poniedziałek, 24 lipca 2017

279. Norweska sztuka uliczna cz. 9

Wakacje wakacjami, a Bergen wypełnia się coraz to nowymi i większymi muralami. Kolejny już raz wybrałam się na "polowanie" i się nie zawiodłam. Wiele murali zdążyło już zniknąć, w ich miejsce pojawiły się nowe i jest to absolutny temat rzeka. Nie mogę się doczekać, kiedy pokażę Wam część 10, w której zaplanowałam coś specjalnego. Muszę tylko "dopstrykać" kilka zdjęć i świeży post wjedzie na blog. Tymczasem zapraszam Was do obejrzenia poprzednich malunków, lub tych nowych:

Bardziej widoczny mural M_u_M, bo wycięto drzewa stojące obok budynku





M_u_M tworzy nowy przepiękny mural! Codziennie mijam go w drodze do pracy i obserwuję postępy
















Ktoś wypełnia dziury chodnikowe kolorowymi płytkami







Na pewno pojadę tam wieczorem, żeby zobaczyć jak ta ryba świeci w ciemności








Pozdrawiam, Pati

niedziela, 16 lipca 2017

278. Najdziwniejsze ciekawostki o Norwegii

W dzisiejszym wpisie zebrałam kilka najdziwniejszych moim zdaniem ciekawostek dotyczących Norwegii i samych Norwegów. Zapraszam do lektury.


  • Członek trolla - Tak. Dobrze czytasz. CZŁONEK. W sensie, że penis. Pewna pani z Egersund postanowiła rozsławić miasteczko na cały świat i wystąpiła o zarejestrowanie pewnej półki skalnej jako nowej atrakcji turystycznej. Atrakcja nazywa się Trollpikken i do złudzenia przypomina męskie przyrodzenie. Członek miał być atrakcją turystyczną porównywalną z Językiem trolla (Trolltunga) czy Drogą/Drabiną trolli (Trollstigen). Dlaczego miał być? A to dlatego, że w całej Norwegii wiadomo, że mieszkańcy Egersund są bardzo religijni. Tak religijni, że niektórzy zahaczają o fanatyzm. I pewnej nocy, ktoś członek po prostu... odciął. I tyle było z atrakcji. Jednak już następnego dnia rozpoczęła się "kronerulling" czyli publiczna zbiórka pieniędzy. Członek "przytwierdzono" niedawno na nowo, ale nikt nie wie czy znowu nie wpadnie pod kosę religijnego fanatyka. Swoją drogą, znajoma z Egersund opowiedziała mi, że w oryginalnym zgłoszeniu atrakcja miała się nazywać Trollpiken (Panna troll) ale przez błąd w pisowni zatwierdzono "Trollpikken". Nie wiem na ile w tym prawdy bo sama skała raczej panny nie przypomina, za to bardzo nasuwa na myśl męski narząd płciowy. Poniżej zdjęcie przed "operacją na żywym obiekcie" i po.
Źródło
  • Darmowe prezerwatywy. Jeśli zostajemy w temacie penisów to warto wspomnieć o tym, że Norwegia wysyła pocztą darmowe prezerwatywy. Wszystko w ramach programu zapobiegania chorób przenoszonych drogą płciową. Na stronie internetowej norweskiego funduszu zdrowia można zamówić darmowe prezerwatywy. Również większość przychodni ma je dostępne na miejscu. Pamiętam kiedy jednego razu pewna polska mama napisała na forum dla Polaków "Co robić, do mojego 11 letniego syna przyszły pocztą prezerwatywy!" Pod wpisem wylano beczki pomyj na Norwegów, którzy "są chorzy bo takie rzeczy za darmo rozsyłają i nawet małe dzieci mogą to zamówić." Okazało się, że cała klasa zamówiła sobie prezerwatywy bo planowali.. wojnę na balony wypełnione wodą. 
źródło
  • Więcej niedźwiedzi polarnych niż ludzi i żadnych kotów. Jeśli rozważasz przeprowadzkę na Svalbard (Na mocy traktatu Svalbardzkiego każdy może tam zamieszkać) to musisz wiedzieć, że nie możesz zabrać ze sobą kota. Klimat wysp jest tak specyficzny a fauna tak mało rozwinięta, że kot mógłby zagrozić gatunkom tam żyjącym. Mimo tego, wielu ludzi przemyca domowe mruczki, mimo że jest to bardzo restrykcyjny zakaz. Na Svalbardzie żyje też więcej niedźwiedzi polarnych niż ludzi a przez to wszystkie drzwi do domów powinny być otwarte (nie zakluczone) aby każdy miał możliwość schowania się przed niedźwiedziem w sytuacji zagrożenia życia. Największy odsetek mieszkańców stanowią obywatele Tajlandii. 

  • Globalny bank nasion. Zostając przy Svalbardzie warto wspomnieć o Globalnym banku nasion na wyspie Spitsbergen. Składowane są tam nasiona jadalnych roślin z całego świata. Tunel wydrążony jest w wiecznej zmarzlinie więc utrzymuje się tam niska temperatura. Z tego również względu, do przechowywania nie jest używana energia elektryczna a sam bank nie posiada stałego personelu pracującego tam na co dzień. Sama idea stworzenia takiego miejsca jest moim zdaniem bardzo przyszłościowa. Szczególnie teraz, w dobie wszechobecnych modyfikacji warto moim zdaniem zachować te "oryginalne" rośliny.
źródło
  • Im więcej deszczu, tym tańszy prąd. Ze względu na to, że prawie cała energia w Norwegii jest wytwarzana przy pracy elektrowni wodnych deszcz jest czymś, co sprawia że prąd tanieje. Przykładowo, ulewne lato 2015 sprawiło, że zapasy wody starczyły aż do zimy przez co ceny drastycznie spadły. To optymistyczne szukanie pozytywów w najbardziej beznadziejnej sytuacji mnie zawsze zadziwia. Z jednej strony narzekano na codzienne opady, z drugiej gazety prześcigały się w informowaniu ile wody udało się zmagazynować. 

  • Zakaz wwożenia ziemniaków. Sprawdzając listę dozwolonych/zabronionych produktów na stronie norweskiej służby celnej można się nieźle zdziwić. Otóż, na liście za narkotykami, bronią czy fajerwerkami znajdziemy właśnie ziemniaki. Dzieje się tak dlatego, że choroby obecne w innych krajach mogą być zagrożeniem dla norweskich kartofli. Małe ilości (np. w bagażu podręcznym) grożą jedynie konfiskatą i otrzymaniem pouczenia. Większe ilości mogą narazić nas na dosyć wysoki mandat i konsekwencje prawne. Jednak, nie jest zabroniony wwóz innych warzyw czy np. kwiatów i cebulek. Warto tylko pamiętać o dozwolonych ilościach: 
- 10 kilo frukt eller grønnsaker (10 kg owoców lub warzyw
- 25 stk. avskårne blomster (25 sztuk kwiatów ciętych)
- 5 potteplanter (planter for innendørs bruk) innkjøpt i et europeisk land (5 roślin doniczkowych do użytku wewnętrznego zakupionych w kraju europejskim)
- 3 kilo blomsterløk og blomsterknoller (3 kilo cebulek kwiatowych )
- 50 porsjonspakninger av frø (50 paczek nasion)




Masz własne ciekawostki, które Cię zdziwiły? 
Podziel się w komentarzu!

Pozdrawiam, 
Pati

niedziela, 2 lipca 2017

277. Na koniec świata i.. jeszcze dalej?

Jeśli śledzisz Pat i Norway na facebooku, z pewnością wiesz, że ostatni weekend czerwca spędziliśmy z Ørjanem na końcu świata (Verdens Ende). Było to oczywiście przy okazji corocznego zlotu klubu Citroena SM. Jeśli pamiętasz, w zeszłym roku zlot był u podnóża Gaustatoppen. Tegoroczny wyjazd wiązał się z ośmiogodzinną podróżą przez góry, lasy, mniejsze i większe miasta i miasteczka. Po drodze minęliśmy mnóstwo kościołów klepkowych (stavkirke) i widoki były tak zapierające dech w piersiach, że gdybyśmy mieli zatrzymać się za każdym razem, kiedy wydawałam z siebie okrzyk zachwytu, to podróż w jedną stronę trwałaby co najmniej 15 godzin. Zapraszam do obejrzenia zdjęć z podróży. 


Z Bergen mieliśmy kierować się na drogę 7 która miała nas poprowadzić na przełęcz Haukeli. Plan ten oczywiście był gotowy w głowie Ørjana, ale mnie o nim nie poinformował. I tak sobie jechaliśmy, a przy rozwidleniu dróg zażartowałam "Może pojedziemy drogą nr 7?" na co Ørjan odpowiedział "Nie dziś". A po jakichś 50 minutach nagle wykrzyknął "Mieliśmy jechać drogą nr 7!". Za późno już było na zawracanie, więc pojechaliśmy dalej i zdecydowaliśmy się pojechać przez płaskowyż Hardanger (Hardangervidda).
Voss przywitało nas słonecznie



Most Hardanger (Hardangerbrua) łączący dwa tunele



A w tunelach.. ronda :)


Eidfjord


Wjeżdżając do Eidfjord, przy drodze witają nas drzewa ubrane w robione na drutach sweterki







Zaczynamy podjazd na Hardangervidda



Jeden z wielu kościołów klepkowych











Krowa szła tam, gdzie trawa jest bardziej zielona


Poniżej zdjęcia z terenu naszego hotelu. Bardzo polecam Engø Gård w miejscowości Tjøme!


Z tego nabrzeża można często zobaczyć króla i królową Norwegii płynących parowcem. 







DZIEŃ 2
Po śniadaniu pojechaliśmy do Verdens Ende (Koniec Świata).


Od parkingu prowadzi betonowa droga. 



Restauracja na końcu świata. Na pierwszym piętrze jest dostępny punkt obserwacyjny i multimedialna podróż po dnie fjordu.

Konstrukcja po prawej stronie to "latarnia morska"


Do koszyka wkładano łatwopalne materiały (drewno, słomę) i podpalano. Konstrukcja ostrzegała w nocy pływających żeglarzy.

W restauracji polecam spróbować zupy rybnej !


Małe wysepki wokół są połączone mostami po których można się przespacerować



Znalazłam kolejną budkę do kolekcji! ( Dla przypomnienia - zostało ich w kraju 100 sztuk i są objęte ochroną)
Po miło spędzonym czasie trzeba było zacząć ośmiogodzinną wycieczkę do domu. Tym razem mieliśmy jechać już przez Haukeli.




Urzekło mnie miasto Notodden


Notodden jest znane ze względu na odbywający się tutaj festiwal Bluesa, stąd mikrofon na jednym z głównych rond.


Po drodze zatrzymaliśmy się w Heddal, żeby zobaczyć jeszcze jeden kościół klepkowy.





Po jakimś czasie dojechaliśmy do znaku "Ravnejuv", oznaczającego "Kruczy wąwóz". Ørjan już kiedyś odwiedził to miejsce więc postanowił mnie tam zabrać. Do wąwozu prowadzi dosyć wąska i nieutwardzona droga.




Przy poniższym znaku należy się zatrzymać i zaparkować samochód. Dalszy kawałek (jakieś 200 metrów) pokonuje się piechotą. Sto metrów przed wąwozem witają nas znaki ostrzegawcze.




Za tymi kamieniami jest wąwóz, bagatela 350 metrów w dół.

Nie ma żadnych zabezpieczeń barierek, znaków. Jak spadniesz lub się potkniesz - masz problem.





W pobliżu znaleźć można tablicę informacyjną. Ponad 100 lat temu znajdował się tam pawilon hotelowy. Miejsce w 1878 roku odwiedził nawet Napoleon Bonaparte.




Na chwilę wyszło słońce i wyglądało to jakby otworzyły się wrota niebios.

Na drodze wiodącej do Ravnejuv zepsuł się dawno temu autobus. Niestety, holowanie pojazdu okazało się zbyt drogie a naprawa nie wchodziła w grę na tej wysokości. Autobus stoi tam więc po dzień dzisiejszy.


Na Haukeli powitał nas świeży śnieg





Kiedy udało nam się dojechać do promu w Jondal, okazało się że ostatni tego wieczoru prom odpływa za 10 minut. To się nazywa szczęście!



Na promie zasnęłam i obudziłam się dopiero kiedy zaparkowaliśmy pod domem, więc nie udało mi się zrobić więcej zdjęć. 
Chciałbyś/Chciałabyś odwiedzić któreś z opisanych przeze mnie miejsc?
Pozdrawiam,
Pati