piątek, 21 grudnia 2018

Święta na emigracji


Dokładnie pięć lat temu z radością wsiadałam do samolotu spiesząc do Polski na święta z rodziną. Rok później byłam już w związku z Ørjanem więc na polskie Boże Narodzenie polecieliśmy razem. Wtedy nie miałam jeszcze porównania między norweskimi a polskimi obchodami. W Wigilię od 8 rano lepiliśmy uszka (sztuk 250), mama jak zwykle próbowała multitaskingu na najwyższym poziomie, tata z bratem wybrali się na misję "zdobyć karpia" a Ørjan siedział na środku salonu i wybałuszał oczy. Co się z tymi Polakami dzieje, czy coś ich w nocy opętało? Dla mnie było to coś normalnego. Wtedy nie wiedziałam, że rok później to ja będę w jego sytuacji. 



Święta 2015, 2016 i 2017 spędzaliśmy bowiem w Norwegii z jego norweską rodziną. W 2015 byłam bardzo przejęta - czy świętowanie bardzo się różni? Jak wcześnie muszę wstać? Może powinnam upiec jakieś ciasto? Nie powinniśmy jechać do Ørjana mamy z samego rana i pomóc w przygotowaniach? 24 grudnia 2015, godzina 12, a Ørjan dopiero dojada śniadanie przed telewizorem. W tym czasie przypomina mu się, że o 14 jedziemy odwiedzić jego dziadka w domu spokojnej starości. Teoretycznie mamy dużo czasu, uroczysty obiad u teściowej zaczyna się o 18.00. Na obiad są tradycyjne żeberka (pinnekjøtt), mus z brukwi i ziemniaki. Po jedzeniu turlamy się wszyscy do salonu i wtedy zaczyna się otwieranie prezentów. Każdy po kolei otwiera po jednej paczce, informując innych od kogo jest dany prezent. Kończymy otwierać podarunki o godzinie 23. W tzw. międzyczasie odbywają się wycieczki do kuchni i wyjadanie pinnekjøtt prosto z garnka. Cały dzień jest bardzo spokojny, a ja nie potrafię się przestawić na ten norweski tryb spokoju. Brakuje mi bieganiny i stresu.

W 2016 roku Wigilię spędzamy u taty Ørjana. Schemat podobny - w ciągu dnia leniwe ociaganie się, wieczorem uroczysty obiad, rozpakowanie prezentów i rodzinna atmosfera przy kominku. 
W ubiegłym roku to ja i Ørjan zaprosiliśmy jego mamę i babcię na Wigilię do naszego nowego domu. Ja w Norwegii nie przygotowuję żadnych polskich potraw z prostego powodu: pinnekjøtt jest tak sycące, że inne dania nie zostaną zjedzone. Wigilia w 2017 roku była dla mnie już w stu procentach w rytmie norweskim - wstalismy dosyć późno, nastawiliśmy żeberka, siedząc w piżamach obejrzeliśmy "Tre nøtter til Askepott" (Czeskiego Kopciuszka emitowanego w Norwegii od kilkunastu lat) a potem przebraliśmy się w odświętne ubrania i spędziliśmy wieczór w rodzinnym gronie.


W tym roku lecimy na święta do Polski. Ørjan opowiada wszystkim o karpiu w wannie, o dziwnym zwyczaju łamania się białym opłatkiem i o suto zastawionym stole. Nie powiem Wam, które świętowanie jest dla mnie "lepsze". Bieganina w Polsce ma swój urok tak samo jak siedzenie w pizamie przed norweskim telewizorem do południa w Wigilię. Wydaje mi się, że najważniejsze było to, że każdego roku spędzaliśmy je w gronie rodziny - nie ważne czy rodzina była polska, czy norweska. Atmosfera była niesamowita bez względu na to, jakie tradycje stawialismy na pierwszym miejscu - polskie czy norweskie.
I tego życzę również Tobie - żebyś ducha świąt znalazł/a w ludziach Cię otaczających a nie w karpiu, żeberkach, czy kolorowych światełkach! 


Pozdrawiam,
Pati