podmuch wręcz tropikalnego powietrza. Ściągasz po kolei warstwy kurtek, wełnianych swetrów i skarpet. Kiedy zostajesz w samych spodniach i koszulce czujesz zimne krople deszczu rozbijające się na czubku głowy. Zakładasz więc znowu wszystkie ubrania na siebie. Przemoczony do suchej nitki wchodzisz do domu, zrzucasz 17 kg mokrych ubrań i w drodze do łazienki widzisz, że na zewnątrz znowu wyszło słońce. Bergen w pigułce!
Tegoroczna zima na szczycie Ulriken

6. Krótka zima
Padający deszcz sprawia, że w ostatnich latach "zima" (w znaczeniu śnieg + minusowe temperatury) trwała może 10 dni rocznie. Reszta z 365 dni to na przemian deszcz, ulewy, wilgotne powietrze (mżawki) i anomalie pogodowe jakimi są słoneczne dni. 

7. Nauka wdzięczności
Kiedy mieszkałam w Polsce, oczywiste dla mnie było, że rok dzieli się na pory roku. Wiedziałam, czego mogę oczekiwać w danym miesiącu. Tutaj wszystko jest wywrócone do góry nogami. Opalanie w listopadzie i śnieg w maju? Nie ma problemu! Mała ilość słonecznych dni wywarła na bergenserach takie piętno, że obecnie słońce oznacza "musimy wyjść z domu i coś zrobić". Do tego stopnia, że moja norweska koleżanka kiedy przeprowadziła się na Maltę, przez pierwszy miesiąc miała ogromne wyrzuty sumienia - było słońce, a ona siedziała w domu. 

 Temperatura około 17 stopni na początku maja tego roku - Bergenserzy się kąpią. 
Co mogłabym jeszcze dodać do listy? Zapraszam do dyskusji!
Pozdrawiam, 
Pati

3 komentarze:

  1. Ja kocham Bergen za rododendrony <3 rekompensują każdą, nawet najpodlejszą deszczową pogodę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam o nich! :) masz rację :)

      Usuń
  2. Słyszałam dużo o typowej pogodzie w Bergen i byłam zdumiona, kiedy okazało się, że na 11 dni w No, ze trzy dni były niedeszczowe, a 1 całkowicie słoneczny i cieplutki właśnie w Bergen. Ani jednej chmury. To się nazywa mieć fart w życiu. Pewnie przy typowej pogodzie bym tyle nie pozwiedzała, a miałam tylko pół dnia, więc trzeba było się streszczać, albo szybko chodzić. :)

    OdpowiedzUsuń

Cześć ! Dziękuję za komentarz i zapraszam do dyskusji. Pamiętaj, że komentarze złośliwe lub wulgarne będą usuwane. Mój blog nie jest też słupem ogłoszeniowym, będę wdzięczna jeśli to uszanujesz. Pozdrawiam, Pati :)